Terranie - Bilans O'Briana - Gosia Lisińska

Terranie: Bilans O’Briana – Gosia Lisińska

Namiętność, niebezpieczeństwo, niewierność…

Niedaleka przyszłość i grupa ambitnych, pełnych emocji młodych ludzi, gotowych, by zmienić świat. I siebie.

Bilans O’Briana to wielowątkowa powieść o różnych aspektach pożądania, miłości, władzy i zdrady. O delikatnych kobietach, które potrafią okazać siłę i silnych mężczyznach, którym zdarzają się chwile słabości. O tym, że nic nie jest takie, jakie się pierwotnie wydawało, a nawet najbardziej przemyślany plan może zawieść.

POLEĆ Z NAMI NA TERRĘ!

Informacje o książce

Rok I wydania: 2021
Format: 14.0×20.5 cm
Okładka: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 270

druk ISBN 978-83-7995-264-9
ebook ISBN 978-83-7995-308-0
audiobook online ISBN: 978-83-7995-530-5

Ceny sugerowane:
książka: 34,99 zł
ebook: 29,99 zł
audiobook online: 34,99 zł

Gdzie kupić?
Kupując w MadBooks wspierasz Autora i Wydawnictwo
Kupując w MadBooks wspierasz Autora i Wydawnictwo
Fragment

Część pierwsza: Zanim

Rozdział 1

Michael stwierdził z pewnym zaskoczeniem, że nie może skojarzyć właściciela owłosionego tyłka poruszającego się z głuchymi stęknięciami pomiędzy udami Joan. Tak, właśnie to go najbardziej dziwiło. Nie fakt, że żona go zdradza ani że robi to w ich sypialni, w małżeńskim łóżku. Od kilkunastu miesięcy wiedział, że wcześniej czy później tak właśnie skona ich związek. Joan wychodziła za genialnego naukowca z niebotycznym IQ. Młodzieńca, który jeszcze przed ukończeniem dwudziestego piątego roku życia był poważnie brany pod uwagę na kandydata do Nagrody Nobla z matematyki. Roiła się jej wielka kariera małżonka, rauty ze znanymi osobistościami, pierwsze strony gazet, wakacje w egzotycznych miejscach i drogich hotelach. Tymczasem od pięciu lat nigdzie nie wyjechali, a Michael został na rodzimej uczelni i zarabiał sporo poniżej tego, co jego żona zwykła uważać za absolutne minimum. Nie było wielkich przyjęć, sławnych osób, nie było też wymarzonej nagrody. Joan najpierw się złościła, potem zaczęła obrażać o byle bzdurę, a w końcu przestała z nim rozmawiać. Romans był naturalnym następstwem tego, co się działo. Jednak Michael dotychczas był pewien, że jeśli kiedyś wróci w nieodpowiednim momencie do domu, żonę posuwać będzie któryś z jej kolegów ze studiów albo jakiś przystojniak z sąsiedztwa, nie zaś mężczyzna, którego odbicie w lustrze wydawało się Michaelowi ledwie wspomnieniem wspomnienia.

Ruchy pośladków przyspieszyły. Smukłe uda Joan zacisnęły się mocniej wokół pasa nieznajomego, a ciężki oddech przeszedł w ciche łkanie. Michael od lat nie słyszał tego dźwięku, zwiastującego u żony nadchodzący orgazm. Niski, aksamitny zaśpiew. Pamiętał, jak rozszerzają się wtedy jej źrenice, jak rozwierają usta w spazmatycznej próbie zatrzymania chwili…

Odwrócił się i ruszył ku wyjściu, starając się nie robić hałasu. Nie był tchórzem, ale nie spieszyło mu się do konfrontacji. Nie chciał w tej chwili ani krzyków, ani fontanny łez… i w sumie nie był pewien, czyje byłyby krzyki, a czyje łzy. Wyszedł cicho z mieszkania i z namaszczeniem zamknął drzwi. Przed kamienicą zatrzymał się i spojrzał w górę, w jaśniejące okna sypialni. Dziwne, nie czuł bólu czy gniewu. A chyba powinien, prawda? Jakieś gwałtowne, silne emocje powinny mu towarzyszyć. Ostatecznie właśnie zamknął pięcioletni związek. Małżeństwo. Cholera. Powinno go to ruszyć bardziej niż fakt, że nie kojarzy właściciela owłosionego tyłka. A w tej chwili tylko to go męczyło. Jakieś odległe wspomnienie, nieledwie zarys obrazu z przeszłości.

