Ewelina Nawara i Justyna Leśniewicz
Wygrane marzenia

 


 

Workin’ hard to get my fill
Everybody wants a thrill
Payin’ anything to roll the dice
Just one more time
Some will win
Some will lose
Some were born to sing the blues
Oh, the movie never ends
It goes on and on, and on, and on
[…]
Don’t stop believin’
Hold on to that feelin’
Streetlight, people
Don’t stop, believin’
Hold on

JourneyDon’t Stop Believin

 

 

Josephine

Gwen po raz kolejny przegląda swoją magiczną listę spakowanych rzeczy. Może się wydawać, że jesteśmy teraz zupełnie innymi ludźmi niż lata temu, a mimo to niektóre rzeczy się nie zmieniają. Gwen nadal musi mieć wszystko zaplanowane, choć z tego co mi wiadomo, życie pokazało, że nie wszystko podlega planowaniu. Celia nadal jest tą samą zwariowaną osobą, teraz już kobietą. Jesteśmy jedną wielką rodziną, która po raz kolejny dała się porwać dziwnym pomysłom Celii. Kto jak kto, ale ona nie przestanie nas nigdy zaskakiwać.

– Nie rozumiem, dlaczego nie możemy, jak ludzie pojechać na koncert taty? Musimy przygotowywać się w konspiracji, jakbyśmy byli agentami – mówi Ben, siadając na podłokietniku kanapy.

Roześmiana Gwen poczochrała mu włosy, na co chłopak odsunął się i zrobił skwaszoną minę. Wchodził właśnie w etap: nie jestem dzieckiem i traktujcie mnie jak dorosłego, choć miał zaledwie osiem lat.

– Nie możemy jechać normalnie, bo wujek James ma urodziny, chcemy mu zrobić niespodziankę. – Celia wyjaśniła już po raz kolejny.

Młody dał za wygraną i wyszedł do ogrodu, gdzie Victoria z koleżanką grały w badmintona.

– Czuję się jak wtedy, gdy jechałyśmy spontanicznie na koncert do Polski – stwierdziła Gwen.

– Z tą różnicą, że teraz wszyscy wiedzą o naszym przyjeździe poza Jamesem. – Celia z radości aż klasnęła w dłonie.

Chłopcy byli właśnie w długiej trasie koncertowej zwiedzili Europę, Azję a teraz Stany Zjednoczone. Ostatnim razem widzieliśmy się trzy miesiące temu. Tęskniliśmy, ale żadna z nas nie chciałaby im zabierać radości, jaką mają z grania. My cieszymy się ich szczęściem, pozwalając im się spełniać, same spełniamy się tu, w Nottingham. Gwen jest wziętą pisarką powieści romantycznych; na podstawie jednej z nich – historii o przystojnym motocykliście – powstał serial. Celia spełnia się w roli pani manager, prowadząc trzy restauracje, w tym również bar Nany. Od kiedy babcia podupadła na siłach, dziewczyna wzięła sprawy w swoje ręce i odkryła swoje powołanie do bycia restauratorem. A ja? Ja nadal jestem sobą, skończyłam studia, pracuję w ośrodku dla trudnej młodzieży i z całych sił staram się nie iść w ślady matki. Pragnę wpoić dzieciom, że wartości materialne są ulotne i że najważniejsze powinny być duchowe. Choć teraz nie narzekamy na brak pieniędzy, możemy pławić się w luksusie, zawsze będę powtarzała każdemu, że to nie jest najważniejsze, że mogłabym nawet mieszkać w przyczepie byle mieć przy sobie Liama i przyjaciół.

