Tajemnica wyspy - Aleksandra Rak

Quaramonte: Tajemnica wyspy
Aleksandra Rak

Eileen, córka kapitana floty królewskiej, pomagając nieznanemu rozbitkowi ukryć się przed strażą, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencje tego czynu. Nolan okazuje się być niebezpiecznym piratem, a jego kamraci postanawiają uratować go za wszelką cenę. W efekcie porywają dziewczynę i zabierają ją na Quaramonte – tajemniczą piracką wyspę, której nie ma na żadnej mapie.

Eileen cudem udaje się uniknąć śmierci. Za wszelką cenę pragnie wrócić do ojca i ukochanego, którzy zostali na jej rodzinnej Naori. Zawiera więc umowę z jednym z piratów, nie spodziewa się jednak, że wyprawa, w której weźmie udział całkowicie odmieni jej życie.

Losy Eileen, choć równie burzliwe jak ocean w trakcie sztormu może ostatecznie doprowadzą ją do rodzinnego domu i ramion ukochanego.

Czy Eileen odnajdzie drogę do domu?

Informacje o książce

Rok I wydania: 2021
Format: 14.0×20.5 cm
Okładka: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 238

druk ISBN 978-83-7995-545-9
epub ISBN 978-83-7995-548-0

Ceny sugerowane:
książka: 34,99 zł
ebook: 29,99 zł

 

Gdzie kupić?
Kupując w MadBooks wspierasz Autora i Wydawnictwo
Kupując w MadBooks wspierasz Autora i Wydawnictwo
Fragment

Istnieją trzy rodzaje ludzi.

Ci, którzy żyją.

Ci, którzy umarli.

I ci, którzy pływają po morzu…

(Cytat z Platona otwierający najnowszą książkę Henninga Mankella – „Wspomnienia brudnego anioła”).

 

Woda morska była tak słona, że opróżnił żołądek, zanim zdołał wydostać się na brzeg. Ochronny płaszcz z grubej tkaniny ciążył mu na ramionach, a klamra wrzynała się w szyję. Skostniałą dłonią rozpiął płaszcz, a ten natychmiast porwały fale. Łapczywie chwytał każdy oddech, dopóki nie poczuł, jak jego serce zwalnia, a mięśnie się rozluźniają. Spojrzał przed siebie, czując, jak bardzo piecze go twarz. Ból narastał z każdą chwilą.

Ciało przeszyła kolejna fala torsji. Wiedział, że ból spowodowany jest rozcięciem skroni, z pewnością dość głębokim. Uderzenie szablą było idealnie wyważone. Naprawdę zdziwiłby się, gdyby stracił oko.

  • Szlag by cię… – syknął, zaciskając powieki.

Czuł, jak strużki świeżej krwi zaczynają spływać po policzku.

  • Sprawdźcie jeszcze okolice plaży i kończymy patrol!

Gwałtownie zwrócił twarz w stronę wydm, słysząc męskie głosy. Zmusił ciało do kolejnych ruchów. Nogi były tak słabe, że z trudem stawiał kroki w grząskim piasku. Wiedział, że musi się ukryć. Jeśli zostanie odkryty, to zapewne czeka go marny koniec. W ostatniej chwili wczołgał się pomiędzy niskie trawy na wydmach. Słyszał, jak patrol przemieszcza się wzdłuż plaży. Mężczyźni rozmawiali o ostatnim wieczorze w karczmie, nie szczędząc szczegółów. Przylgnął do piasku całym ciałem, uważając na ranę na twarzy. Błagał w duchu, by przyspieszyli, czując, że powoli zaczyna tracić świadomość. Patrol jak na złość przystanął kilka metrów od niego. Rubaszne dowcipy o córce karczmarza bawiły całą czwórkę.

Zerknął za siebie, czując nadchodzącą kolejną falę wymiotów, i zdziwiony dostrzegł drewniane, nieduże domki dosłownie kilka metrów od siebie. Szybko podjął decyzję. Powoli, nie spuszczając wzroku z patrolu na plaży, wycofał się do wioski.

Albo będzie musiał kogoś zabić, albo sam zginie. Lepsze to niż stryczek…

Rozdział I

Eileen szarpnęła wodze konia, by wyhamować przed jeźdźcem, który nagle wyjechał zza drzew.

