Dwie bajki - Ewelina Nawara & Małgorzata Falkowska

Poza kadrem
Dagmara Kalinko

Sara Berezowski jest perfekcjonistką, artystką, samotną matką. Jej codzienność to surowe światło studyjne, idealne kadry i chłodny profesjonalizm. Ucieczka w kontrolę pozwala jej nie dopuścić nikogo zbyt blisko – ani do serca, ani do życia.A jeśli coś, a raczej ktoś, zniszczy ten misterny plan? Kiedy przed jej obiektywem pojawia się nowy model, magnetyczny i niepokojąco pociągający, Sara zaczyna tracić ostrość… Nie wszystko da się przewidzieć, nie każdą emocję można wyretuszować jak w Photoshopie.

„Poza kadrem” to zmysłowa opowieść o pragnieniu, które nie mieści się w żadnym formacie. O kobiecie, która od lat trzyma świat na dystans. I o tym, co może się wydarzyć, gdy pozwoli sobie na więcej niż tylko podglądanie własnego losu przez obiektyw aparatu.

Powieść wyłącznie dla osób pełnoletnich!

Gdzie kupić?
Kupując w tych księgarniach wspierasz Autora i Wydawnictwo
Kupując w MadBooks wspierasz Autora i Wydawnictwo
Informacje o książce

Rok I wydania: 2025
Format: epub


ebook ISBN 978-83-7995-832-0

Ceny sugerowane:
ebook: 49,99 zł

 

