Era Cieni: Ocaleni
Agnieszka Zawadka
Nadszedł czas wyrównania rachunków. W Lyr wrze od wojny domowej, armia buntowników zmierza na północ, a młoda królowa coraz śmielej korzysta z nowo nabytej władzy. Raven w końcu rozumie, że w tę grę nikt nie gra uczciwie. Jednak kiedy cesarstwo chwieje się w posadach, a każdy wybór zdaje się kosztować życie, nie ma już miejsca na ucieczkę. Nadchodzi moment decyzji. I to takiej, od której będzie zależało ocalenie. Wśród zdrajców, pokrętnych planów i nieznośnych elfów niejeden straciłby głowę.
Całe szczęście Raven nadal może liczyć na swój gwiezdny pech, nieposkromiony temperament i tych, którzy staną u jej boku.
Informacje o książce
Rok I wydania: 2025
Format: epub/mobi
Liczba stron: 434
książka ISBN 978-83-7995-875-7
ebook ISBN 978-83-7995-876-4
Ceny sugerowane:
ebook: 49,99 zł
Fragment
Prolog
Pachniało białą magnolią.
Przy źródle stały trzy postacie. Każda z nich zakapturzona.
– Już za późno na ucieczkę – oznajmił chłodny, męski głos.
Raven wiedziała, że nieznajomy ma rację. Nie mogła się poruszyć, nie mogła otworzyć ust i wyrzucić z nich nawet jednego słowa.
– Gdy nie jesteś pewna wygranej, uciekaj.
Jednak ucieczka nie wchodziła już w grę.
*
Deski pomostu skrzypiały pod jej butami. Samotna postać z mieszanką niedowierzania i zachwytu oglądała port.
A przecież Killian opowiadał jej o takich miejscach. O rzędach ceglanych domów z czerwonymi dachówkami i o tłumach hałaśliwych ludzi. O zielonej roślinności, deszczowych dniach i szarym niebie.
Na Kahhari świat wyglądał trochę inaczej.
Statek, którym przypłynęła tu z Lamnei, powoli zostawał w tyle, w portowych dokach. Nie miała pojęcia, że podróż zajmie jej tyle czasu. Gdyby wiedziała o tym wcześniej, wybrałaby inny środek transportu. Ten sam, który pozwolił jej przedostać się z Kahhari na północ Kontynentu.
– Jest wiele rzeczy, których musisz się nauczyć o świecie, feniksie – rzekła czarownica w oazie. – Tam, dokąd się wybierasz, mam swoich sojuszników. Jeśli będziesz potrzebowała pomocy, znajdź wieżę. Moje siostry z północy są, całe szczęście, o wiele rozsądniejsze od tych z Adry.
Lesedi posłuchała tej rady.
W Lamnei, kiedy tylko jej ciało ostygło po przemianie, odszukała najbliższe miasto. I najbliższą wieżę.
Stara, pomarszczona czarownica na początku przyglądała jej się podejrzliwie. Zwłaszcza że była niewolnica miała na sobie ukradzione, za duże na nią ubranie. Jednak gdy tylko padło imię kahharyjskiej czarownicy, natychmiast zmieniła nastawienie.
– Więc szukasz Rai? – zagadnęła, postawiwszy przed zmęczoną Lesedi gorący napój. – Jednego, konkretnego?
– Tak.
– To może być problem. – Starucha zamyśliła się z posępną miną. – Ich jest raczej ciężko znaleźć. Może gdybyś zaczęła bardziej ogólnie… Oni zazwyczaj coś tam o sobie wiedzą. Wiem, że jakiś czas temu lord Foix się chwalił, że zatrudnił na służbę jednego Rai. Stary ekscentryk nie wie już, na co wydawać pieniądze – parsknęła. – Ale rzeczona najemniczka wyjechała jakiś czas temu. W Lyr niedobrze się dzieje, a ich ciągnie do kłopotów.
Lesedi nie interesowała jakaś obca Rai. Ani tym bardziej kłopoty cesarstwa.
– Więc co mam teraz zrobić?