Liam

Cholernie trudno było mi utrzymać w tajemnicy przyjazd dziewczyn z dzieciakami do Los Angeles. Ciągle coś sprawiało, że James, spoglądał na mnie spode łba, mrużąc podejrzliwie oczy. Byłem niemal pewny, że domyśla się wszystkiego, jednak ja miałem czyste sumienie, nie puściłem pary z gęby. Stałem właśnie oparty o maskę limuzyny, czekając na dziewczyny. Celia poprosiła mnie o zorganizowanie transportu. Umówiliśmy się, że dowiozę je do hotelu, gdzie zatrzymamy się na dłużej. Reszta zespołu w tym czasie będzie pilnowała Jamesa, żeby nie wpadł na nas gdzieś na hotelowym holu. Na lotnisku czekał Eliot – nasz nowy manager i Jamie, który wiernie stał przy naszym boku, gdy pokonywaliśmy kolejne szczeble kariery. Sam nie chciałem się rzucać w oczy, byliśmy sławniejsi, niż moglibyśmy sobie to wymarzyć. Stanowcza większość społeczeństwa kochała nas, na każdym kroku ludzie prosili o autografy, a dziennikarskie hieny wyczekiwały sensacji. W końcu ujrzałem dziewczyny z dziećmi i Eliota z Jamiem obładowanych bagażami. Co kobiety mogą brać na pięć dni wakacji, czego nie można byłoby kupić na miejscu?

– Co to ma być? – Celia krzyknęła na powitanie, wskazując ręką na samochód.

– Limuzyna. – Wzruszyłem ramionami. – Czternastoosobowa.

Podszedłem do mojej cudownej żony, która z wiekiem stawała się coraz bardziej ponętna i kusząca, a miesiące rozłąki nie pomagały w oparciu się jej. Celia w tym czasie ścisnęła nasadę nosa i ze śmiechem zwróciła się do mnie:

 – Czy ty wiesz, co znaczy stwierdzenie Załatw transport, żeby się nie rzucał w oczy?

Po raz kolejny zbyłem ją machnięciem ręki i wtuliłem się we włosy Jo – cholernie za nią tęskniłem i jeszcze mocniej jej pragnąłem. Od razu przywitałem się z moimi dwiema cudownymi córeczkami. Zapakowaliśmy się wszyscy do limuzyny, Eliot usiadł za kierownicę i zawiózł nas pod drzwi hotelu. Wieczorem występowaliśmy przed publiką Los Angeles, pomimo wielu koncertów nadal zastanawiałem się, jak ludzie w poszczególnych miastach świata na nas zareagują. Jakby jednak nie było, dziś nie będziemy się nudzić z naszymi kobietami u boku.

– Mam nadzieję, że z Adim ogarnęliście opiekunki na dzisiejszy wieczór – zagadała Gwen.

– Tak, choć trudno było zorganizować wszystko w tajemnicy przed Jamesem. On z tobą nie może być pewny tego, co przyniesie jutro. – Zwróciłem się bezpośrednio do Celii.

– Nie ma opcji, jestem nieprzewidywalna.

– Ale kochana – skwitowała Marie, córka Jamesa i Celii.

Celia

Z uśmiechem przyglądałam się, jak Jo wita się z Liamem. Sama szybko przytuliłam Jamiego, który w ciągu ostatnich lat stał się członkiem naszej zwariowanej rodzinki. Przykro było patrzeć, że nie znalazł sobie nikogo na dłużej, jednak wzięłam sobie za punkt honoru znalezienie mu odpowiedniej kobiety. W końcu w paczce, w której było tyle szczęśliwych par, nie mógł się wyróżniać. Przywitałam się z Eliotem, który kategorycznie unikał wszelkich przytulasów i innych okazów czułości. Przykro było mi to mówić, ale ten facet miał kij w tyłku, ale był świetny w swoim fachu. Trzymał chłopaków na krótkiej smyczy, nie pozwalając im na zmarnowanie lat ciężkiej pracy, a przy tym pilnował, by rozwijali się twórczo.

Zapakowałam moją dwójkę potworków do limuzyny, martwiąc się, jak zareaguje James. Takie niespodzianki były mile widziane przed ślubem, jednak teraz po latach… Zwłaszcza gdy grali w takim mieście jak Miasto Aniołów.