Fragment

Rozdział 1

W pomieszczeniu panował gwar. Wielkie na całą ścianę okna, przez które zazwyczaj wpadało mnóstwo światła, i za którymi rozpościerał się widok na centralną część miasta, tym razem były przesłonięte czarnymi zasłonami. Nie wpuszczały one do środka ani grama promieni słonecznych. Po drugiej stronie przy ścianie stało dwóch mężczyzn, pili kawę z ekspresu znajdującego się na blacie i ściszonymi głosami wymieniali między sobą uwagi.
Na środku pomieszczenia stała duża, czarna kanapa. Miała już ponad rok. Siadając na niej, nadal czuło się jednak jej intensywny, skórzany zapach, jakby kupiono ją zaledwie wczoraj. Zajęta była przez dwie kobiety i przez jednego mężczyznę. Nie rozmawiali, a jedynie z zaciekawieniem patrzyli na wprost, na stojący na stoliku włączony laptop, który w panującej tu ciemności bił po oczach niebieskim światłem. „Głowa prosto, wysuń brodę do przodu, spójrz na mnie. O tak, właśnie tak” – odzywał się co jakiś czas delikatny, kobiecy głos. Był miękki, ale jednocześnie stanowczy.
Dźwięk strzelającej migawki słyszalny w tle informował, iż tworzy się coś nowego. „Ręce na biodra, stań bokiem, teraz tył i odwróć głowę. Okej, ale pozostań w tej samej pozycji, nie zmieniaj jej. Super”. – Sara była w swoim żywiole.
Uwielbiała pracować z zawodowcami, a jednocześnie wtrącać coś od siebie. Przez te wszystkie lata na tyle solidnie wypracowała swoją własną renomę, iż mogła sobie pozwolić na tworzenie projektów z najlepszymi. Miała tę przewagę, że było jej dane decydować w znacznej mierze o tym, z kim chce pracować, a z kim nie. Nie lubiła tych, jak ich nazywała, klocków, którym musiała poprawiać każdy palec. Na szczęście ten etap miała już dawno za sobą.
Sara Berezowski nie przyjmowała prywatnych zleceń, nie pracowała z rodzinami i nie robiła sesji ludziom z tak zwanej ulicy. Nie chciała bawić się z wybrednymi klientami, bowiem już z doświadczenia wiedziała, że pomimo zawieranych z nimi umów, świadomości na temat stylu jej zdjęć oraz tego, w jaki sposób pracuje i jak je obrabia, to i tak trzy czwarte klientów domagało się zmian i poprawek. Absolutnie tego nie tolerowała. Chciała tworzyć takie kadry, jakie najlepiej współgrały z jej artystyczną duszą. Jeśli komuś to nie odpowiadało, mógł przecież pójść do innego studia i wybrać innego fotografa. Droga wolna. Na rynku aż roiło się od profesjonalistów w każdym calu, osób po studiach i kursach. Oczywiście nie brakowało też tych, którzy chcieli po prostu zabłysnąć w świecie aparatowych fleszy, takich amatorów, internetowych samouków. Trend był prosty: wielu, zauważając, że komuś coś idzie, że „interes się kręci”, próbowało tego samego, ale często, niestety, z marnym skutkiem. Bez jakiejkolwiek wiedzy, bez doświadczenia w pracy z ludźmi, ogłaszali się jako fotografowie i oferowali zdjęcia za półdarmo, psując rynek i ucząc przyszłych, potencjalnych klientów, że nie liczy się jakość, a ilość. Wychodzili bowiem z założenia, że aby usługa była zadowalająca, wystarczy zaoferować multum fotografii, często nawet prześwietlonych, nieostrych, byle jak najtaniej. A klienci przyjmowali te wszystkie fotografie z uśmiechem na ustach, nie widząc, iż większość z nich to przysłowiowe obierki z ziemniaków, które w porządnej restauracji wylądowałyby w koszu.
W związku z tym miała już serdecznie dość wygładzania ust paniom, którym nie chciało się użyć chociażby błyszczyka. Następnie wręcz błagały, by były ponętne i pełne, i aby Sara coś z tym zrobiła. Miała dość likwidacji napisów z męskich koszulek, bo pomimo wcześniejszych ustaleń co do ubioru sesyjnego pan i tak założył T-shirt z logo jakiejś marki na całą klatę. Potem żona, prawie płacząc, żądała jego usunięcia, tłumacząc, że nie pasuje do reszty stylizacji rodzinki. Jakby o tym wcześniej nie wiedziała. Mąż najczęściej olewająco podchodził do tematu, a kobieta odpuszczała i tak wkurzonemu na sam wjazd panu, chyba myśląc, że jakoś to będzie. Zazwyczaj nie było. Dobrze nie było. Bereza krzywiła się tylko z bezradności i klęła w duchu. Miała po dziurki w nosie usuwania brudu spod paznokci w Photoshopie, co też niestety jej się zdarzało. Po prostu drażniło ją, że klienci nagminnie łamali regulamin, a później wymyślali miliony absurdalnych powodów, by obniżyła cenę, chociaż jeszcze przed podpisaniem umowy zapoznali się przecież z jej pracami oraz z liczbą zdjęć, jaką zawierał dany pakiet. Potem udawali głupich, że czegoś nie doczytali, nie dosłyszeli, że w ogóle wszystko miało być inaczej. Miała dosyć takich ludzi i najzwyczajniej w świecie szkoda jej było czasu na pisanie po raz setny wyjaśniających litanii.
Stąd szybko dojrzała mentalnie i zmieniła o sto osiemdziesiąt stopni swoją klientelę. Postanowiła współpracować tylko i wyłącznie z profesjonalistami, przede wszystkim z firmami odzieżowymi i z czasopismami, wykonując zlecenia na większą skalę. Pracowała z zawodowymi modelkami i modelami. Często jednak podejmowała również współpracę z nowo tworzonymi markami, a tym samym i z osobami niemającymi zbyt wiele wspólnego z modą, przynajmniej do momentu rozpoczęcia przez nich przygody z tego typu działalnością. Jednak to był, jakkolwiek na to patrzeć, zupełnie inny typ klienta. Wiedział, czego chciał, wiedział, jak takie zdjęcia powinny wyglądać, miał swoje wyobrażenia i wizje, by towar dobrze prezentował się na billboardach, w gazetach czy w katalogach. Przez to i ona zyskiwała dość dużą swobodę w tworzeniu tego typu fotografii. Mogła podpowiadać, powołując się na własne kilkuletnie już doświadczenie. Wszystko było od samego początku klarowne, bez niedomówień. Ona wiedziała, jak ma pracować, a klient, decydując się na podpisanie z nią umowy, wiedział, co dostanie, czego może się spodziewać, akceptując styl jej zdjęć i samej pracy oraz jej podejścia do fotografii.

Słońce i gwiazdy - Małgorzata Mika (okładka)

Pozostań z nami w kontakcie!

Zapisz się na nasz newsletter. Raz w tygodniu otrzymasz informacje o naszych książkach i promocjach na nie!

Dziękujemy, że jesteś z nami!