Monika Joanna Cieluch
Niepokorni: Remedium

 

Jakub próbował przebić się przez zatłoczony Londyn. Podróż samochodem w godzinach szczytu była czystym szaleństwem. Klął sam na siebie, za to, że nie skorzystał z metra. Zapewne już byłby na miejscu, gdyby wybrał transport publiczny.

Telefon po raz kolejny zawibrował i po chwili z głośników popłynął głos wyraźnie zdenerwowanej Anieli.

– Jasiek, no gdzie ty jesteś, do jasnej cholery?! – zaklęła.

– Za dwie minuty będę. Znajduję się dosłownie tuż za rogiem.

– Proszę cię, pośpiesz się, bo wraz z Bradley’em nie jesteśmy w stanie przekonać Miłka, żeby nas wpuścił.

– Daj mi dwie minuty – powiedział, następnie zakończył połączenie i skręcił w ulicę, na której mieszkał Miłosz. Dostrzegłszy Anielę, zacisnął zęby na widok zmartwienia widniejącego na jej pobladłej twarzy. Wyskoczył z samochodu, w żaden sposób nie komentując po brzegi wypełnionego domowym jedzeniem wiklinowego koszyka, który Bradley dzielnie dzierżył w dłoni. Jakub ucałował zatroskaną kobietę w policzek, Bradley’owi skinął głową w geście powitania i nie chcąc tracić cennych chwil głośno zapukał w drewniane drzwi nagrzane wczesnojesiennym słońcem.

– Strażaku, bądź tak łaskawy i zwlecz dupę z łóżka! – krzyknął, nie robiąc sobie nic z podejrzliwych spojrzeń posyłanych w jego kierunku przez mijających go przechodniów.

– Coś mu się stało! Czuję to… – Aniela zapłakała i drżącymi z nerwów dłońmi zaczęła szukać swojego telefonu w odmętach damskiej torebki. – Wezwijmy pogotowie. Już dawno powinniśmy to zrobić.

– Daj spokój, nic mu nie jest. Nie wzywaj żadnego pogotowia. – Starał się przetłumaczyć jej do rozsądku.

– Skąd ta pewność? – Spojrzała na niego wyraźnie roztrzęsiona.

– Przecież smród alkoholu przenika nawet przez drzwi. Leży schlany i tyle na ten temat.

– Też jej to mówiłem, ale znasz moją żonę, jej nie przetłumaczysz. – Bradley postawił koszyk na wysokim murku i z wyraźną furią uderzył pięścią w drzwi mieszkania, krzycząc:

– Otwieraj te drzwi, gówniarzu, bo tracę do ciebie resztki cierpliwości!

– Uspokój się! – krzyknęła Aniela. Poczuła bezradność i rozczarowanie zachowaniem męża. – Dobrze wiesz, że ma za sobą trudne dni, może tak odrobinę zrozumienia z twojej strony, co?

– Daj spokój, kochanie, troszczysz się o niego, jak o jajko. Czasami mam wrażenie, że oni wszyscy są dla ciebie ważniejsi, jak twoje własne zdrowie. Tylko, czy zastanawiałaś się przez chwilę, co poczniemy, jak nerwy zrobią z ciebie roślinę?

Jakub doskonale wiedział, do czego pił Bradley. Fakt, Aniela zawsze traktowała ich wszystkich jak małych chłopców wymagających strofowania. Wiecznie zamartwiała się tym, co piszą brukowce na temat Jakuba albo życiem prywatnym Wiktora, w którym też nie było zbyt kolorowo, a jeszcze teraz na domiar złego Miłosz zamknął się w sobie…

Śmierć Mellody była szokiem dla nich wszystkich, ale to Strażak musiał zmierzyć się z ogromnym bólem, wyrzutami sumienia i niezrozumieniem ze strony swoich przyjaciół. I tylko Jakub tak naprawdę wiedział, jak wyglądała cała prawda i jak dużo stracił Miłosz zaledwie w jeden wieczór. Być może właśnie dlatego JJ był jedyną osobą, która nigdy nie oceniła Mellody krytycznie. Nie chciał patrzeć na nią oczami Wiktora, Bradleya czy też Anieli. Chciał móc postrzegać ją tak, jak patrzył na nią Miłosz. Czasami zastanawiał się, czy gdyby pozostali wiedzieli to, co dane było mu wiedzieć… Czy nadal byliby tak bardzo krytyczni względem Mellody? Czy wówczas ból, z którym musiał mierzyć się Miłosz, w ich oczach byłby jeszcze większy?