Choć ufałam mężowi, podobnie jak reszcie chłopaków, martwiłam się, gdy wyjeżdżali… Chyba nigdy nie zapomnę ich pierwszego wielkiego koncertu, który zagrali w Chicago. Przeżywałam tak mocno ten wyjazd, tę trasę, że Jamie załatwił, by ten pierwszy koncert był transmitowany na żywo w internecie. Gdy Kingsi wyszli na scenę, publiczność ożyła, nawet tysiące mil od niego czułam ich ekscytację. Grali kawałki z pierwszej płyty, ale także z tej drugiej, i to właśnie mój mąż śpiewał singiel, który ją promował. Wygrane marzenia to była piosenka idealna, wywołująca ciarki na moim ciele, burząca krew. Gdy James śpiewał, wyszedł bliżej publiczności, wyśpiewując do fanów swoją duszę. Wiedziałam, że był wdzięczny za szansę, jaką otrzymali, za to, że ludzie ich pokochali. Właśnie wtedy, gdy moje serce rwało się do tego niesamowitego mężczyzny, ktoś z publiczności rzucił w niego… biustonoszem. W ręce mojego męża trafił stanik innej kobiety, a zazdrość zalała mnie wielką falą. Nigdy nie zapomnę jego reakcji, gdy przestał śpiewać, dając ręką znak chłopakom, by grali, zakręcił stanikiem, odrzucił w stronę publiczności i powiedział:

– Dziękuję za ten prezent, ale jako żonaty facet, nie mogę go przyjąć. Jestem pewien, że któryś z chłopaków z Sinful Demons bardziej by się z niego ucieszył.

I wrócił do piosenki. Tak po prostu.

Kings Of Sin byli na szczycie, każdego dnia musieli się mierzyć z pokusami, kobiety, dosłownie, się na nich rzucały. Jednak po każdym koncercie, gdy wracali do busa lub hotelu, James do mnie dzwonił, zapewniając o swojej miłości.

Kochałam tego faceta i dziś miałam zamiar pokazać mu jak bardzo.

James

Moja zwariowana, nieprzewidywalna żona po raz kolejny mnie zaskoczyła. Powinienem się domyślić, że coś kombinują, bo Adi i Ian nie spuszczali ze mnie oka. Jednak nie marzyłem nawet, że się pojawi przed naszym koncertem w LA. I że przywiezie ze sobą resztę dziewczyn i dzieciaki.

– Tym razem się nie zakradasz, co Wredotko? – zapytałem, łapiąc ją w pasie i okręcając nas dookoła.

Głośny śmiech wyrwał się z jej ust, wypełniając hotelowy apartament.

– Raczej trudno byłoby się zakraść, mając u nogi dwójkę dzieci. Teraz jestem matką, muszę stwarzać pozory normalności.

Teraz była moja kolej, by się roześmiać. W naszej ekipie nie było mowy o normalności. Od kiedy udało nam się wybić, żyliśmy w zawrotnym tempie.

Telefon w mojej kieszeni zawibrował, więc sprawdziłem wiadomość.

– Teraz pora na moją niespodziankę. – Podszedłem do drzwi i wpuściłem czekającą tam osobę. – Rodzinne spotkanie czas start!

Lilka przytuliła mnie szybko i z piskiem rzuciła się na dziewczyny. Byłem z nią w kontakcie, miała wolne dwa dni podczas swojej trasy koncertowej, więc przyleciała, by zaśpiewać z nami dla publiki w LA. Zapowiedziała, że musimy wspólnie wykonać piosenkę, od której wszystko się zaczęło, a ona sama zaśpiewa cover My Immortal. Nie miałem zamiaru się przeciwstawiać, dobrze będzie razem wyjść na scenę.

– Moje wariatki, tylko wy mogłyście przelecieć ocean w tajemnicy przed facetami. Jaki mamy plan na dziś?

– Tajemnica – odpowiedział Liam, tuląc Jo i nie wypuszczając jej z rąk ani na moment.