  • Ćśśś… – syknęła pod nosem, starając się opanować zdenerwowaną klacz.

Koń rzucił łbem, niespokojnie przestępując z nogi na nogę. Eileen szarpnęła kaptur ciężkiego płaszcza, który narzuciła na ramiona, aby uniknąć chłodnego wiatru. Miedziane pukle rozsypały się po ramionach, okalając szczupłą twarz. Zmarszczyła brwi, wpatrując się w nieznajomego, którego koń spokojnie stał w miejscu. Jeździec znajdował się cieniu, nie była w stanie dostrzec, kim jest ani jak wygląda.

Dziewczyna rozejrzała się niepewnie wokoło. Zewsząd otaczały ją drzewa. Mieszkała w wiosce rybackiej, obecnie znajdowała się w połowie drogi do domu.

  • Czego chcesz? – zapytała, pokonując drżenie głosu. Klacz cofnęła się o kilka kroków.

Eileen ukradkiem wsunęła dłoń pod poły płaszcza, gdzie ukryła miecz ojca. Zwykle unikała noszenia broni, ale przejazd przez las nie należał do ulubionych rozrywek, zwłaszcza późnym wieczorem.

  • Może cię to srogo kosztować – odparł spokojnie jeździec.

Wolnym ruchem strzepnął kaptur i spiął konia, by wyłonić się z cienia. Eileen przewróciła oczami, rozpoznając złote, książęce loki.

  • Chciałeś stracić głowę? – Rozluźniła mięśnie.
  • Nie zdążyłabyś nawet wyciągnąć miecza z pochwy. – Podjechał bliżej. – Chyba, że przyjedziesz na małe szkolenie. – Uśmiechnął się szeroko.
  • Do ciebie? – Prychnęła rozbawiona. – Co by powiedziały damy dworu?
  • Podejrzewam, że… – Przystanął tuż obok jej ramienia. – Jak zwykle byłyby cholernie zazdrosne – szepnął, ujmując delikatnie jej podbródek. Musnął wargami usta dziewczyny, nim zdążyła się cofnąć.
  • Daray… – jęknęła po krótkiej chwili zapomnienia, a klacz cofnęła się o krok.
  • Nikt się tu nie kręci – mruknął niezadowolony, gdy odsunęła twarz.
  • Wystarczy jedno ciekawskie oko. – Przygryzła wargę. Najchętniej zsiadłaby z konia i w ramionach księcia zapomniała o otaczającym ją świecie, ale musiała pamiętać, że była tylko i przede wszystkim poddaną.
  • Zawsze mogę powiedzieć, że eskortuję cię do wioski. – Królewski, biały koń wraz z jeźdźcem z wolna okrążyli dziewczynę. – Wiesz, że pobicie następcy tronu karane jest chłostą i więzieniem?
  • Następca tronu zawsze zakrada się cichaczem do spokojnych ludzi? – zapytała z ironią.

Daray znów zatrzymał konia tuż obok i znienacka przyciągnął ją do siebie.

  • Jesteś winna i to niejednej zbrodni.
  • Ach tak? – Uśmiechnęła się zalotnie.
  • Przez ciebie muszę kłamać ojcu, dokąd się wybieram.
  • A gdzie jesteś teraz? – Spojrzała mu prosto w oczy. Było w tym geście coś wyzywającego, coś, co sprawiło, że w jego oczach błysnęła iskra pożądania.
  • Na polowaniu. – Zamknął jej usta pocałunkiem.

Królewski koń był na szczęście czujny i w porę ostrzegł Daraya o zbliżającej się grupie królewskich strażników. Tym razem to książę cofnął się gwałtownie, spoglądając w stronę zamku, którego wieże wystawały ponad korony drzew. Nie musieli długo czekać, żeby usłyszeć tętent kopyt.

Eileen uspokoiła oddech i zerknęła na ścieżkę za plecami. Tak, jak się spodziewała, dostrzegła na niej kilku zbrojnych. Przeniosła wzrok na księcia, ale ten wydawał się spokojny. Wiedziała, że nie pozwoli jej skrzywdzić, jednak za każdym razem, gdy pojawiali się strażnicy, czuła narastający niepokój.

  • Książę. – Głównodowodzący zatrzymał konia tuż za zadem klaczy, na której siedziała Eileen.

Dziewczyna nabrała powietrza.