Cholera.

Szedł powoli uliczkami kampusu, gdzie od trzech lat mieszkali. Było już ciemno, ale gromadki studentów przewalały się pomiędzy budynkami. Ktoś go rozpoznał i grzecznie się ukłonił, ktoś inny pomachał… Natasza. Natasza Klimow. Najlepsza doktorantka, z jaką dane było mu pracować. Bystra niemal jak on, a przy tym nieprawdopodobnie atrakcyjna z tą swoją słowiańską urodą, zielonymi oczami i jasnymi włosami sięgającymi pasa. Kilka razy myślał nawet… Tak, nawet myślał.

Dziewczyna oderwała się od grupki młodych ludzi, podeszła do Michaela, rozbawiona, najwyraźniej lekko wstawiona i zarzuciła mu ręce na szyję. W przeciwieństwie do niego zawsze zbyt jawnie i mocno okazywała uczucia.

– Misza – wyszeptała mu do ucha – jaki ty ładny jesteś… taki ładny – zająknęła się, a potem przesunęła palcami po policzku mężczyzny. – Tylko strasznie spięty, Miszeńka. Strasznie…

Zwykle w takich wypadkach, a kilka mu się przytrafiło na przyjęciach uczelnianych, starał się łagodnie uwolnić. Propozycje padały od różnych kobiet, więc postępował najgrzeczniej, jak mógł. Nataszy odmówił dwa razy. Za każdym cholernie dużo go to kosztowało, ale był dzielny. Miał żonę, miał żonę…

Tak było, ale jeden powrót przed czasem do domu zmienił wszystko. Michael patrzył na wtuloną w niego dziewczynę i nawet nie drgnął. Stał i z przyjemnością chłonął pieszczotę. Natasza odsunęła się nieco, przechyliła głowę i z zastanowieniem zajrzała mu w oczy.

– Coś się stało, Misza? – zapytała, nie przerywając czułości. Smukłe palce zbłądziły z policzków na kark, potem wplątały się w przydługie czarne włosy Michaela. Dziewczyna wtuliła twarz w zgięcie jego szyi i odetchnęła głęboko, jakby zaciągała się zapachem. – Wyglądasz tak… smutno – dodała, szepcząc wprost do jego ucha.

Mógł powiedzieć, że nic się nie stało. Mógł skłamać.

– Miszaaaa – wymruczała słodko. – Pójdziesz do mnie?

Jakie to dziwne, że właśnie wtedy, kiedy jego żona dochodzi pod ciałem faceta, którego Michael nijak nie może sobie przypomnieć, on spotyka dziewczynę, która od miesięcy jawnie okazuje mu zainteresowanie. A jakie banalne byłoby skorzystanie z zaproszenia. Cholernie banalne.

– Jesteś pijana, Nat.

– Jestem wstawiona – zaprzeczyła. – Do pijanej brakuje mi trzech, może czterech drinków. Jeśli nie pójdziesz ze mną teraz, trafię do jakiegoś baru, upiję się i dam się przelecieć jakiemuś napalonemu dzieciakowi z geologii. Wiesz, jaki to byłby wstyd? Z geologii.

Michael uśmiechnął się odruchowo.

– Faktycznie – przytaknął – straszny wstyd.

Natasza zachwiała się, więc objął ją troskliwie. Poczuł ciężar jej piersi napierających na jego tors, a ciepło, o jakim już prawie zapomniał, rozgrzało mu krew. Pożądanie? Czy to właśnie było pożądanie? Straszny banał, cholera. Żona daje się pieprzyć, więc on zrobi to samo? Czy tak? Przyciągnął mocniej dziewczynę, zajrzał w jej lekko rozszerzone źrenice i zapytał miękko:

– Ale czy profesor matematyki jest lepszy?

– Zależy, który profesor. Szyszkinowi nie dałabym, nawet będąc nieprzytomna.

Michael roześmiał się głośno. Szyszkin był łysym siedemdziesięciolatkiem z potężną nadwagą i wiecznie rozbieganymi rękami, które zbyt często trafiały pod spódnice studentek. Po ostatniej skardze został odsunięty od prowadzenia zajęć. Nie zwolniono go, bo był zbyt cenny dla uczelni.

