Pani Siedmiu Bram - Maria Zdybska

Maria Zdybska
Pochodzi z magicznego świętokrzy­­skiego, mieszka w zaczarowanym Krakowie, ale w jej żyłach zamiast krwi płynie morska woda. Jedną z jej największych pasji poza pisaniem są podróże, im dalej na północ tym lepiej, zwłaszcza, że jest przekonana, że zjawisko zorzy polarnej jest niezbitym dowodem na istnienie magii.

Pisze fantastykę inspirowaną wiedzą o mitologicznych symbolach i wzajemnym przenikaniu się motywów wspólnych dla różnych kultur.

W 2017 roku debiutowała powieścią fantasy Wyspa Mgieł otwierającą trylogię Krucze serce. Kolejny tom Jezioro Cieni ukazał się w roku 2019, a w 2021 Wybrzeże Snów. W antologii Siła jej piękna ukazało się opowiadanie Drugi oddech Inanny.

Pani Siedmiu Bram – Maria Zdybska

Irkalla, tom I

Mury Irkalli drżą.

Inanna, sumeryjska bogini miłości i wojny, przez wieki znana była pod wieloma imionami. Teraz usiłuje żyć jak zwykła śmiertelniczka, ale jej spokój niweczy wiadomość, której nie może zignorować.

Trup pokryty pismem klinowym, znaleziony na greckiej granicy zwiastuje nadejście niewyobrażalnego niebezpieczeństwa. Starożytna klątwa wypalona w jego skórze to wyzwanie rzucone bogom przez tajemniczego buntownika. Nieuchwytny wróg zamierza odwrócić porządek świata.

Rozpoczyna się szaleńcza pogoń za kolejnymi kawałkami mrocznej układanki. Jedna po drugiej, padają bramy strzegące drogi do Zaświatów, a zgnuśniali bogowie nie spieszą się z pomocą. W pogmatwanej sieci kłamstw Inannie coraz trudniej rozróżnić sprzymierzeńców od wrogów, zwłaszcza, gdy jeden z nich niespodziewanie ratuje jej życie.

Czy Inanna powstrzyma szaleńca pragnącego zagłady ludzkości?

Informacje o książce

Rok I wydania: 2021
Format: 14.0×20.5 cm
Okładka: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 300

książka ISBN 978-83-7995-579-4
ebook ISBN 978-83-7995-580-0

Ceny sugerowane:
książka: 39,99 zł
ebook: 34,99 zł

 

Gdzie kupić?
Kupując w MadBooks wspierasz Autora i WydawnictwoKupując w MadBooks wspierasz Autora i Wydawnictwo

Fragment

Rozdział 1

 

 

Inanna odebrała, dopiero gdy telefon rozbrzęczał się po raz piąty. Nieprzytomnie odgarnęła włosy z twarzy i rozejrzała się w poszukiwaniu źródła dźwięku. Pod powiekami wciąż miała obrazy z gwałtownie przerwanego snu. Nieprzeniknione ciemności za oknem kazały sądzić, że jest środek nocy. Ktokolwiek dzwonił o tak nieprzyzwoitej porze, musiał mieć naprawdę cholernie dobry powód.

– Ini?

– Ugh… – Natychmiast rozpoznała dawno niesłyszany głos, ale imię, które się z nim wiązało, nie przywoływało dobrych wspomnień.

– Nie rozłączaj się, Ini! Tym razem to naprawdę ważne, potrzebuję…

– Gówno mnie obchodzi, czego tym razem potrzebujesz, Dante! – przerwała z całą stanowczością, na jaką mogła się zdobyć. – Mówiłam ci, żebyś już nigdy do mnie nie dzwonił, pamiętasz? Czy naprawdę tak trudno zrozumieć jedno proste „nie”?

– Nic innego od ciebie nie słyszę. – Mężczyzna po drugiej stronie udawał urażonego, ale Inanna znała go zbyt dobrze, żeby nie rozpoznać rozbawienia w jego tonie.