  • Cóż was sprowadza? – Daray przyciągnął wodze, a żołnierz skłonił głowę.
  • Król rozkazał sprowadzić cię z powrotem. – Strażnik, którego ramiona okalał płaszcz w królewskich barwach, mimowolnie zerknął na dziewczynę.
  • Z jakiego powodu? – Książę uchwycił ten gest.
  • Goście, mój panie. Przybili do brzegów – odchrząknął mężczyzna.

Daray wyraźnie się zmieszał. Eileen wiedziała, że pytanie go o sprawy królestwa w obecności strażników nie przyniosłoby niczego dobrego. Robiło się również coraz ciemniej, a ona miała spory kawałek drogi do pokonania.

  • Dziękuję, książę, za pomoc z koniem – odchrząknęła, gdy Daray zerknął na nią, uśmiechając się lekko. – Pojadę już – dodała, skłaniając lekko głowę, zdecydowanie zbyt lekko jak na córkę zwykłego rybaka.
  • Spokojnej drogi. – Odwzajemnił gest z błyskiem w oku.

Kłamstwo goniło kłamstwo, ale nie byli w stanie nic na to poradzić. Ona zwykła dziewka z wioski, on następca tronu. Tak zakazanej miłości królestwo jeszcze nie widziało i ujrzeć nie miało, dopóki książę nie zostanie władcą.

Dziewczyna walczyła, by się nie odwrócić. Każda cząstka ciała wołała o powrót, ale umysł na szczęście zwyciężał w tej nierównej walce. Potrząsnęła głową, odganiając myśli o księciu. Musiała przeprawić się przez las, i to było teraz najważniejsze. Targowisko, z którego wracała, znajdowało się tuż pod zamkowymi murami, aby więc dotrzeć do wioski, musiała pokonać spory kawałek drogi wiodącej przez zalesioną część wyspy, aż do urwiska. Stamtąd już tylko krótki odcinek dzielił ją od domu.

Eileen zatrzymała konia przy wysokich klifach i odetchnęła głęboko. Uśmiechnęła się, gdy wiatr uderzył ją w twarz. Kochała zapach oceanu. Mogłaby spędzić w tym miejscu cały dzień, a jego widok nigdy by jej się nie znudził. Mnogość barw odbijających się w wodnej tafli i to nieopisane uczucie wolności były jak obietnica, że czeka ją coś więcej niż codzienny spacer na targowisko.

Aż w końcu gdzieś w głowie odzywał się złośliwy głosik, który nieustanie powtarzał, że powinna wracać i zająć się obowiązkami, bo w wodzie nie ma niczego, co mogłoby odmienić jej życie, a im była starsza, tym wierzyła mu coraz mocniej.

Smutnym wzrokiem zerknęła na kosz uwieszony przy siodle. Pieczywo, które udało jej się zdobyć, zdążyło już ostygnąć. Miała szczęście, że piekarz zgodził się na wymianę za świeże ryby, dzięki temu za kilka godzin zje porządną kolację.

Jadąc przez wioskę, zatrzymywała się przy niektórych domach, by zostawić pieczywo. Złapała się na tym, że specjalnie przeciąga moment powrotu do domu, ale wiedziała, że jest nieunikniony. Podprowadziła konia do niewielkiej zagrody obok drewnianej chaty i z duszą na ramieniu weszła do środka. W izbie panował półmrok. Światło księżyca wpadające do środka przez niewielkie okno rozjaśniało centralne miejsce, którym był stół.

Eileen ostrożnie zrobiła kilka kroków, chcąc zapalić stojącą na stole świecę, ale poczuła gwałtowne szarpnięcie w tył, a potem ktoś przysłonił jej usta dłonią, uniemożliwiając krzyk.

– To ja.

Usłyszała znajomy głos i odetchnęła z ulgą. Mimo ciemności rozpoznała w przybyszu przyjaciela, a gdy w końcu ją puścił, tylko utwierdziła się w przekonaniu.

– Martwiłem się – dodał, wysuwając się zza jej pleców.

  • Wystraszyłeś mnie! – warknęła, próbując uspokoić walące ze strachu serce. – Co tu w ogóle robisz?

Dorian prychnął pod nosem. Zapalił stojącą na stole świecę i przeniósł ją w kąt domu, gdzie stały dwa łóżka. Jedno było równo zasłane i czekało, aż ojciec Eileen wróci z wyprawy, w drugim ktoś leżał.

