Szczęśliwe nieporozumienie
Ewelina Nawara & Małgorzata Falkowska

Pierwsze spotkanie Jamie i Jaspera zwiastuje katastrofę. Dziewczyna oskarża go o włamanie do domu babci. Mężczyzna jest oburzony jej zarzutem i przesłuchaniem przez policję.

Kiedy Jamie spotyka się z Jasperem, aby wyjaśnić swoje zachowanie, on traktuje ją z rezerwą i niechętnie zgadza na rozmowę. Powoli pojawia się między nimi niezwykła chemia, która stopniowo przeradza się w coś głębszego, piękniejszego i intensywnego. Każde spotkanie, każde spojrzenie, każda rozmowa kieruje ich ku sobie, odkrywając ukryte pragnienia i marzenia.

“Szczęśliwe nieporozumienie” to wciągająca opowieść o uczuciu, które rodzi się na przekór przeciwnościom. To także historia zmagania się z losem i odkrywania prawdziwej wartości drugiego człowieka.

Czy da się okiełznać dzikość serca?

Informacje o książce

Rok I wydania: 2023
Format: 11.5×16.5 cm
Okładka: miękka

Liczba stron: 168

książka ISBN 978-83-7995-645-6
ebook ISBN 978-83-7995-646-3
audiobook ISBN 978-83-7995-647-0

Ceny sugerowane:
książka: 39,99 zł
ebook: 34,99 zł
audiobook: 34,99 zł

Gdzie kupić?
Kupując w tych księgarniach wspierasz Autora i Wydawnictwo
Księgarnia naszego wydawnictwa
Kupując w MadBooks wspierasz Autora i Wydawnictwo
Fragment