– Daj mi spokój! Zdajesz sobie sprawę, która jest godzina? – Stłumiła potężne ziewnięcie. Nie miała teraz siły ani ochoty na tę rozmowę.

– W zasadzie robi się to już nudne… „Nie, nie, nie”. Na wszystko „nie” – kontynuował spokojnie Dante, ignorując jej oburzenie. – Powinnaś się zastanowić nad swoim podejściem do świata, otworzyć się na ludzi i nie tylko. Byłaś zdecydowanie przyjemniejsza, gdy częściej mówiłaś „tak”, a zwłaszcza, gdy krzyczałaś: „Tak! Taaak!”, wiesz?

Mężczyzna nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo Inanna rozłączyła się i odłożyła telefon z powrotem na podłogę. Cokolwiek było na tyle ważne, żeby budzić ją w środku nocy, najwyraźniej nie zmusiło Dantego do nabrania ogłady.

Zakopała się pod kołdrą i zacisnęła powieki, ale chwilę później rozległ się kolejny dzwonek. Pokój wypełniła idiotycznie wesoła melodyjka z tanecznym bitem jednego z najnowszych hitów, którą złośliwie ustawiła jej Nikki. Inanna przycisnęła twarz do poduszki, tłumiąc jęknięcie. Natręt nie rezygnował. Mogła się tego spodziewać. W zasadzie zdziwiłaby się, gdyby sobie teraz odpuścił. Po kilku sygnałach telefon zamilkł i zaraz rozdzwonił się ponownie. Ini w końcu dała za wygraną: po omacku sięgnęła po komórkę i mrucząc do siebie pod nosem, odebrała połączenie.

– Naprawdę, Ini… – westchnął Dante. – Jeśli rzeczywiście nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego, to nie powinnaś odbierać ode mnie telefonów. Teraz już kompletne nie wiem, w co mam wierzyć. Ta twoja podwójna gra robi się męcząca, zwłaszcza dla kogoś w moim wieku i tak prostolinijnego, jak ja. Poza tym, jeśli rzeczywiście chcesz mnie unikać, mogłaś chociażby zmienić numer, nie sądzisz? Wysyłasz mi tyle sprzecznych sygnałów.

Inanna prychnęła.

– Dlaczego przez jednego popaprańca miałabym zmieniać numer? Nie schlebiaj sobie, palancie. Nie jesteś nikim wyjątkowym. Zresztą ostatnim razem wyraziłam się chyba wystarczająco jasno, spierdalaj!

– Niemniej nadal ze mną rozmawiasz. Nawet jeśli robisz to wyjątkowo niekulturalnie.

Jak na kogoś, kto miał na tyle pilną sprawę, żeby nękać ją po nocy, Dante wydawał się zadziwiająco pogodny. Gdzieś w tle rozległ się charakterystyczny dźwięk poprzedzający lotniskowe komunikaty.

Inanna nerwowo potarła pięścią oko i odsunęła telefon od ucha z solennym zamiarem rozłączenia się.

– Czekaj! – Dante najwyraźniej przejrzał jej zamiary. – Jest… pewien trup.

– „Pewien trup”? Żartujesz sobie?! To nie moja sprawa.

– Nie powiedziałbym. Widzisz… morderca przesłał za jego pośrednictwem dość niecodzienną wiadomość. – Słowa Dantego brzmiały na tyle niewiarygodnie, że gdyby nie powaga w jego głosie, Inanna wzięłaby je za kolejny z jego kiepskich żartów.

– Dlaczego miałoby to mnie w ogóle obchodzić? – spytała i zaraz pomyślała, że jeszcze pożałuje tego pytania.