– Nie denerwuj mnie, tylko pomóż mi rozwiązać problem – Aniela wyraźnie spuściła z tonu, patrząc mężowi w oczy.

– Daj mu trochę czasu. – Bradley starał się kalkulować sytuację na chłodno. Doskonale wiedział, że każdy człowiek potrzebuje kilku dni dla siebie, by zmierzyć się z tęsknotą i żałobą a Aniela nie dawała na to Miłoszowi żadnej szansy. Można by rzec, że nie pozwalała zaczerpnąć mu kolejnego życiodajnego oddechu.

JJ wyciągnął z tylnej kieszeni spodni klucze do mieszkania Strażaka i wsunął je do zamka. Zapadka odskoczyła, ale przed wkroczeniem do wnętrza domu powstrzymał ich łańcuch.

– Jasna cholera – zaklął Jakub. – Aniela, spróbuj włożyć rękę przez otwór na listy i odpiąć łańcuch.

Aniela podwinęła rękaw i postąpiła zgodnie z danymi jej wskazówkami.

Chwilę szarpała się z łańcuchem, ale ostatecznie udało jej się go ściągnąć. Wyprostowała sylwetkę i nim wkroczyła do mieszkania Miłosza, posłała swojemu mężowi pełne niepokoju spojrzenie. Bradley ujął w dłoń wiklinowy koszyk, drugą ręką zaś przyciągnął do siebie małżonkę i ruszyli za Jakubem.

W mieszkaniu panował względny porządek, pomijając kilka pustych butelek po piwie i ledwo nadgryzioną pizzę z okolicznej pizzerii cieszącej się dobrą sławą. Aniela podeszła do kuchennej wyspy i z niedowierzaniem pokręciła głową, następnie poprosiła męża, by ustawił koszyk na blacie. Chwyciwszy dłoń małżonka, pozwoliła pociągnąć się w stronę schodów prowadzących do sypialni Miłosza. Z trudem była w stanie znieść zapach przetrawionego alkoholu i niewywietrzonego mieszkania. Kroiło jej się serce z obawy o to, co zastanie w sypialni. A gdy usłyszała głos Miłosza niewyraźnie bełkoczącego w odpowiedzi na pytania Jakuba, przystanęła na korytarzu, wiedząc, że nie czuje się na siłach, by oglądać Miłka w takim stanie. Nie mogła, bo taki obrót rzeczy był ponad jej siły. Zbyt mocno kochała tego chłopaka, by móc przyglądać się jego cierpieniu.

– Skarbie, poczekam w kuchni. – Zwróciła się do męża, zmusiwszy go do przystanięcia. – Przygotuję Miłoszowi ciepły posiłek i wyrzucę śmieci, bo w mieszkaniu śmierdzi, jakby coś w nim zdechło.

– Dobrze.

Nie powiedziawszy już nic, skinęła głową i z wyraźnie zaniepokojoną miną skierowała swoje kroki do kuchni.

Bradley zacisnął pięści, dostrzegłszy opuszczone ramiona żony i strach pomieszany ze smutkiem, który wyraźnie był widoczny w jej oczach. Pomału zaczynał mieć dość tego, jak wyglądało ich małżeństwo. Gdy przed dziesięcioma latami ślubował Anieli miłość i wierność pojęcia nie miał, że za tymi słowami kryje się konieczność dzielenia się Anielą z JJ’em, Strażakiem i Wiktorem. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że wraz z podpisaniem aktu małżeństwa ściągnie sobie na głowę problemy, które – takie odnosił wrażenie – nigdy nie miały końca. Czasami zdawało mu się, że on – mąż – znajduje się na końcu listy priorytetów swojej żony. Długo milczał, wiedząc, jak bardzo Aniela była zżyta z chłopcami. Często zganiał to także na karb jej macierzyńskiego instynktu lub dojrzałości, ale bezwzględu na wszystko był już cholernie zmęczony wieczną pogonią za chwilą spokoju. Chciał mieć Anielę tylko dla siebie i chociaż brzmiało to egoistycznie, Bradley postanowił uparcie dążyć do tego, by Aniela ograniczyła swoje matkowanie JJ’owi, Strażakowi i Wiktorowi. I jeśli będzie to konieczne, postawi jej jasny warunek: albo on i dziewczynki, albo cały ten syf atakujący ich z każdej strony.