Popatrzyłem na moich przyjaciół, na moją rodzinę i po raz kolejny ogarnęła mnie duma, że tak daleko zaszliśmy. I nie chodziło tylko o sławę, ale także o to, jak się zmieniliśmy, dojrzeliśmy. Muzyka. Przyjaźń. Miłość. Rodzina. To było to, co nas definiowało, co trzymało nas razem.

Choć ostatnie lata były przejażdżką na ekstremalnym rollercoasterze, nie zamieniłbym swojego życia na żadne inne. Byłem wdzięczny losowi, że dostałem drugą szansę, dzięki temu miałem życie, jakiego zawsze pragnąłem. Żona, dzieci, rodzina, przyjaciele. Spełniałem marzenia, grając na największych scenach świata. Byłem szczęściarzem.

Adrian

Jeżeli ktoś kilkanaście lat temu, przed moim wyjazdem do UK, powiedziałby mi, że będę sławny, to bym go wyśmiał. Owszem marzyłem o graniu, stukałem w bębny, ale nie wierzyłem, że uda nam się kiedykolwiek osiągnąć tak wiele. A tu, proszę, jesteśmy na szczytach list przebojów. Ludzie nucą nasze utwory w drodze do pracy, bawią się przy nich w klubie i na domówkach. Kings Of Sin byli sławni, ale my nie tylko wygraliśmy marzenia, ale również zdobyliśmy coś o wiele cenniejszego niż sława i pieniądze. Mamy siebie, miłość i przyjaźń. Każdego dnia dziękuję losowi przede wszystkim za Gwen, reszta to tylko dodatek, coś, co dodaje skrzydeł. Koncerty sprawiają, że latam ale to dzięki mojej żonie i dzieciom, chcę latać jeszcze wyżej i dawać z siebie jeszcze więcej. A dziś miałem moją piękną tylko dla siebie. Impreza urodzinowa Jamesa trwała w najlepsze. Przyjaciela bawili się świetnie w barze przy plaży. Spoglądałem z kąta lokalu na moją uroczą żonę, zachwycała mnie szczerym uśmiechem, kochałem to, jak poprawiała okulary, gdy nad czymś rozmyślała, oraz to, jak zakładała włosy za ucho, kiedy się krępowała. Odłożyłem butelkę na wpół niedopitego piwa i podszedłem do Gwen, wtulając się w jej plecy.

– Co tam, przystojniaku? – rzuciła niewinnie.

Niewiele myśląc, złapałem ją za rękę i pociągnąłem do wyjścia. Nie opierała się, grzecznie przeprosiła znajomych i udała się za mną. Po wyjściu z tarasu od razu znaleźliśmy się na plaży, przyciągnąłem swoją uroczą żonę do siebie i spojrzałem jej w oczy.

– Tęskniłem za tobą – wyszeptałem, jednocześnie się nachylając, żeby ją pocałować.

Wtuleni w siebie siedzieliśmy, wpatrując się w wodę i słuchając jej przenikającego szumu. Nieważne gdzie, nie ważne, w jakim zakątku świata byliśmy, to właśnie Gwen była moim domem i do niej chciałem zawsze wracać. Nigdy nie przypuszczałbym, że spotka mnie tyle szczęścia. Jednak po latach wiem na pewno jedno, nie wystarczy marzyć, trzeba wziąć życie za rogi i spełniać marzenia. Samo bujanie w chmurach i myślenie o tym, co chciałoby się osiągnąć, nie wystarczy, to praca pomaga nam sięgać gwiazd.

– Tu jest pięknie, nie chce się stąd wracać – wyszeptała Gwen, wtulając się we mnie jeszcze bardziej.

– Przeprowadzimy się tu na emeryturze – rzuciłem pół żartem, pół serio.

– Nie, nasze miejsce jest w Nottingham z rodziną i przyjaciółmi.