– Bo wiadomość jest zapisana pismem klinowym na plecach tego nieszczęśnika i naprawdę sądzę, że powinnaś ją przeczytać. Potrzebuję…

Inanna nie zamierzała słuchać, czego dokładnie potrzebuje ten bufon. Zakończyła rozmowę, wcisnęła komórkę głęboko pod poduszkę i przewróciła się gwałtownie na drugi bok. Albo jej się wydawało, albo niebo za oknem zaczęło nieśmiało blednąć w zapowiedzi mglistego poranka. Wkrótce miała pewność, że miasto powoli budzi się do życia: w kolejnych oknach zaczęły pojawiać się światła, coraz częściej dało się słyszeć pospieszne kroki przechodniów, rozbrzmiał szum pierwszych kursów miejskiej kolei, silniki samochodów pomrukiwały niecierpliwie. Znajoma kakofonia zwykle działała na Ini kojąco – to, co inni brali za uciążliwy hałas, w jej uszach układało się w skomplikowany chorał uspokajający jej burzliwą naturę. Tym razem jednak odkryła z frustracją, że im usilniej stara się zasnąć, tym mniejszą ma na to ochotę. Równie dobrze mogła już teraz wstać i ruszyć na swoją znienawidzoną poranną przebieżkę. Myśli w jej głowie zaczęły krążyć coraz bardziej niespokojnie. Trup. Trup z pismem klinowym na plecach. Wiadomość. Na ludzkiej skórze.

– Niech cię szlag, Hermesie… – jęknęła.

Wyciągnęła komórkę i napisała krótką wiadomość:

Do końca przyszłego tygodnia jestem w Muzeum Pergamońskim.

 

Rozdział: 2

– Ktoś cię szuka.

Inanna podniosła głowę znad próbnego wydruku katalogu wystawy. Ava, drobna, energiczna dziewczyna o eterycznej urodzie leśnego elfa i stylu zdradzającym słabość do alternatywnej muzyki, raz po raz rzucała za siebie roziskrzone spojrzenia.

– Powiedz, że to kurier z naszą specjalną przesyłką z Muzeum Stambulskiego – odparła Inanna, posyłając jej błagalny uśmiech.

– Raczej nie. – Ava ściągnęła brwi, w których połyskiwała triada niewielkich złotych kolczyków, i mocniej przycisnęła skoroszyt do piersi. Reakcja Inanny zbiła ją z tropu. – To chyba Włoch, bo przedstawił się jako Dante i wygląda jak marzenie, a sądząc po jego garniturze, zdecydowanie nie pracuje dla firmy kurierskiej – wyjaśniła konspiracyjnym szeptem.

– Cholera jasna. – Ini przewróciła oczami.

– A więc się znacie? – Ava nerwowym gestem założyła za ucho kosmyk włosów pofarbowanych na bladoróżowo. – Kazałam mu zaczekać w sekcji dla zwiedzających, żeby się nie kręcił przy niezabezpieczonych stanowiskach, zwłaszcza że Kristoff zrobił się ostatnio przewrażliwiony na tym punkcie. Ale skoro go znasz, to oczywiście mogę zaraz go tu przyprowadzić i…

– Nic się nie stało, Ava, już do niego idę. – Ini uspokoiła ją i puściła do niej oko. – Zresztą niech sobie chwilę poczeka.

– Inanno, wychodzisz gdzieś? – Kristoff, kurator wystawy, zmaterializował się obok tak nagle, że Ini była niemal pewna, że podsłuchiwał całą rozmowę. – Pamiętasz, że dziś musimy skończyć sekcję z Niniwy? Jutro przyjadą jeszcze ostatnie eksponaty z Londynu i Mediolanu.

– Oczywiście, Kristoff. Obiecuję, że to zajmie tylko chwilę – zapewniła go, licząc, że rozmowa przebiegnie szybko i sprawnie.

Niestety, znając Dantego, nie mogła się wyzbyć natrętnej myśli, że jego nagłe pojawienie się nie zwiastuje niczego dobrego.

– Jesteś nam bardzo potrzebna, inaczej… – Kristoff bezradnie przeczesał dłonią gęstą czuprynę. Jak zawsze, gdy rozmawiał z Inanną, robił wrażenie nieco skrępowanego. – Zobacz zresztą wokół. Chaos, kompletny chaos!