Gdy wkroczył do sypialni, jego oczom ukazał się ledwo przytomny Strażak, który z trudem słaniał się na nogach wsparty na ramieniu Jakuba ciągnącego go w stronę łazienki. Bradley chwycił Miłka pod drugie ramię i pomógł wepchnąć jego niemal bezwładne ciało pod prysznic. Bez skrupułów odkręcił kurek z zimną wodą, która spłynęła po ciele Strażaka.

– Ożeż kurwa! – krzyknął Miłosz, niemal natychmiast odzyskując świadomość. – Czy was do reszty już popieprzyło?

– Siedź tam i zamknij papę, bo niebezpiecznie balansujesz na granicy mojej cierpliwości! – Bradley nierobiący sobie nic z głośnych protestów przyjaciela, zasunął drzwi kabiny prysznicowej i przysiadł na desce sedesowej.

– Są dwa wyjścia, człowieku – zwrócił się do JJ’a. – Albo ten gówniarz pójdzie po rozum do głowy i w porę się opamięta, albo sam skopię mu dupę na chwilę przed tym, zanim zawiozę go do ośrodka odwykowego.

JJ cicho parsknął pod nosem. Znał Bradleya od prawie dwunastu lat i nigdy wcześniej nie widział go tak wzburzonego. W ich grupie to właśnie on zawsze był ostoją spokoju, przykładem cierpliwości i rozsądku, a w tej konkretnej chwili zachowywał się, jakby był zupełnie kimś innym.

– Słyszałeś gówniarzu? – Jakub uderzył z otwartej dłoni w szybę kabiny. – Brad mówi, że masz przesrane! – I chociaż cała sytuacja w gruncie rzeczy dla osoby postronnej mogłaby wydać się zabawna, Jakub doskonale wiedział, jak trudno jest stanąć na nogi i zacząć życie od nowa, gdy cały twój dotychczasowy świat spowił ból utraty jedynego powodu, by żyć.

Zaledwie dwadzieścia minut później Miłosz siedział w salonie czujnie obserwowany przez swoich przyjaciół. Teraz wnętrze mieszkania spowił aromat domowego rosołu, który Aniela odgrzewała w kuchni. Żołądkiem Miłosza szarpnął nieprzyjemny skurcz na samą myśl o konsumpcji.

– Nie rozumiem tej całej gównianej burzy wokół mojej osoby. Po prostu chciałem pobyć w samotności, poukładać sobie w głowie wydarzenia ostatnich dni a wy robicie mi wjazd na chatę? – wybełkotał wyraźnie wkurzony.

– Nie kosztem mojej żony, człowieku. – Bradley pochylił się nieco do przodu i oparł łokcie na kolanach. – Wiesz dobrze, jak bardzo się o ciebie martwi. Gotowa jest zostawić własną rodzinę i wprowadzić się tutaj, dopóki nie staniesz na nogi. Mógłbyś w końcu spiąć dupę i postawić się do pionu albo chociaż udawać, że wszystko wróciło do normalności.

– Świat mi się zawalił, a wy oczekujecie, że w ciągu trzech tygodni zapomnę o kobiecie, którą kochałem?

– Daj spokój… – Bradley z kpiną pokręcił głową – To nie była kobieta dla ciebie, no, chyba że odpowiadało ci bycie jej seksualną zabawką.

Miłosz – już niemal trzeźwy – błyskawicznie zerwał się na nogi i nim Jakub zdążył zareagować, Strażak wymierzył solidny cios prosto w nos Bradleya.

– Spokojnie, tygrysie. – JJ chwycił ramiona Miłka i wykręcił je do tyłu. – Nie rób kabaretu, bo Aniela zejdzie na zawał.