Żona uśmiechnęła się delikatnie i spojrzała na mnie przenikliwym wzrokiem. Niewiele myśląc, ulokowałem się między jej udami i wplątałem palce w jej włosy. Gwen nie pozostała mi dłużna, od razu przejęła pałeczkę i poddała się pocałunkom. Chciałbym, aby ta chwila trwała w nieskończoność. Nie dane nam jednak było nacieszyć się sobą, bo nad naszymi głowami pojawiła się Jo.

– Kochani, chodźcie do środka. Celia nie pokaże swojej niespodzianki, póki nie będziemy w komplecie.

Niechętnie odsunąłem się i wstałem, otrzepując ubranie z piachu. Powlekliśmy się do baru za Jo, zżerała mnie ciekawość, jaką jeszcze niespodziankę przygotowała zwariowana Celia.

Gwen

Niespodzianka od Celii była nawet dla nas wielką tajemnicą, nie wiedzieliśmy, co knuje. Nawet mnie nie udało się tego dowiedzieć, choć Jo usilnie mnie namawiała, bym ją wypytała. Byłam przekonana, że tajemniczy przylot tutaj to jej plan, potem myślałam, że tort w barze i cały lokal tylko dla nas, był jej niespodzianką. Ta dziewczyna była jednak na tyle nieprzewidywalna, że musiała zaskoczyć nas czymś jeszcze. Weszliśmy do lokalu, gdzie rozstawiony został już projektor, laptop i ekran.

– Co to za niespodzianka? – zagadał Adi, kiedy siadaliśmy w wyznaczonych miejscach.

– Też chciałabym wiedzieć.

Chwilę po nas na środek sali wyszła Celia, uśmiechnięta od ucha do ucha przebiegle spoglądała na uczestników swojego przedstawienia.

– Dziś najważniejszy mężczyzna w moim życiu świętuje swoje urodziny, specjalny prezent dostanie na osobności, a teraz pokażę wam coś, co przygotowałam dla nas wszystkich – wygłosiła i włączyła jakiś filmik.

Na pierwszym zdjęciu była cała nasza paczka, przed pierwszym wyjazdem chłopaków na koncert po USA. Kolejne filmiki przeskakiwały w powolnym tempie, sprawiając, że serce ściskało mi się ze wzruszenia. Na jednym z nagrań byliśmy wszyscy w The Bodega, Jo z cudownym napisem Księżniczka na koszulce i Liam śpiewający po raz pierwszy przed publicznością Melodię serc. Kolejne sceny przedstawiały mnie i Celię przy malowaniu sypialni Jamesa na różowo. Uśmiechnięte twarze chłopaków na koncercie w Polsce. Jakieś urywki z koncertów, wycinki z gazet, nagłówki krzyczące Kim są faceci z Kings Of Sin? Nasze początki, które z każdym kolejnym wydarzeniem umacniały przyjaźń. Było też kilka śmiesznych zdjęć z trasy, kiedy mężczyźni nawzajem robili sobie psikusy. Adrian słodko śpiący wtulony w ramiona Liama. Ian beztrosko uśmiechnięty, ściskający w objęciach swoją wróżkę. Mój ślub z Adrianem… zaręczyny Liama i Jo, wesele Celii i Jamesa, które było chyba najbardziej spontanicznym przyjęciem, na jakim byłam. Poczułam piekące łzy radości wymieszane z nostalgią. Slajd właśnie się zmienił i zobaczyłam Ellie grającą na skrzypcach, a obok niej stojącego Iana również pochłoniętego muzyką. Zerknęłam na przyjaciela i uśmiechnęłam się do niego.

– Stary, ty płaczesz? – Adi zagadał do Iana.

– Zwariowałeś? Wpadła mi jakaś muszka do oka – wymamrotał mężczyzna, pocierając powiekę.

Roześmiałam się, nie dałam się zwieść temu kłamstwu. Wiedziałam, że niespodzianka Celii wzruszyła nas i wypełniła nasze serca radością. Pokaz zakończył się cytatem mówiącym o tym, że przyjaciele to rodzina, którą wybiera się samemu. A my byliśmy rodziną pełną szczęścia, miłości i oddania.