– Och, jesteś jak zawsze zbyt uprzejmy. – Inanna obdarowała go promiennym uśmiechem. – Przecież wiem, że doskonale poradzilibyście sobie beze mnie. Zresztą to ty masz doktorat z historii Sumeru, ja jestem tylko zwykłą pasjonatką. – Delikatnie tknęła go w pierś.

Kristoff wydawał się tak poruszony jej komplementem, że na chwilę spuścił niepewnie głowę.

– A przy okazji czytasz pismo klinowe płynniej niż ja angielski – zauważył z rozbrajająco przymilnym błyskiem w oku.

Inanna rozłożyła ramiona w obronnym geście i uznawszy rozmowę za zakończoną, ruszyła do wyjścia. Jej kroki, podkreślone stukotem wysokich obcasów o białą posadzkę, rozbrzmiewały wibrującym echem w przestronnym holu. Świadomość wodzących za nią oczu Kristoffa, pracowników i gości muzeum jeszcze wzmagała jej pewność siebie. Ini szła zdecydowanie, energicznie, ale w tempie niezdradzającym najmniejszych oznak niecierpliwości czy pośpiechu. Ava nie zdążyła jej wyjaśnić, gdzie dokładnie zostawiła Dantego, ale Ini nie miała wątpliwości, gdzie na nią czeka. Bez wahania skręciła w szeroki korytarz przeobrażony w zrekonstruowaną babilońską drogę procesyjną i ledwie zauważalnie zwolniła, uśmiechając się tajemniczo do reliefów wyobrażających lwy. Jasne letnie słońce wpadało przez wysoko umiejscowione okna, rozświetlając złote sylwetki dumnych zwierząt i cegły pokryte szafirową glazurą.

Znalazła go w głównej sali mieszczącej Bramę Isztar. Prezentował się jak zawsze świetnie, w nienagannie skrojonym garniturze i śnieżnobiałej koszuli. Jego jasnobrązowe włosy układały się w niedbale niesymetryczną fryzurę, co dodawało mu tej szczególnej nonszalancji.

– Inanna. Ile to już lat? – Bystro chwycił jej dłoń i delikatnie pocałował palce.

Pozwoliła mu na ten gest, ale w odpowiedzi obrzuciła go lodowatym spojrzeniem.

– Zdecydowanie zbyt mało.

– Czarująca jak zawsze. – Dante uśmiechnął się kwaśno.

– I nadal równie niecierpliwa, więc przejdźmy do rzeczy, mam dla ciebie tylko pół godziny.

Włoch pokręcił głową, mimo wszystko nie tracąc dobrego humoru.

– Randka? – dopytał, unosząc brwi.

– Praca. – Inanna wydęła lekko usta.

Niedowierzanie w brązowych oczach Dantego dało jej zaskakująco dużo satysfakcji.

– Wiesz, że wyglądasz absolutnie oszałamiająco – zauważył. Inanna dobrze wiedziała, że obcisła czerwona sukienka świetnie podkreśla jej nienaganną figurę. – Życie wśród śmiertelników wyraźnie ci służy. – Dante zrobił krótką pauzę, ale nie doczekawszy się żadnej reakcji, kontynuował: – Nie mogłem uwierzyć tylko w tę nagłą przeprowadzkę do Berlina, choć z drugiej strony zawsze miałaś talent do robienia rzeczy zaskakujących. Dotąd wydawało mi się, że zdecydowanie wolisz być w centrum uwagi. Show-biznes to musiał być twój żywioł. Wszystkie oczy skupione na tobie, tak jak lubisz.

Inanna pozwoliła sobie na leniwy uśmiech.

– Jestem tu tylko czasowo.

– Ach tak, czytałem. Niezależna ekspertka z zakresu sztuki sumeryjskiej. – Jego ton doprawiony był szczyptą złośliwości jak aksamitna czekolada dodatkiem chilli. – Więc jednak jesteś sentymentalna.

– Czy masz do mnie jakąś konkretną sprawę, czy przez półgodziny będziesz mi serwował te swoje truizmy na zmianę z zagadkami dla średnio rozgarniętych dzieci? – Inanna splotła ramiona na piersi, a wisiorek z lapis-lazuli zakołysał się na długim złotym łańcuszku. Część snujących się po sali zwiedzających zwróciła głowy w ich stronę. Śmiertelnicy niekiedy podświadomie wyczuwali aurę takich jak ich dwoje.

