Spełniacze - Małgorzata Falkowska

Na lodzie – Małgorzata Falkowska

Uczestnictwo w olimpiadzie to cel każdego sportowca. Dla Leny, łyżwiarki figurowej, kwalifikacja na igrzyska w Pjongcznagu to efekt ciężkiej pracy i wielu wyrzeczeń. Gdy niefortunny wypadek zaprzepaszcza jej szansę na udział w Zimowych Igrzyskach Olimpijskich, dziewczyna się załamuje. Bliscy, martwiąc się o nią, zapisują łyżwiarkę na terapię do Krzyśka Łukaszewskiego, który jak nikt inny wie, co znaczy stracić wszystko, o czym się marzyło.

Czy Luki pomoże Lenie na nowo uwierzyć w siebie? A może to ona okaże się jego lekiem w walce z demonami przeszłości i ciężką chorobą.

Czy utracone marzenia mogą dać siłę?

Informacje o książce

Rok I wydania: 2020
Format: 14×20.5 cm
Okładka miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 280

książka: ISBN 978-83-7995-468-1

ePub: ISBN 978-83-7995-469-8
mobi: ISBN 978-83-7995-470-4


Ceny sugerowane:

książka: 34,99 zł
ePub: 29,99 zł
mobi: 29,99 zł

Gdzie kupić?
Kupując w MadBooks wspierasz Autora i Wydawnictwo

Kupując w MadBooks wspierasz Autora i Wydawnictwo

Kupując w MadBooks otrzymasz książkę i ebooka w cenie książki!

Fragment

Prolog

Podobno dzieci często zmieniają zdanie, gdy pytane są o to, co będą robić w przyszłości. Standardowo mówią o byciu lekarzem, nauczycielem, policjantem czy strażakiem. Ja od zawsze mówiłam jedno. Wiedziałam, że moja przyszłość ma tylko jedną możliwą trasę. Trudną, lodowatą, ale dla mnie najpiękniejszą.

Sunęłam po lodzie, wykonując kolejne piruety i podskoki. Widownia klaskała głośno wykrzykując przy tym moje imię. Właśnie tak miała wyglądać przyszłość i nikt ani nic nie mogło tego zmienić. Lód i ja stanowiliśmy jedność. Coś jak durne porównanie dwóch połówek pomarańczy, tylko my byliśmy sobie wierni. Bo jak to nazwać inaczej? To uczucie, kiedy wkładając łyżwy, wiesz, że zaraz będziesz latać. I choć nie masz skrzydeł, pofruniesz wysoko, a lód przyjmie twój upadek i sprawi, że nie poczujesz bólu. Pozwoli wbić czubek, by za chwilę płozy znów sunęły dalej. I tak bez przerwy. Bez końca. Na zawsze!

Lena

Trenowaliśmy już szóstą godzinę, lecz obydwoje wiedzieliśmy, że warto. Zdawaliśmy sobie sprawę, że od długości i intensywności zależy nasza przyszłość, która, na dzień dzisiejszy, prezentowała się perfekcyjnie. Para w życiu i na lodzie. A teraz jeszcze doszła wizja igrzysk olimpijskich, które miały rozpocząć się już za trzy tygodnie.

– Lena, proszę cię, odetchnijmy trochę. Nie czuję nóg, a jak jeszcze chwilę będę w tych łyżwach, to nie pozbędę się przeklętych pęcherzy – prosił Jacek, dla którego ponowne powtarzanie tego samego układu nie miało sensu.

Uważał, że wszystko już robimy świetnie, a kolejne treningi jedynie utwierdzają nas w tym przekonaniu. Cieszyłam się, że przynajmniej on miał w sobie sporą dawkę pewności siebie, która i mnie by się teraz przydała. Ja doskonale wiedziałam, że jest wielu, którzy są od nas lepsi. Technicznie, ale także w zgraniu, czego nie rozumiałam. Przecież jeździliśmy ze sobą już od dziesięciu lat, a od ponad trzech byliśmy parą również w życiu.

– Jeszcze raz i dam ci spokój, tylko wyrzuć mnie mocniej, żebym zrobiła poczwórnego toeloopa.

– Uzgodniliśmy, że będzie potrójny – przypomniał mi. – Wiesz, że to niebezpieczne.

– Kochanie, pamiętasz, ile nas kosztowała ta kwalifikacja? – Tym razem to ja chciałam odświeżyć jego pamięć. – Nie po to walczyliśmy, aby już na wstępie się poddać. A poczwórny toeloop uplasuje nas naprawdę wysoko.