Niecierpliwość buzowała w niej, walczyła o pierwszeństwo z chwilowo ostudzonym gniewem.
– Ja bym właśnie zaczęła od Lyr. – Czarownica wzruszyła ramionami. – U nas mało Plag, to i mało Rai. Lyr to co innego… A przynajmniej było tak za mojej młodości.
Feniks oparła się o blat stołu, czuła wzmagający się ból głowy. Musiała uczynić wszystko, dać z siebie wszystko. Ale jak miała się odnaleźć w świecie, do którego dopiero od niedawna należała jako wolny człowiek?
– Więc co mam teraz zrobić? – powtórzyła. – Jechać na zachód?
– Ja bym popłynęła – odparła ostrożnie czarownica. – Na lądzie teraz niebezpiecznie.
Starucha podniosła się z miejsca i otworzyła jedną z szuflad w wysokiej komodzie. Lesedi miała wrażenie, że skrytki w meblu nie byłby w stanie odnaleźć pierwszy lepszy złodziej.
– Masz, niech ci służy. – Czarownica rzuciła na stół opasłą sakiewkę. – To też. Mapa, trochę ziół leczniczych. Załatwię ci jeszcze jakieś normalne ubranie, co byś nie wyglądała jak chłopka w za dużych gaciach. – Skrzywiła się lekko.
Lesedi ta szczodrość od razu wydała się podejrzana.
– Dlaczego mi pomagasz? – zapytała otwarcie. – Ze względu na Adaneis?
– Nie tylko, drogie dziecko. – Kobieta uśmiechnęła się szeroko. – Mam już swoje lata i nie jestem głupia. Nadchodzą zmiany, spore zmiany. A ponieważ jestem, kim jestem, chciałabym się w ostatecznym rachunku znaleźć w gronie tych, którzy te zmiany przetrwają.
Lesedi parsknęła. Czysty pragmatyzm – to potrafiła zrozumieć.
– Dziękuję ci za wszystko.
Idąc ulicami Goldportu, feniks nie miała już pewności, czy dobrze zrobiła, słuchając lamnejskiej czarownicy.
Lyryjskie miasto wydawało się ogromne. Częściowo umieszczone na wzgórzu, nie przypominało żadnego z miejsc, które Lesedi dotąd odwiedziła. Rysujący się w oddali zamek sprawiał wrażenie, jakby zamieszkujący go możni mogli z okien dostrzec wszystko, co się działo w niższych dzielnicach.
Lesedi zacisnęła dłonie na pasie, do którego przytroczyła sakiewkę z monetami i niewielki, poręczny nóż.
Nie bała się o siebie. Była na to zbyt zdeterminowana. Zbyt wściekła. Zbyt rozgoryczona.
Ponieważ doszła do wniosku, że znalezienie wieży w tym gąszczu budynków będzie graniczyło z cudem, wybrała inną strategię. W portowej tawernie roiło się od ludzi z różnych części Kontynentu, dlatego Lesedi nie zwracała na siebie szczególnej uwagi. Z zaskoczeniem odkryła, że nie była tu jedyną ciemnoskórą kobietą.
Usiadła przy kontuarze i – choć nie zamierzała pić – zamówiła kufel piwa.
– Gdzie znajdę wieżę lokalnej czarownicy? – zapytała, położywszy na blacie złotą drachmę.
O wiele za dużo jak za zwykłe piwo, ale Lesedi zamierzała kupić coś więcej niż tylko napitek.
– Bliżej zamku, w wyższej dzielnicy – odparł gospodarz bez oporu i szybko podniósł monetę. – Trzeba uważać, bo od jakiegoś czasu kręci się tam sporo straży. Mieliśmy ostatnio w mieście niezłą burdę.
Lesedi drgnęła, gdy z rogu tawerny dobiegły ją głośne, rubaszne śmiechy bandy miejscowych opijusów.
– Jaką burdę?
Mężczyzna wzruszył ramionami.
– Jakaś nowa lyryjska królowa tu przybyła. Ktoś próbował ją… – Przejechał palcem po gardle.
– Nowa królowa?