– Wyskoczymy na kawę? – Dante uśmiechnął się szelmowsko, jakby właśnie zaproponował coś zdrożnego.

– Chcesz gadać o trupie przy kawie? – Ini przewróciła oczami.

– Dalej pijesz czarną z kardamonem? – Nie odpuszczał. – Znam tu jedną knajpkę.

– Jedyne dobre knajpki w Berlinie są na Kreuzbergu – odparła z niewzruszonym przekonaniem.

Miała nadzieję, że Dante załatwi, co ma do załatwienia, na miejscu, w Muzeum Pergamońskim, a potem wróci do swoich zwykłych knowań w całkiem innych kręgach.

– Złapiemy taksówkę – Rozczarował ją.

– Mam pół godziny – przypomniała.

– A jak nie wrócisz na czas, to co? Wyleją cię?

– Posłuchaj, Hermesie. – Ini celowo zwróciła się do niego jego boskim mianem. Kiedyś roześmiałaby się w odpowiedzi na taką prowokację, ale teraz wszystko się zmieniło. – Ja naprawdę tu pracuję i jak tylko zostawię tych patałachów bez nadzoru, natychmiast dokleją tabliczki informacyjne eksponatów z Ur do tych z Eridu – wyjaśniła rzeczowo, sama siebie zadziwiając opanowaniem. Brzmiała prawie jak Kristoff.

Dante sprawiał wrażenie, jakby bardzo się starał nie parsknąć śmiechem.

– Och, to byłaby prawdziwa katastrofa.

Odpowiedziała mu wyniosłym milczeniem, ale w duchu dała za wygraną. Wiedziała, że, tak czy inaczej, muszą odbyć tę rozmowę. Nie mogła zignorować tak niepokojącego zdarzenia, zwłaszcza że zdawało się mieć z nią jakiś związek. Kątem oka dostrzegła swojego przełożonego, który krążył po sali Isztar, usilnie starając się, żeby nie wyglądało to podejrzanie.

– Kris, muszę się na chwilę ulotnić! – zawołała do niego, ignorując ciekawskie spojrzenia turystów.

Młody kurator wystawy podszedł szybkim krokiem.

– Akurat teraz? Nadal jesteśmy do tyłu z całą sekcją eksponatów z Uruk.

Między jego krzaczastymi brwiami pojawiła się głęboka zmarszczka. Mimo że zwracał się do Ini, raz po raz rzucał badawcze spojrzenia na stojącego za nią Włocha.

– To coś pilnego – odparła zgodnie z prawdą.

– Właśnie widzę.

– Sprawy rodzinne – dodała, starając się, żeby jej głos lekko zadrżał.

Spojrzenie Kristoffa zogniskowało się na jej smutnych oczach.

– Ach… Oczywiście. Rodzinne. – Robił wrażenie jeszcze bardziej zakłopotanego niż zwykle. – Tylko wróć jak najszybciej. Postaram się jakoś uporządkować ten chaos.

– Dzięki! Jesteś niezastąpiony! – Ini wspięła się na palce i pocałowała go delikatnie w policzek, ostatecznie niszcząc resztki jego oporów.

Rozejrzała się, w poszukiwaniu Dantego, który zdążył się gdzieś ulotnić. Wypatrzyła go podziwiającego zdobienia imponującej Bramy Isztar.

– Nie tak ją zapamiętałem – wyznał ze śladem nostalgii w głosie, gdy tylko do niego dołączyła.

Powiodła wzrokiem po glazurowanych turkusowych cegłach, ząbkowanych zakończeniach baszt, dumnych złotych lwach, potężnych bykach i tajemniczych wężach-smokach. Przez chwilę w zamyśleniu kontemplowała równe rzędy kwiatowych rozet i innych zdobień okalających ściany w kolorze lapis-lazuli.