Ellie

Celia zaskoczyła wszystkich, slajdy pokazywały, jaką drogę przebyli chłopcy, by być tu, gdzie są teraz: na szczycie list przebojów, w blasku scenicznych świateł, w studiu nagraniowym, tworząc muzykę, która płynęła prosto z serc.

Podziwiałam ich. To jak walczyli, by nie tylko spełnić marzenia, ale tworzyć w zgodzie ze sobą. Nigdy nie zgodzili się na coś, co było sprzeczne z ich zasadami, zawsze działali jak drużyna.

– Nie mogę uwierzyć, że minęło już tyle czasu – wymamrotałam, wtulając się w Iana.

Dzieciaki zostały z wynajętymi opiekunkami i mogliśmy spędzić trochę czasu bez ciągłego przerywania, płaczu i trajkotania.

– Jeszcze nie masz nas dość? – Droczył się ze mną.

– Nigdy nie będę mieć cię dość. Jesteś na mnie skazany – wyszeptałam mu prosto w usta i delikatnie pocałowałam.

Siedzieliśmy w barze, otoczeni przyjaciółmi, którzy byli naszą rodziną z wyboru, a ja najchętniej wymknęłabym się z Ianem i wykorzystała chwilę wolności.

– Zarumieniłaś się. – Mój mężczyzna dotknął mojego policzka. – Co ci chodzi po głowie?

– Zastanawiam się, czy ktoś zauważy, jak wymkniemy się na krótką chwilę – wyszeptałam.

Ian nie odpowiedział, wstał z krzesła, przerzucił mnie przez swoje ramię i krzyknął do naszych przyjaciół.

– Idziemy korzystać z wolności. Dzięki za pokaz, Celia, wiele dla mnie znaczył.

Odpowiedział mój głośny śmiech, a zaraz po nim głosy, które stwierdziły, że powinni zrobić to samo.

– Bierz ją tygrysie! – To zdecydowanie była Lilka.

Nie byłam pruderyjna, w końcu od lat prywatność nie była czymś, czym moglibyśmy się cieszyć. Poza tym, przy tournée, całych dniach spędzonych w busie, trudno było mówić o zachowaniu życia erotycznego dla siebie.

– Postaw mnie, wariacie. – Próbowałam być poważna, jednak chichot wymknął się z moich ust.

Cieszyłam się, że Ian się otworzył. Że pozwalał sobie na swobodne zachowanie.

Jedyną odpowiedzią było klepnięcie, które poczułam na tyłku. Widocznie postanowił nieść mnie do hotelu.

– Ian?! OMÓJBOŻE! – Piskliwy, kobiecy głos aż zadzwonił mi w uszach. – Podpiszesz mi się? Nie wierzę, że cię spotkałam, będę jutro na waszym koncercie!

Ian postawił mnie na nogi i mogłam zobaczyć uśmiech, którym obdarował młodziutką dziewczynę. Patrzyłam, jak z nią rozmawia, podpisuje się w podstawionym notesie i nawet robi sobie z nią selfie. Tak wyglądała jego codzienność, w chwili, w której stali się rozpoznawalni, postanowili, że nigdy nie odwrócą się od swoich fanów. Więc za każdym razem, gdy ktoś ich zaczepiał, zatrzymywali się, składali autografy i wracali do swoich zajęć.

– Dziękuję, Ian, powodzenia jutro! Ellie, przepraszam, że wam przeszkodziłam. – Zaczerwieniła się, co mnie dziwiło. Dziewczyny w tych czasach raczej nie były wstydliwe. Choć może zbyt generalizowałam.

– Nie ma za co. Miłego wieczoru.

Pożegnaliśmy się i ruszyliśmy dalej, tym razem trzymając się za ręce. Choć nie powiedziałabym tego głośno, bardziej podobało mi się, gdy niósł mnie na swoim ramieniu. Było w tym coś seksownego.