  • Kto to jest? – zapytał, nie owijając w bawełnę. Miał opanowany głos, choć dziewczyna znała go już na tyle, by wiedzieć, że to tylko pozory, i w środku gotował się ze złości.
  • Rozbitek – wzruszyła ramionami.

Nieznajomy miał na sobie poszarpaną lnianą koszulę, brudną od krwi, mułu i piasku. Odsłaniała to, co już przy pierwszym spotkaniu powinno skłonić Eileen do natychmiastowej ucieczki. Dorian podszedł jeszcze bliżej i szybkim ruchem odkrył pozostałą część wypalonego na piersi znaku – skrzyżowanych szabli.

  • Szlag – mruknął pod nosem. Pochylił się nad jego twarzą. Wyczuł oddech, płytki, ale oznaczający, że rozbitek na pewno nie jest trupem. – Rozum postradałaś? Trzeba go dobić!
  • Nie ma mowy. – Odzyskała władzę w nogach i podbiegła bliżej, przysłaniając rozbitka.
  • Chcesz, żeby ci tu zdechł?
  • Nic mu nie będzie.

Zerknęła niepewnie na chłopaka i tym razem dostrzegła błysk złotego łańcuszka na szyi. Chciała go obejrzeć dokładniej, ale rozbitek poruszył się, a ona zastygła z dłonią wyciągniętą nad jego piersią. Odwrócił twarz w jej kierunku, z trudem otworzył oczy. Miała wrażenie, że nie do końca wiedział, co się dzieje. Przyglądał się jej spod wpółprzymkniętych powiek. Głębokie rozcięcie na twarzy, które ciągnęło się przez skroń tuż obok oka aż po kość policzkową, świadczyło o tym, że stoczył pojedynek.

  • Odsuń się! – rozkazał jej Dorian, ale rozbitek był szybszy i złapał ją za dłoń.
  • Cá bhfuil mé? – wychrypiał tak cicho, że ledwo usłyszała.
  • Nie wygląda to za dobrze. – Dorian skrzywił się, oświetlając twarz rozbitka. – Co on mamrocze? To chyba w ich języku? – Zacisnął usta i zrobił to, na co jej nie starczyło odwagi. Wyciągnął spod koszuli chłopaka złoty łańcuszek, na którego końcu znajdowała się połówka owalnego medalionu.

Od wewnętrznej strony był mocno postrzępiony, jakby ktoś nierówno go przepołowił. Dorian obejrzał medalion i niechętnie schował go z powrotem pod koszulę rozbitka. Jeszcze raz skierował światło na twarz obcego i kręcąc głową, kategorycznie rzucił:

– Zabieram go stąd!

  • Nie… – Szarpnęła ręką, wyrywając ją z wiotkiego uścisku nieznajomego. – Jutro będzie lepiej i sam sobie pójdzie.
  • Co?! Eileen… Jak on tu się w ogóle dostał?
  • A ty jak się tu dostałeś?! – warknęła. – Pewnie morze go wyrzuciło i udało mu się z plaży dostać do wioski.
  • I co zaprosiłaś go do środka?
  • Sam wszedł.
  • Tym bardziej trzeba go…
  • Dorian! – Złapała go mocno za ramiona. – Potrzebuje pomocy. Nie ma broni. Chciał się schronić.
  • Eileen! – syknął i ją przyciągnął. – Ma znak i medalion, to pirat!
  • Nie jestem ślepa – mruknęła z lekkim wahaniem.
  • Nie możemy tak ryzykować. Jeśli król się dowie…
  • Nie dowie się.

Chłopak przygryzł wargę i spojrzał przez ramię na rozbitka. Eileen miała nadzieję, że zmieni zdanie, ale Dorian pokręcił tylko głową.

  • Jesteś za blisko zamku, Eileen, książę…
  • A co on ma z tym wspólnego?
  • Oboje dobrze wiemy co. – Spojrzał jej w oczy i zrozumiała, że okłamywanie go nie miało sensu. Wziął głęboki oddech, widząc, że się zmieszała, i zwolnił uścisk na jej ramieniu.

