Ewelina Nawara i Justyna Leśniewicz
Urwana melodia

 

 

I was broken, I was choking, I was lost
This Song saved my life
I was bleeding, stopped believing, could have died
This song saved my life
I was down, I was drowning but it came on just in time

Simple Plan – This Song Saved My Life

 

 Ian

Jestem Ian Thomas – mężczyzna, którego przy życiu trzymała tylko rodzina i Kings Of Sin. Egzystowałem, przeżywałem kolejny dzień, choć jakaś cząstka mnie umarła jeszcze w szkole średniej. Trzymałem się dla rodziców, którzy mnie potrzebowali, byłem najlepszym kumplem, jakim tylko potrafiłem być. Jednak w tym wszystkim zapomniałem, jak być sobą. Parłem do przodu, czasami działając na autopilocie, innym razem pozwalając sobie na chwile ulotnego szczęścia. Poznanie chłopaków pomogło mi w najgorszym okresie życia, choć nawet oni do końca nie wiedzieli jakie wydarzenia sprawiły, że znalazłem się w Nottingham. Nazywali mnie milczącym skurwysynem, jednocześnie nie narzucając się mi i wiedząc, że zawsze mogą uderzyć do mnie jak w dym, a ja w każdej chwili pomogę. Zaakceptowali mnie takim, jakim byłem, obdarzyli przyjaźnią, nie wyciągali ze mnie żadnych informacji. Sami zmagali się ze swoimi mniejszymi czy większymi demonami. Chyba właśnie dlatego tworzyliśmy taki zgodny zespół – zawsze mogliśmy na siebie liczyć, a jednocześnie nie czuliśmy presji opowiadania o swojej przeszłości.

Zbliżał się bank holiday. Lauren z całych sił starała się namówić nas na próby w tym dniu. Musieliśmy ćwiczyć do granic wytrzymałości. Nasza menagerka była ostra, wierzyła, że dzięki jej determinacji i naszej ciężkiej pracy dojdziemy na szczyt sławy. Niestety tym razem nie mogłem pozwolić, aby jej ambicje wzięły górę. Potrzebowaliśmy wolnego, żeby oczyścić umysł, zregenerować siły. Ja natomiast potrzebowałem tego dnia wyłącznie dla siebie, choć dziewczyny nie odpuszczały i męczyły, abym dał się namówić na wspólne spotkanie, ja pozostawałem nieugięty. Dla mnie ten czas znaczył o wiele więcej niż dla nich. Przechodziłem go intymnie, potrzebowałem chwili sam na sam ze sobą i swoją muzyką. Na szczęście po długich walkach udało nam się przekonać Lauren, że wolne nam się zwyczajnie należy. Myślę jednak, że ostatecznie przekonało ją moje stwierdzenie, że niezależnie, jaką podejmie decyzję, mnie na próbie i tak nie zastanie… po mnie to samo powiedział Liam i reszta zespołu. Nie miała wyboru, musiała ustąpić.

Przygotowywałem się właśnie do wyjścia, zamknąłem futerał i położyłem go na stoliku. Miałem już wychodzić, kiedy do moich uszu dobiegł dźwięk dzwonka, wstałem i niechętnie podszedłem do drzwi. Otworzyłem je, a moim oczom ukazała się roześmiana buźka przyjaciółki.

– Co ty tu robisz, umówiliśmy się na później? – rzuciłem.

Wyraźnie zaznaczyłem, że dziś potrzebowałem samotności.

– Przyjechałam wcześniej, zwyczajnie w świecie mi się nudzi.

– Lila… Powiedzmy, że teraz jestem umówiony z kimś innym.

– Z jakąś laseczką? – Nie dawała za wygraną.

– Masz dwa wyjścia: albo teraz zawiozę cię do Jamesa i Celii, a ja dojadę później, albo odwiozę cię do Nany i przyjadę po ciebie o tej godzinie, na którą byliśmy umówieni.

– Żadna z opcji mi nie pasuje. – Usiadła na kanapie, uśmiechając się zadziornie.

– No to trudno, zostaniesz tu i będziesz na mnie czekać. – Odwróciłem się i ruszyłem do wyjścia.

– Ta opcja też mi nie pasuje, ale jakoś przetrwam, masz coś w lodówce?

– Czego dusza zapragnie, częstuj się i nie krępuj. Tylko potem po sobie posprzątaj.

Byłem już w progu, kiedy zadzwonił mój telefon, na ekranie wyświetlił się nieznany numer. Rzuciłem szybkie Halo, a wiadomość, którą mi przekazano, ścięła mnie z nóg. Rozłączyłem się i wpatrywałem w pustkę; jak na autopilocie wyszedłem z domu, a za mną Lilii, krzycząc, żebym powiedział jej, co się stało. Ignorując ją, wsiadłem do samochodu. Byłem tak roztrzęsiony, że nie potrafiłem włożyć kluczyka do stacyjki.

– Nie pojedziesz w takim stanie, ja poprowadzę – rzuciła dziewczyna.