Cieszyłam się, że James pomyślał, by wynająć osobne pokoje dla nas, podczas gdy dzieciaki były w apartamencie z opiekunką. Gdy znaleźliśmy się za zamkniętymi drzwiami naszego pokoju, nie marnowaliśmy ani sekundy, zrzucaliśmy z siebie ubrania, całując się i rozpalając zmysły do czerwoności.

– Ależ za tobą tęskniłem – powiedział, odrywając ode mnie usta.

– Pokaż mi jak bardzo – odpowiedziałam.

I pokazał. Już dawno nie kochaliśmy się kilka razy w ciągu jednej nocy. Praca, życie, zmęczenie dawały o sobie znać. Jednak teraz mieliśmy czas tylko dla siebie, byliśmy tylko my, nasza miłość i namiętność, której daliśmy ujście.

Ian

Całkowicie zrelaksowany, uśmiechnięty i zadowolony z siebie stałem na backstage, przygotowywałem się do naszego koncertu w LA. Patrzyłem na przyjaciół, którzy mieli równie wielkie uśmiechy na ustach, co ja.

– Ten koncert będzie epicki! – Liam był naładowany pozytywną energią, nie potrafił usiedzieć spokojnie.

Wiedziałem, że miało to związek z Jo, która będzie go widzieć na scenie w wielkim mieście. Mieliśmy dziś zagrać nasze największe hity, więc zaśpiewa Melodię serc, którą stworzyliśmy specjalnie dla niej.

– Za dziesięć minut wchodzicie!

Sinful Demons rozgrzewali dla nas publiczność, grając jako nasz suport.

Jamie pojawił się obok, dając nam ostatnie wskazówki.

– Pamiętajcie nie tylko o publiczności, ale także o kamerach, wchodźcie w interakcje.

– Dobrze, tato. – Parsknął James, wywołując nasz śmiech.

Założyłem swój odsłuch, poruszałem szyją, bo wiedziałem, że po dzisiejszym koncercie, podobnie jak po każdym innym, będę padnięty, a mięśnie będą paliły mnie żywym ogniem.

Wbiegliśmy na scenę, Liam stanął przy mikrofonie, zajmując miejsce frontmana, założyłem gitarę i poczułem dreszcz ekscytacji.

– Dzień dobry, Los Angeles! Wita was Kings Of Sin, jesteśmy zajebiście szczęśliwi, mogąc tu przed wami zagrać. Czy Miasto Aniołów jest na nas gotowe?!

Odpowiedział mu krzyk tłumu. Skandowali nazwę naszego zespołu. Popatrzyłem po chłopakach, widząc, że na nich też ciągle robiło to wrażenie. Spojrzałem pod scenę, gdzie stały nasze rodziny. Wygraliśmy marzenia, nie gubiąc przy tym tego, co najważniejsze. Miłości i przyjaźni.

Na znak Liama zaczęliśmy grać Melodię serc, kawałek, od którego wszystko się zaczęło. Pozwoliłem, by emocje mnie poprowadziły. Graliśmy, dając z siebie sto procent, zyskując tyle samo od naszych fanów. Byliśmy na szczycie.

Jesteśmy Kings Of Sin.

Jesteśmy rodziną.

Jesteśmy muzyką.

KONIEC

Kochani Czytelnicy, dziękujemy Wam za wspólną przygodę z Kings Of Sin.
Jeśli jakimś cudem nie znacie serii, podajemy kolejność czytania:

Melodia serc

Opowiadanie Dźwięk pomiędzy

Echo przeszłości

Opowiadanie Pierwsza nuta

W rytmie miłości

Opowiadanie Urwana melodia

Muzyka dwojga dusz

Opowiadanie Wygrane marzenia

 

Wygrane marzenia
Copyright © Ewelina Nawara i Justyna Leśniewicz
Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Redakcja i korekta: Monika Kociuba
Okładka: Ewelina Nawara