– Ale tobie… – Natasza odsunęła się lekko, tyle, by móc zobaczyć efekt swoich słów odbijający się w twarzy Michaela. – Tobie, Misza, pozwolę na wszystko.

Czy to słowa, czy aksamitny, diabelnie seksowny głos, czy palce wciąż błądzące po jego karku… Coś sprawiło, że ledwie szemrzące pożądanie wywołało naraz niemal bolesną erekcję. Michael, nieco zdzwiony reakcjami własnego ciała, odetchnął głęboko.

– Chodź, Miszeńka – kusiła dziewczyna, widząc, że jej dwuletnie próby w końcu trafiły na podatny grunt. – Zrobię ci, czego zapragniesz.

Pocałował ją, ot tak, bez wahania, wyrzutów sumienia czy zastanawiania się.

– Prowadź – polecił.

Zaśmiała się gardłowo i szarpnęła go za rękę.

Mieszkała ulicę dalej. Chyba sama, ale to dla Michaela nie miało znaczenia, bo kiedy tam dotarli, był tak podniecony, że nie przeszkodziłby mu chyba nawet tłum obserwatorów. Dziwne, bo nie czuł takiego pożądania od… od dawna. Bardzo dawna. Było wszechogarniające, palące. Nie myślał. Czuł.

Nie pamiętał, kiedy weszli ani czy zamknęli drzwi. Pamiętał tylko, że nie mogąc czekać, rozerwał jej majtki. I pamiętał, jak w nią wszedł. Mocno, rozpaczliwie.

A kiedy dochodził, przypomniał sobie, kim był właściciel owłosionego tyłka i dlaczego powinien go kojarzyć.

Wow, wow, wow! Takie połączenie gatunków, jakie zaserwowała Lisińska, wydawało mi się ryzykowne, ale z każdą przeczytaną stroną uświadamiałam sobie, że autorka wie, co robi. Zmysłowe sceny i wciągająca akcja wróżą sukces książce. Ja jestem bardzo na tak i zachęcam Was do podróży na Terrę.
Małgorzata Falkowska, autorka

„Terranie: Bilans O’Briana” to brawurowa opowieść o ponadprzeciętnej inteligencji, wyjątkowych namiętnościach i kosztach realizacji marzeń wykraczających poza granice ludzkiego poznania. Małgorzata Lisińska misternie tka intrygi splatające losy pozornie zupełnie obcych sobie bohaterów, a fabuła trzyma aż do ostatniej strony. Polecam!
Maria Zdybska, autorka serii „Krucze Serce”

Seksowna, zmysłowa i niepowtarzalna. Dokładnie tych słów potrzeba, aby opisać najnowszą książkę Gosi Lisińskiej.
Mira Gross, autorka „Tylko seks”

Powiew świeżości na polskim rynku książki. Lisińska wie, jak budować napięcie oraz kiedy pozwolić bohaterom na jego rozładowanie. Namiętność i niebezpieczeństwo, idealne połączenie w literaturze kobiecej. Polecamy!
Kobieca Strona Literatury

Małgorzatę Lisińską do tej pory znałam jedynie z romansów, które mocno przypadły mi do gustu. Teraz poznałam drugą stronę autorki i kieruję w jej stronę ogromne wyrazy szacunku i uznania! Powieść “Terranie. Bilans O’Brianów” wciągnęła mnie bez reszty, a wraz z każdą stroną czekałam na coraz więcej emocji i wiecie co? Dostawałam je za każdym razem! Wciągająca fabuła, przystępny język i historia, która zapada na długo w pamięci – czego chcieć więcej?”
Magdalena Jarząbek, Czytam w pociąg

Gosia Lisińska przenosi nas do całkiem innego świata, w którym rządzi namiętność, ekscytacja, wspólne miejsce i cel. Wielowątkowy bilans, świetnie wykreowani bohaterowie i emocje towarzyszące nam podczas czytania… Gorąco polecam.
Marta Janiak, @zaczytana_martuska

Gosia Lisińska zachwyciła mnie swoją powieścią. Czytanie tej książki było niesamowitą przyjemnością. Polecam!
Agnieszka Nikczyńska-Wojciechowska, Książki takie jak my

Terranie - Bilans O'Briana - Gosia Lisińska