Nie opierałem się, posłusznie wykonałem to, o co mnie prosiła. W tym momencie nie było dla mnie ważne, jak dojedziemy do szpitala, choć zdawałem sobie sprawę, że Lila nie przepadała za jazdą po naszych angielskich ulicach. Wklepałem adres w nawigację i czekałem jak zaklęty, ciągle powtarzając w głowie Tylko nie dziś… Już na miejscu uzyskałem zdawkowe informacje o ojcu. Słyszałem, jak Lila próbuje się dodzwonić do mojej matki, wiedziałem, że jej się to teraz nie uda. Mama powinna właśnie wracać z pracy, w drodze nie będzie w stanie odebrać telefonu. Nie miałem jednak siły jej tego powiedzieć. Słyszałem też, że dzwoni do chłopaków… w tym przypadku też nie protestowałem. Byłem wyłączony.

– Tylko nie dziś, Lila nie dziś – wyszeptałem, spoglądając na przerażoną przyjaciółkę.

Liliana

Nie sądziłam, że impuls, który kazał mi pojechać do Iana, był nieprzypadkowy. Nigdy nie widziałam, by ktoś nagle tak bardzo zbladł. Panika w jego oczach była za to zbyt znajoma, wyparłam jednak wspomnienia, by pomóc przyjacielowi, który mnie potrzebował.

Pierwszy raz prowadziłam samochód w Anglii; było to totalnie surrealistyczne i stresujące przeżycie. Nie potrafiłabym powiedzieć jakim cudem dowiozłam nas w jednym kawałku, nie wjeżdżając pod prąd na mijanych rondach. Ale dojechaliśmy, zaprowadziłam Iana na oddział ratunkowy, gdzie od razu zapytał o ojca. Nie mogłam się dodzwonić do jego mamy, więc zaczęłam obdzwaniać resztę ekipy. W zasadzie zadzwoniłam tylko do Celii i Jamesa, bo wiedziałam, że oni zajmą się resztą.

– Ej, chodź usiądziemy, poczekamy na wieści i na twoją mamę. – Chwyciłam go delikatnie w pasie, wpół go tuląc, wpół prowadząc do siedzeń w poczekalni.

Patrzyłam jak Ian coraz bardziej zamyka się w sobie, nerwowo podryguje nogą i mruczy w kółko te same słowa:

Tylko nie dziś.

Od pierwszego spotkania wiedziałam, że przeżył coś, co go zmieniło, ukształtowało, coś, co dręczyło go każdego dnia. Zbyt wiele razy widziałam ten wyraz twarzy w lustrze. Choć udawało mi się oszukiwać wszystkich wokół, tryskając energią, rzucając żartami, stawiając przyjaciół do pionu, gdy tego potrzebowali, to skrywałam tę jedną małą cząstkę siebie. I obiecałam sobie, że nikt z moich nowych przyjaciół jej nie pozna.

Przytuliłam delikatnie Iana, bez słów próbując dodać mu otuchy. Wiedziałam, że żadne słowa teraz do niego nie dotrą, nie pomogą mu. Nie mogłam się doczekać, aż dotrze tu James, który zawsze wiedział, jak się zachować.

Minuty wydawały się ciągnąć w nieskończoność. Ian coraz mocniej zapadał się w sobie, nie mówił nic, tylko podrygiwał tą nogą, doprowadzając mnie na skraj załamania. Nie potrafiłam radzić sobie z kryzysami. Nie z takimi, w których chodziło o czyjeś zdrowie i życie. Płacząca dziewczyna? Nie ma problemu. Przyniosę wino, czekoladki i wyciągnę ją z dołka. Jednak nie wiedziałam, jak reagować na widok tak załamanego mężczyzny. Mogłam po prostu przy nim być, jednak wiedziałam, że reszta ekipy lepiej poradzi sobie ze wspieraniem i pocieszaniem go.

Jakbym przywołała ich myślami, James, Celia, Liam i Jo wparowali do poczekalni, robiąc przy tym mnóstwo zamieszania.

– Co się stało? – zapytał James, przytulając mnie delikatnie.

Od pierwszego spotkania był mi najbliższy z Kingsów. Dziś, miesiące później był dla mnie jak brat, lepiej sprawując tę rolę niż moi rodzeni bracia.

– Tata Iana został przywieziony do szpitala. Nie mogłam się dodzwonić do jego mamy… – Spojrzałam na siedzącego na krześle mężczyznę. – A Ian zachowuje się… Coś jest nie tak.

– Zajmę się nim – odpowiedział i usiadł obok Iana.

A ja wróciłam myślami do chwili, w której odmieniłam swoje życie. Nikt z Kingsów nie dopytywał, dlaczego tak łatwo zgodziłam się wyjechać do obcego miasta, kraju, dlaczego podróżowałam z dwiema walizkami i gitarą. Nikt nie dopytywał o moją przeszłość, biorąc ode mnie tyle, ile chciałam im dać. I za to ich kochałam. Stali się moją rodziną, taką, za którą dałabym się pokroić.

Z ulgą przyjęłam pojawienie się mamy Iana, która podeszła do syna. Nie umknęło mi, że wyglądała na równie załamaną, co on.