Potrząsnął głową, nie zgadzając się z moją wizją naszego występu na najważniejszym turnieju. Igrzyska zimowe! Tak wielu o nich marzyło, a nam się naprawdę udało. I pomyśleć, że teraz tak niewiele zostało, by pokazać się z najlepszymi.

– Pod warunkiem, że wyjdzie – rzucił, trochę niedowierzając.

Pojechałam bliżej, aby zarzucić mu ręce na szyję i pocałować delikatnie.

– Wyjdzie, bo się kochamy i kochamy to cholerstwo. – Wskazałam na jego czarne łyżwy.

– No dobra, ostatni raz.

Tańczyliśmy bez muzyki, nie mogąc dojść do porozumienia, który kawałek będzie najlepszy do naszej choreografii. Tata siedział na widowni z telefonem w dłoni, aby nagrywać kolejną próbę. Wiedziałam, że oczy mogą nie ujrzeć wszystkiego, lecz kolejne odtworzenia pokażą nasze błędy, których musimy się pozbyć w ciągu najbliższych trzech tygodni. Patrzyłam ukradkiem na Jacka, który idealnie wchodził w piruety, będąc dumna, że moje życie ułożyło się właśnie w ten sposób. Lata temu, gdy tata nalegał, byśmy jeździli razem, byłam oporna, marząc bardziej o solowej karierze a nie przydziale do par sportowych, jak to miało miejsce teraz. Lecz nie żałowałam. Czułam, że każdy nasz synchron jest tak samo idealny jak nasz związek, w którym nie brakowało fajerwerków.

– Brawo, kochani! – Tata klaskał, idąc w naszą stronę. – Wieczorem obejrzymy materiał. Dla mnie teraz byliście bezbłędni.

Jacek spojrzał na mnie niepewnie, sprawdzając, czy jestem bardzo zła. Tak bardzo nalegałam na wyższy wyrzut, a on specjalnie nie dał mi szansy, bym okręciła się cztery razy. Poczwórny toeloop od zawsze był moim marzeniem, a teraz mógł dać nam szansę na wygraną. Ja byłam na niego gotowa, lecz jak widać Jacek wciąż w to nie wierzył.

– Dlaczego wieczorem? Zawsze oglądaliśmy nagrania zaraz po treningu.

– Lenka, nie powiedziałaś Jackowi o kolacji? – Tata zerknął na mnie pytająco, a ja jedynie się uśmiechnęłam.

Doskonale wiedziałam, że mój chłopak nie będzie zadowolony, kiedy powiem mu o rodzinnym spotkaniu, w którym mieli uczestniczyć także jego rodzice. Nie lubił takich szopek, a mnie w zasadzie były one obojętne. Podchodziłam do tego zadaniowo. Coś jak “zakuć, zdać, zapomnieć” na studiach, zastąpione “posiedzieć, zjeść, wyjść”.

– Teresa i Marzena chcą uczcić waszą kwalifikację – wyjaśnił tata, lecz mina Jacka wciąż była daleka od radości – a ja przez to muszę jeszcze podskoczyć do sklepu, żeby było w czym usta zamoczyć.

Odwrócił się i nie czekając na nas, ruszył w stronę wyjścia.

– Który to już raz będziemy świętować? – zadrwił Jacek, siadając na ławce, by odwiązać łyżwy.

– Potraktuj to jak ja i pomyśl, jakie mamy szczęście, że nasi rodzice się przyjaźnią.

Zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów, lekko unosząc przy tym kąciki ust.

– Okej, ale obiecaj, że nie zabawimy tam długo i znajdziemy też czas dla siebie. – Złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie.

Usiadłam na jego kolanach i zbliżyłam usta do jego zimnych warg, które pod wpływem chwili stały się gorące i mogłyby stopić lód znajdujący się niedaleko nas.

– Obiecuję, że wynagrodzę ci wszystko – uniosłam dwa palce do góry na znak złożenia obietnicy – tylko musimy wybrać także piosenkę.

– Nie mam nic przeciw striptizowi, skarbie. – Jego oczy aż błysnęły. – Nie od dziś wiem, że twoje zwinne ruchy mogą przyprawić nie tylko mnie, ale i innych o szybsze bicie serca.

Uśmiechnęłam się pod nosem, po raz kolejny zbliżając twarz, aby go pocałować. Nie potrafiłam opisać swojego szczęścia, gdy tak o mnie mówił, a pocałunki zdawały się być odpowiedzią na wszystko. Muskałam lekko jego rozgrzane wargi, nie mogąc doczekać się wieczoru, i nie kolację miałam w tym momencie na myśli.