Feniks nie orientowała się zbytnio w polityce. Wiedziała, kto rządził na Kahhari. Ale o cesarstwie słyszała bardzo niewiele.
– Aha. Nowa królowa, nowa nadzieja. – Gospodarz pokiwał głową. – Ja tam nie wiem, w co wierzyć. Liczę tylko, że wojna nie zaszkodzi interesowi.
Lesedi zmarszczyła brwi. Czarownica z Lamnei nie wspominała nic o wojnie. Mówiła o problemach, ale z całą pewnością nie użyła tak jednoznacznego określenia.
Może coś się zmieniło, gdy przebywałam na statku, pomyślała.
*
Lesedi potrzebowała prawie trzech godzin na znalezienie wieży. Przeklęty budynek wcale nie był wyższy od przystających do niego kamienic, co nieco zmyliło zmęczoną kobietę.
Ale w końcu dała radę. I znowu imię Adaneis otworzyło dla niej kolejne drzwi. Przebrana w nocną koszulę czarownica nawet zbytnio nie narzekała na późną porę odwiedzin niezapowiedzianego gościa.
– Adaneis mówiła nam, że nad Kahhari widziano przelatującego feniksa. Ale, na Daarath, nie sądziłam, że kiedyś stanie on w progach mojej skromnej wieży.
Dawna niewolnica uważnie przyglądała się Córce Starej Magii. Ta była zdecydowanie młodsza od lamnejskiej czarownicy, mogła mieć góra trzydzieści lat. Z pewnością powodziło jej się też o wiele lepiej – przestronną komnatę, do której zaprowadziła Lesedi, zdobiły kolorowe dywany i sięgające podłogi eleganckie zasłony.
– Szukam Rai – oznajmiła, nie chcąc wchodzić z kobietą w dysputy na temat feniksów.
– Bractwa Rai? Czy konkretnego członka?
– Konkretnego mężczyzny. Nazywa się… Killian – wyznała z trudem.
Jego imię nie było łatwe do wypowiedzenia. Ale nie z powodu andeńskiego brzmienia.
Nie, to imię niosło za sobą zbyt wiele wspomnień.
Czarownica nie odzywała się dłuższą chwilę.
– Niestety nie umiem ci pomóc. Nie znam nikogo takiego.
– Jedna z was poradziła mi, żebym poszukała kogoś z bractwa, że znajdę ich w Lyr. Być może któryś z członków będzie mi w stanie powiedzieć coś więcej.
– Być może tak, być może nie. To dobry trop, jeżeli nie masz innych. – Czarownica wzruszyła ramionami i zapaliła świecę. – Rai może być bardzo trudny do znalezienia.
– Nie zniechęcisz mnie, jeśli taki jest twój cel – ostrzegła Lesedi i skrzywiła się lekko.
– Nie mam żadnego celu. – Czarownica westchnęła. – No dobrze. Jakiś czas temu w Goldporcie zawrzało. Odwiedziła nas koronowana przez buntowników królowa.
– Słyszałam już o tym. Ale co to ma do rzeczy? – zniecierpliwiła się.
– Któregoś z szanownych panów rządzących miastem przekupiła cesarzowa Naherys – kontynuowała kobieta, niezrażona iskrami gniewu błyskającymi w oczach feniksa. – Najemni zabójcy próbowali zabić młodą królową, ale im się nie udało. Według plotek pomogła w tym jakaś Rai.
– Kobieta?
– Tak – potwierdziła czarownica. – Kobieta. Wiem, że to nie kobiety szukasz, ale… jak sama mówiłaś… może będzie coś wiedzieć.
– I gdzie ona teraz jest?
– Wyjechała z miasta razem z buntownikami. Gdybyś była zwykłą dziewczyną… Cóż, powiedziałabym, że się spóźniłaś. Ale ty nie jesteś zwykłą dziewczyną, co?
Fascynacja w oczach czarownicy wydała się Lesedi chora. Nie mogła sobie jednak pozwolić na wybrzydzanie. Musiała zdobyć informacje.
– Opowiedz mi więcej o tej wojnie.