– Bo nie tak wyglądała – odparła, uśmiechając się do siebie.

– Dlaczego im tego nie powiesz? – zdziwił się Dante.

Ini kątem oka dostrzegła chudą sylwetkę Kristoffa na drugim końcu sali. Wzruszyła ramionami, opędzając się od natrętnych wspomnień.

– Podoba mi się ich wyobraźnia. Ich zapał.

– Ich nieudacznictwo? – zakpił Dante.

– Ich niezłomna pasja, na przekór wszystkim ułomnościom – odparła poważnie. – To inspirujące.

Włoch splótł ramiona na piersi i obrzucił ją badawczym spojrzeniem.

– Zmieniłaś się – ocenił. W jego głosie pobrzmiewały zdziwienie i podziw.

– Od czasów L.A. dużo się wydarzyło. Postanowiłam dać sobie szansę na drugie życie. – Ini starała się, żeby wyjaśnienie zabrzmiało jak najbardziej neutralnie.

– A Irkalla? – Dante nie dawał za wygraną.

Teraz już zupełnie porzucił podziwianie Bramy i całą uwagę skupił na Ini.

– W Irkalli czas się zatrzymał. Tam nic się nie zmienia. Nigdy. – Znużenia w tonie nie musiała nawet udawać.

– Zdaje się, że na tym właśnie polega koncepcja Zaświatów.

Inanna westchnęła ciężko. W jednej chwili przypomniała sobie, co zawsze najbardziej drażniło ją w Dantem.

– Jeszcze jeden truizm i to ja wypiszę ci pismem klinowym na plecach wszystko, co o tobie myślę – ostrzegła ze słodkim uśmiechem.

– Obiecuję, że w taksówce nie odezwę się nawet słowem. A teraz ruszajmy, bo jeszcze chwila i twój cichy wielbiciel wyzwie mnie na pojedynek.

– Kristoff? To tylko kolega z pracy. – Ini wzruszyła ramionami.

– Nie mów mu tego, jeśli nie chcesz, żeby się załamał tuż przed inauguracją wystawy. Stare nawyki trudno zmienić, prawda, Bogini miłości?

To oszałamiająca książka. Jestem pod wrażeniem rozmachu, z jakim Maria Zdybska skomponowała swą opowieść. Fabuła zabiera nas w ekscytującą podróż po Europie, bohaterowie są ujmująco ludzcy i intrygująco boscy jednocześnie, a my wpadamy z nimi w wir zdarzeń i emocji. No i ta mitologia! Misterne połączenie tego, z czym zapoznała nas szkoła i popkultura z tym, co egzotyczne. Bardzo odświeżająca, smakowita mieszanka. Można by rzec, że ta historia bawi i uczy. A do tego wciąga bez reszty!

Marta Krajewska, autorka powieści z Wilczej Doliny

 Absolutnie fenomenalna powieść urban fantasy! Maria Zdybska w bardzo charakterystycznym dla siebie stylu połączyła mitologię ze współczesnością, zabierając czytelnika w niesamowitą podróż, o której trudno zapomnieć. Śmiertelnie niebezpieczna miłość, zagadka, od której rozwiązania zależą losy całego świata a pośród tego chaosu ich dwoje… Gwarantuję, że „Pani Siedmiu Bram”  was zachwyci i nie będziecie mogli oderwać się od lektury!
Gorąco polecam!

Ewelina Nawara, autorka serii Kings of Sin oraz Kingdom of Martagon

„Pani Siedmiu Bram” to kolejna doskonała pozycja spod pióra Marii Zdybskiej. Tym razem autorka zabiera czytelników do świata przepełnionego mitami oraz starożytnymi bóstwami. Autorka świetnie łączy znane z mitologii postacie z ich nową, współczesną wersją i zabiera nas w niesamowitą podróż, podczas której bohaterom przyjdzie zabrać się za ratowanie świata.
Serdecznie polecam!

Agnieszka Zawadka, autorka powieści Wyklęci i Poskromić chłód

Pani Siedmiu Bram - Maria Zdybska