Eileen odwróciła wzrok i nie chcąc dłużej ciągnąć niezręcznej dla obojga chwili, ściągnęła z ramion płaszcz. Przerzuciła go niedbale przez oparcie krzesła. Nie spodziewała się, że ktokolwiek z wioski może chcieć sprawdzić, czy nic jej nie jest, i tak po prostu wejść do domu jej ojca. Nie przygotowała sobie żadnej dobrej wymówki.

– Ja zawsze dam się wmanewrować w jakieś podejrzane sprawy. – usłyszała za plecami.

  • To nie jest podejrzana sprawa, zwykły rozbitek.
  • Pirat, nie rozbitek! – Dorian poprawił ją, rozcierając skronie.
  • Może nam pomóc.
  • Wybrać się na tamten świat, to pewne. – Pokręcił głową.
  • Może będzie się chciał odwdzięczyć? – zasugerowała.
  • Eileen, Eileen. – Roześmiał się, przerywając jej. – Czasami jesteś cholernie naiwna.
  • Nazywaj to, jak chcesz – mruknęła.
  • To są legendy, bajki dla dziecięcych uszu. Za dużo się ich nasłuchałaś.
  • Starsi tez opowiadają brednie?
  • Eileen – spoważniał. – Nawet jeśli mówią prawdę, to nikt nas tam nie chce, rozumiesz? – Nie czekając na odpowiedź, szarpnął rozbitka za brudną koszulę i odwrócił na plecy. Był silny, silniejszy niż niejeden mężczyzna w rybackiej wiosce. – Nie wiem, czy nie przedłużyłaś mu tylko męczarni. – Skrzywił się. – Wygląda, jakby nałykał się sporo morskiej wody, a ta rana…
  • Przestań – przerwała mu ostro, odchodząc w stronę kotła zawieszonego nad paleniskiem.
  • Na wszelki wypadek przywiąże go do łóżka. – Zamyślił się Dorian.
  • Ty tak poważnie? – Pokręciła z niedowierzaniem głową. – Jest nieprzytomny.

Rozpalenie paleniska nie stanowiło dla niej większego problemu. Uporała się z nim w parę krótkich chwil.

Trzaskający wesoło ogień był jej ulubionym towarzyszem w chwilach, gdy wpatrując się w morze za oknem, zastanawiała się, czy jej ojciec jest bezpieczny na królewskim galeonie. Wyprawy były tak częste, że przestała obawiać się samotnych wieczorów. Nawet rozbitek, który niespodziewanie wtargnął do jej domu, nie był w stanie sprawić, że straciła zimną krew. Na dodatek zemdlał szybciej, niż ona złapała za miecz ojca.

  • Cały dzień byłam z nim sama – odparła, chcąc uspokoić chłopaka. – Poza tym matka będzie cię szukać.
  • Domyśli się, gdzie jestem. – Skrzyżował ramiona na piersi.
  • I dorobi sobie teorię.
  • Mnie to nie przeszkadza. – Uśmiechnął się.
  • Ale mnie już tak, bo mija się z prawdą. – Wstała, otrzepując dłonie w skórzane spodnie.
  • A jaka jest prawda? – Uniósł brwi.
  • Po co pytasz, skoro wiesz? – Zaczerpnęła wody z ogromnego kotła i wlała trochę do glinianej misy. Wolną ręką sięgnęła do szmat leżących na drewnianej półce.

Dorian wyraźnie się zasmucił.

  • Eileen, chcesz tak żyć? – Rozłożył bezradnie ramiona. – Nie pasujesz do dworu.
  • Nie tobie to oceniać.
  • Zastanów się nad tym. Przypomnij sobie, jak wiele do powiedzenia miała nasza miłościwa królowa.

Eileen zacisnęła wargi, powstrzymując się przed kąśliwą uwagą, i wyminęła chłopaka. Rozmowa znów zmierzała w niebezpiecznym kierunku. Dobrze go znała.

  • Małżeństwo z tobą dałoby mi więcej swobody? – zapytała w końcu drżącym głosem. – Zostawiałbyś mnie tutaj za każdym razem, gdy król wymyśliłby sobie nową wyprawę. Musiałabym łatać pierzyny i skubać kaczki. – Zaczęła wymyślać naprędce kolejne argumenty, mając nadzieję, że Dorian w końcu zrozumie, co chciała mu powiedzieć. Kochała go jak brata.
  • Ale nie musiałabyś całe życie udawać – przerwał jej z lekkim uśmiechem.
  • Dorianie, jest tyle dziewczyn w wiosce.