– Dobra, wystarczy. – Oderwał się ode mnie. – Jeśli mam jeszcze dziś jakoś funkcjonować, to koniec tego dobrego. – Odruchowo spojrzałam na jego nabrzmiałe krocze, ciesząc się, że on czuje to co ja. – Ale dzień się jeszcze nie skończył.

– Założę nową bieliznę – kusiłam go – albo nie, w sumie po co mi ona?

– Zbereźnica. – Cmoknął mnie w policzek, unosząc jednocześnie z kolan – Moja seksowna kokietka. Usiądę naprzeciwko i będę pieścił stopą…

Zatkałam mu usta dłonią, nie chcąc słuchać więcej. Do kolacji pozostała jeszcze godzina, a ja już czułam, że płonę.

– Nie mów, lecz zrób to – zachęciłam go, idąc w stronę wyjścia.

– A łyżwy? – zawołał za mną, przypominając, że ich nie zdjęłam.

W przeciwieństwie do Jacka ja nie czułam pęcherzy. Rodzice często śmiali się, że chyba urodziłam się w łyżwach, co po części było prawdą. Przecież tato był trenerem, a mama zaczęła rodzić podczas jednego z turniejów i już chyba wtedy wiedzieli, że zostanę łyżwiarką. A może jeszcze wcześniej? Sama nie pamiętałam dnia, kiedy pierwszy raz założono łyżwy na moje małe stopy, jednak wiedziałam, że od kiedy sięgam pamięcią to właśnie lodowisko było moim azylem. To tu czułam się bezpiecznie, wyzbywałam się wszelkich problemów.

Małgorzata Falkowska boleśnie pokazuje, jak jedna sekunda potrafi pogrzebać nasze największe marzenia. „Na lodzie” to książka pełna emocji i walki odzyskanie siebie i swojej wewnętrznej siły do życia. Polecam.
 Aleksandra Rak, autorka powieści Echo

 Kolejna świetna książka Gosi Falkowskiej! O marzeniach, o które warto walczyć i o uczuciu, które potrafi przenosić góry albo kruszyć lód. Autorka jest królową emocji i niespodziewanych plot twistów, co udowodniła w tej powieści. Opowiedziana w książce historia przyprawi Was o szybsze bicie serca, sprawi, że wylejecie morze łez i długo będziecie dochodzić do siebie. Kac książkowy gwarantowany!
Monika Maliszewska, @maitiri_books

Małgorzata Falkowska przeniosła swoje dziecięce marzenie na karty powieści i wiecie co? Zrobiła to w tak piękny sposób, że sama chciałabym jeździć na łyżwach tak, by mógł podziwiać mnie cały świat! A historia miłosna wplątana w tę powieść niejednokrotnie wycisnęła z moich oczu łzy. Autorka ten rok literacki otwiera w wielkim stylu!
Magdalena Szymczyk, Czytam w pociągu

„Na lodzie” to jedna z tych historii, które zostają z nami na dłużej. Małgorzata Falkowska mówi o straconych i odzyskanych marzeniach, o tym, co nas buduje i niszczy, a przede wszystkim mówi o nienawiści… która wyniszcza. Ta historia roztrzaska wasze serca na drobne kawałeczki, ale czy poskłada je z powrotem?
Justyna Leśniewicz, Książko, miłości moja

Ogień i lód: obok tego połączenia nie mogłam przejść obojętnie. Opowieść o pasji i spełnianiu marzeń, ale i o bólu oraz utracie chęci do życia.
Lena i Krzysiek nie znali się, gdy byli gwiazdami na lodzie, ona — łyżwiarka figurowa, on — hokeista, oboje w szczytowych formach. Jednak życie równie szybko daje, co zabiera, a nie na każdego czeka szczęśliwe zakończenie. Czy bohaterowie pozbierają stłuczone kawałki swojego życia? A może utraconego sensu życia nie da się odzyskać?
Przygotujcie się: gorące sceny tej historii stopią nie jeden lód.
Marta Lis, @pannafox

Historia Leny i Krzysztofa sprawiła, że moje serce pękło… Małgorzata Falkowska stworzyła niezwykle przejmującą, piękną i jednocześnie bolesną opowieść, która udowadnia, że jeden impuls, jedno niespodziewane wydarzenie jest w stanie wywołać lawinę zmian w naszym życiu. Koniecznie przeczytajcie! Serdecznie polecam!
Hanna Smarzewska, Nie oceniam po okładkach

Patronaty

Spełniacze - Małgorzata Falkowska