O co w tym wszystkim chodzi?

Choć chciałam wiedzieć, dlaczego Ian zachowywał się tak, jakby stała się tragedia, to nie zadałam żadnego pytania. Moja ciekawość musiała poczekać, aż będzie gotowy podzielić się z nami tą cząstką siebie.

Zrobić to, co przyjaciele zrobili dla mnie. Wspierać, bez zadawania pytań.

I właśnie to zamierzałam zrobić.

Być dla niego, dla nich i wspierać ich, jak tylko mi pozwolą.

Ian

Dziś po raz kolejny zatrzymał się dla mnie czas. Mimo że świat nadal pędził, przyjaciele byli obok, wspierali mnie, choć nie zadawali zbędnych pytań. Byli tutaj zarówno oni, jak i mama. Tylko nie było mnie, zapadałem się w pustkę, w nicość. Czułem, jakbym spadał, od dobrych kilku lat leciałem nieustannie w dół przyciągany przez jakąś dziwną siłę. Koncerty, nagrania, przyjaciele i rodzina sprawiali, że czasami zatrzymywałem się w locie, ale jeszcze nic i nikt nie sprawiło, że chciałbym z powrotem wyjść na powierzchnię, zachwycić się słońcem. Dziś znowu uświadomiłem sobie, że jesteśmy tylko marionetkami w teatrze zwanym życiem. A ulotność naszych chwil po raz kolejny uderzyła mnie swoją mocą.

– Stary, będzie dobrze, musisz wierzyć, że będzie dobrze – mówił James, starając się podnieść mnie na duchu.

Ale ja już dawno straciłem wiarę, że coś może być dobrze. Jeżeli los zechce nam spieprzyć życie, to nasze myśli nie sprawią, że zmieni plany. Nie mamy wpływu na to, co nam pisane. Nie wiemy, co przyniesie jutro. Kurwa! Przeklinałem w myślach wszystko to, na co nie mamy wpływu. Nic nie jest w naszych rękach… Choć życie daje nam złudne poczucie, że możemy trzymać je w garści, ale to tylko ułuda. Kiwnąłem głową do przyjaciela z nadzieją, że odbierze aluzję. Na moje szczęście James jest inteligentnym facetem i nie naciska, siedzi obok mnie, dając mentalne wsparcie.

Nigdy tak jak teraz nie pragnąłem zagrać. Oddać się muzyce zapomnieć, sprawić, że otaczający mnie świat zniknie. Chciałbym złapać za skrzypce, gitarę – wszystko jedno za co – i pozwolić ulotnić się kłębiącym emocjom. Chciałbym krzyczeć i jednocześnie nie mówić nic, rozsadza mnie od środka plątanina sprzecznych uczuć. Oparłem łokcie na kolanach i wsparłem na nich głowę. Sekundy wlekły się jak przeklęte godziny, nie wiedziałem, jak długo tu siedzieliśmy, w końcu podeszła do mnie mama i przykucnęła przede mną.

– Jak chcesz, to jedź, Ian – wyszeptała słabym i łamiącym się od emocji głosem.

– Nie zostawię cię teraz.

– Wiem, jakie to dla ciebie ważne, synu.

– Teraz wy jesteście dla mnie ważni, tylko wy… – Spojrzałem w jej oczy. – Poczekam.

Celia

Siedząc w szpitalnej poczekalni, oczekując na jakiekolwiek wieści o ojcu Iana, poczułam, jak budzi się we mnie instynkt opiekuńczy. Chciałam krzyczeć i warczeć na lekarzy, aby się pospieszyli, aby powiedzieli, co się dzieje, żeby wyjawili nam, co się właściwie stało. Zamiast tego jednak siedziałam wpatrzona w pustkę, ukradkiem zerkając na Iana. Co takiego siedziało w głowie tego faceta? Co sprawiło, że się załamał, nie mając jeszcze tak naprawdę żadnych informacji? Nie byłam głupia, wiedziałam, że nic mi nie powie, kiedy tylko zacznę go wypytywać o szczegóły, które tak umiejętnie przed nami skrywa. Może w przyjaźni nie chodziło o to, żeby wiedzieć o sobie wszystko, ale żeby zaakceptować się mimo wszystko? Bo przyjaźń to nie tylko piękne chwile, wspólne wieczory i wyjście na miasto… to przede wszystkim wsparcie w takich chwilach jak ta. Czasami nie trzeba wielkich słów pocieszenia, silenia się na sztuczne: Wszystko będzie dobrze, a wyłącznie obecności.

Kings Of Sin to rodzina, która przygarnia takich wyrzutków społeczeństwa jak ja… Jo, czy właśnie Ian. Dla takiej przyjaźni zawsze warto się poświęcić…

O dalszych losach Iana przeczytasz w czwartym tomie serii Kings of Sin, „Muzyka dwojga dusz”.

Urwana melodia
Copyright © Ewelina Nawara i Justyna Leśniewicz
Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Redakcja i korekta: Monika Kociuba
Okładka: Ewelina Nawara