Przeczesała dłonią włosy. Nigdy nie wyznał jej swoich uczuć wprost, ale i ona nigdy nie dała mu do zrozumienia, że mogłoby ich połączyć coś więcej niż tylko przyjaźń. Mimo wszystko było jej cholernie trudno rozmawiać z nim w „ten sposób”.

Uśmiechnął się tylko. Eileen była pewna, że nie chciał się powtarzać, bo już nie raz wspominał, że nie była jak inne dziewczyny na wyspie. Rzadko chodziła w chustach, nie bała się kąpać w morzu i ubrudzić błotem. Często chadzała nad klify i pozwala, by wiatr targał jej włosy.

  • Przykro mi, Eileen. Będę cię prześladował, póki będę mógł. – Rozejrzał się po domu.

Było to niewielkie pomieszczenie, pośrodku którego stał drewniany stół i kilka krzeseł. Pod jedną ze ścian czekało palenisko z kotłem, a łóżka oddzielała drewniana ścianka. Czegóż więcej mogli potrzebować rybacy?

Odnalazł wzrokiem kawałek sznura, który spoczywał nieopodal kotła. Związał nim dłoń rozbitka i przymocował mocno do ramy łóżka.

  • Więc co ci ciekawego powiedział, kiedy wszedł? – zapytał, siadając przy stole. Podparł głowę dłonią i spojrzał na Eileen, która zaczęła obmywać twarz chłopaka. Zachowywał się, jakby wcześniejszej rozmowy nie było. – Domyślam się, że zrozumiałaś.
  • Zapytał, gdzie jest. Tak jak teraz. – Obruszyła się. – Ale udawałam, że nie rozumiem.
  • I?
  • Zapytałam, kim jest. – Zmarszczyła brwi. – Ktoś go nieźle urządził. – Zwróciła jego twarz w stronę Doriana.
  • Pewne cięcie – przyznał, wpatrując się w idealnie prostą ranę, z której wciąż sączyła się krew. – Nie zatamujesz, trzeba zszyć.

Sięgnęła po medalion zawieszony na szyi rozbitka i ostrożnie go zdjęła.

  • Jest piękny. – Uśmiechnęła się.
  • Nie myśl o tym, Eileen. – Dorian pokręcił głową. – To nie nasz świat.
  • Jesteś uparty jak starsi.
  • Może dlatego, że kiedyś nim będę? – Uśmiechnął się i w swoich rękach ukrył dłonie, w których ściskała medalion. – Wypuścisz go jutro i zapomnisz.
  • Ale…
  • On nie może się dowiedzieć, gdzie się znalazł.
  • To przypadek.
  • Przypadek czy nie – przerwał jej. – W każdej bajce jest ziarno prawdy. Przypomnij sobie, co piraci zrobili z Ardalem.

Eileen zacisnęła usta i spojrzała na rozbitka. Nie wyglądał na krwiożerczego zabójcę.

  • Nie zdradź się – poprosił szeptem Dorian.
  • Bądź spokojny, nie jestem głupia. – Posmutniała, przykładając mokrą szmatkę do czoła pirata.

Piraci, ocean, tajemnicze medaliony i jedna dziewczyna. Dajcie się porwać przygodzie i wraz z Eileen wyruszcie, by odkryć tajemnice Quaramonte. Aleksandra Rak stworzyła historię, która przenosi czytelników do magicznego świata wypełnionego zapachem słonej wody oraz brzękiem pirackiej stali. Jeżeli uwielbiacie przygody, nie wahajcie się ani chwili. „Tajemnica Wyspy” to pozycja, po która warto sięgnąć.
Agnieszka Zawadka, autorka powieści „Wyklęci: Era Cieni”

„Quaramonte: Tajemnica Wyspy” zachwyca swym pięknem, lecz piracki świat pełen jest intryg, niebezpieczeństw i tajemnic. Aleksandra Rak przywołuje historie morskich rozbójników, nadając im nowego, fantastycznego wymiaru pełnego zapierających dech w piersiach przygód z honorowymi bohaterami w roli głównej.
Aleksandra Pisarska, autorka powieści „Malachitowe ostrze”

Jesteś moja zgubą