Miłosz stał, ciężko oddychając ze wzrokiem wbitym w próbującego utrzymać się na własnych nogach Bradleya. Bolał go fakt, że wszyscy spostrzegali Mellody jako destrukcyjną kobietę, a przecież rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. Dla Miłosza Mellody była idealna, może nieco pogubiona we współczesnym świecie, ale nadal idealna.

– Pojęcia nie masz, jaka była i jak wiele straciłem wraz z jej odejściem. Jeśli masz o niej mówić źle, to będzie lepiej, jeśli się zamkniesz, bo w przeciwnym razie nie ręczę za siebie – wycedził przez zęby

– W porządku. – Brad uniósł ręce w górę – Nie wspomnę już o niej ani słowem pod warunkiem, że wrócisz do normalności. Ja też nie chcę już widzieć łez w oczach mojej żony, zrozumiałeś? – Bradley podszedł do Miłosza i ściszonym głosem dodał: – W przeciwnym razie na sumieniu będziesz miał nie tylko Mellody.

Ciało Strażaka ponownie napięło się tak mocno, iż Jakub wyraźnie widział każdy jego mięsień.

– Wystarczy panowie! – JJ tym razem zabrzmiał naprawdę poważnie. Zmusił Miłosza do zajęcia miejsca na kanapie, a Bradleya oddelegował do kuchni pod pretekstem pomocy jego małżonce.

– Człowieku, nie pozwól Anieli się do mnie wprowadzić – Miłosz podniósł głowę i spojrzał z przestrachem na Jakuba. – Nie dźwignę tego, naprawdę.

Jasiek uśmiechnął się pod nosem i przysiadł na wprost Strażaka.

– Rozstania są do dupy. I nie ma większego znaczenia, czy straciłeś kobietę, którą kochałeś, bo odeszła z innym, czy też zabrał ci ją los. Rozstania bolą. Wypaczają codzienność. Ale przychodzi moment, w którym trzeba spiąć poślady i stawić czoła nowej codzienności. Jeśli nie dźwigniesz swojej dupy i nie wrócisz do pracy, do dawnego życia, sam ją tu przywiozę i wręczę jej klucze do twojego mieszkania. I dopiero wtedy będziesz miał przesrane, Strażaku.

Miłosz schował głowę między swoimi ramionami. Doskonale wiedział, że Jasiek miał rację, ale tak ciężko było mu wrócić do życia bez Mellody. Świadomość, że na swoich rękach nosił ślady jej krwi, nie pozwalała mu zapomnieć o koszmarze minionych tygodni. Czuł się winny. I tak już miało być zawsze.

– Gorący rosół jest najlepszym lekarstwem na wszystkie problemy. – Aniela wkroczyła do salonu i postawiwszy talerz po brzegi wypełniony zupą, spojrzała na Miłosza wzrokiem pełnym miłości i współczucia.

Bywały dni, w których Miłosz miał po dziurki w nosie natręctwa swoich przyjaciół. Bywały chwile, w których po prostu chciał zostać sam i pić na umór, ale bywały też momenty takie jak te: przepełnione bezwarunkową miłością ze strony ludzi, którzy tu w Londynie byli najlepszym substytutem rodziny pozostawionej w Polsce.

I właśnie w tej chwili po raz pierwszy od bardzo dawna uświadomił sobie, że miał wyjątkowe szczęście, spotykając ich na swojej drodze. Niespiesznie podszedł do Anieli, zamknął ją w swoich ramionach, a gdy poczuł, z jaką siłą przylgnęła do jego ciała, pocałował ją w czoło i cicho wyszeptał:

– Nie martw się o mnie, najgorsze mam już za sobą.

Jakub uśmiechnął się nieznacznie, będąc świadkiem tejże sceny i tylko Bradley spoglądał nieufnie w stronę przyjaciela, bo gdzieś w środku jego umysłu pojawiła się myśl, że prawdziwe kłopoty z udziałem Miłosza mają dopiero nadejść.

DALSZE LOSY BOHATERÓW POZNACIE W KSIĄŻCE „MĘŻCZYZNA Z OGNIEM W SERCU”.

Niepokorni: Remedium
Copyright © Monika Joanna Cieluch
Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Redakcja i korekta: Ewelina Nawara
Okładka: Ewelina Nawara