Jasper

Lubiłem swoje odludzie, jak to kiedyś nazwała moja mama, i nie znosiłem, gdy ktoś zmuszał mnie lub, jeszcze gorzej, podstępem nakłaniał do opuszczenia tego miejsca. Jednak tym razem nie mogłem odmówić, nie mojemu najlepszemu przyjacielowi.
– Jesteś mi winny przysługę, i to sporą – powiedziałem, przekładając telefon do drugiej ręki.
– Tylko ty potrafisz to zrobić, ja jestem uziemiony w gipsie – odpowiedział Marcus, a mnie zrobiło się go szkoda. Odrobinę.
Marcus był moim najlepszym i zarazem najstarszym przyjacielem. Nie odstraszało go moje podejście do życia ani zamiłowanie do świętego spokoju. Był typowym mieszczuchem, lubił swoje mieszkanie w centrum dużego miasta, ja kochałem swój las i dom w otoczeniu natury. On miał alergię na niemal wszystkie zwierzęta, ja sam miałem kilka kotów – znajd, które ktoś porzucił w lesie, a ja nie miałem serca oddawać ich do schroniska – oraz moje psy, dwa wilczaki – Lunę i Koto. Wiele osób dziwiło się, że przy tak odmiennych zainteresowaniach i celach w życiu udało nam się zaprzyjaźnić. Jednak niewiele osób wie, że obaj pochodzimy z patologicznych rodzin, mieszkaliśmy w gównianej okolicy i tylko sobie zawdzięczamy to, gdzie teraz jesteśmy. Żaden z nas nie musiał się już wstydzić miejsca, w którym mieszka, nie musieliśmy żebrać o ubrania czy jedzenie. Daliśmy sobie radę i znaleźliśmy sposób na przetrwanie.
– To będzie łatwa robota, starsza pani wyjeżdża na dwa dni, więc dom będzie stał pusty. Wchodzisz, robisz swoje i wychodzisz. Szybka kasa tylko dla ciebie – dodał Marcus.
– Tak, tak, już to mówiłeś – wymamrotałem, jednocześnie jedząc szybki lunch.
Nie lubiłem tracić czasu na pogaduszki przez telefon, dlatego zawsze starałem się wykorzystać ten moment, by robić także coś innego. Jak teraz, przygotowałem szybkie kanapki i właśnie się nimi zajadałem.
– Masz wszystkie narzędzia? Nie chcę, żeby się na miejscu okazało, że musisz improwizować – ględził dalej Marcus.
– Mam ci przypomnieć, kto cię wszystkiego uczył? – zapytałem sarkastycznie.
Tak naprawdę to uczyliśmy się razem, jednak Marcus często potrzebował więcej czasu, by coś przyswoić, i kiedyś ogromnie go to frustrowało. Teraz potrafił z tego żartować, zrozumiał, że w niczym mu to nie przeszkadza.
– Daj znać, jak już będzie po wszystkim – powiedział i pożegnał się, kończąc rozmowę.
Odłożyłem telefon, włożyłem buty i zagwizdałem na psy, zabierając smycze i wychodząc z nimi na spacer. Luna i Koto potrzebowały dużo ruchu, więc las otaczający dom był dla nich idealnym miejsce. Mogły tam węszyć i biegać, nie martwiąc się o inne zwierzęta. Taki luksus mieszkania na odludziu. Te psy nie nadawały się do mieszkania w mieście, otoczone betonem, z małymi parkami, w których nie mogły zaspokoić swoich podstawowych potrzeb. W wielu względach przypominały prawdziwe wilki – nie tylko ich wygląd mógł być mylący. Jednak gdy jako dziecko zobaczyłem w jakiejś gazecie zdjęcie wilczaka, wiedziałem, że pewnego dnia będę miał takiego psa. Marcus wielokrotnie się ze mnie nabijał, że to ze względu na moje nazwisko – Wolf – ciągnie swój do swego. Może coś w tym było.
Spacerowałem po lesie, ciesząc się, że nie pada, choć temperatura nie sprzyjała zbytnio przechadzkom po wilgotnym podłożu. Luna i Koto musiały się wybiegać i nie przeszkadzała im żadna pogoda. Czy słońce, czy deszcz cieszyły się biegiem pomiędzy drzewami. Przez cały czas myślałem o zleceniu, które podsunął mi Marcus, i zastanawiałem się, jak to zrobię. Lubiłem mieć wszystko zaplanowane, by jak najmniej mogło mnie zaskoczyć.
Po spacerze wróciłem do domu, gdzie wziąłem prysznic, umyłem włosy i przystrzygłem zarost. „Prawdziwy człowiek z lasu”, wyśmiewał się ze mnie Marcus, jednak lubiłem swój wygląd. W dzieciństwie to mama lub któraś z sąsiadek strzygła mnie niemal na łyso, nie było mowy o modnej fryzurze. Gdy dorosłem i miałem wystarczająco dużo pieniędzy, przynajmniej raz w miesiącu siadałem w fotelu barbera, który najpierw nauczył mnie dbać o brodę, a później zajmował się jej strzyżeniem. Z czasem zapuściłem też włosy, które teraz sięgały do ramion, a w dolnej warstwie i po bokach miałem je modnie podgolone. Tylko ktoś, kto dorastał w biedzie, wyglądając tak, że rówieśnicy się z niego nabijali, mógł w pełni zrozumieć, jaką bronią był zadbany, modny wygląd.
Włożyłem czarne bojówki, czarne buty i oczywiście czarny, termiczny podkoszulek z długim rękawem, związałem włosy w kok i wsiadłem do swojej półciężarówki. Wcześniej zapakowałem potrzebne narzędzia, więc mogłem zająć się zleceniem dla Marcusa.
Dom faktycznie wyglądał na pusty, w żadnym oknie nie świeciło się światło, wypakowałem więc skrzynkę i wszedłem do środka. Mój przyjaciel miał rację, to miała być szybka robota, więc od razu się do niej zabrałem, by jak najszybciej wrócić do domu i zdać mu relację.
Gdy zrobiłem swoje, wyszedłem z domu, zamykając za sobą cicho drzwi. Kiedy wsiadałem do samochodu, zauważyłem, że ukradkiem przygląda mi się młoda dziewczyna w czerwonym płaszczu. Otrząsnąłem się z paskudnego przeczucia, które mnie ogarnęło, i odjechałem spod budynku.

 

Szczęśliwe nieporozumienie - Ewelina Nawara & Małgorzata Falkowska
Miłosne wyzwanie - Ewelina Nawara & Małgorzata Falkowska
Miłość na cztery łapy - E. Nawara i M. Falkowska (okładka)

Pozostań z nami w kontakcie!

Zapisz się na nasz newsletter. Raz w tygodniu otrzymasz informacje o naszych książkach i promocjach na nie!

Dziękujemy, że jesteś z nami!