Marion - Agnieszka Opolska

Marion – Agnieszka Opolska

Nawet z pozoru prosta droga może doprowadzić do miejsc, które na zawsze zmienią nasze życie, a cena za odkrycie prawdy okaże się wyższa, niż przypuszczaliśmy.

Podróż do Paryża w poszukiwaniu śladów historii rodzinnych, kończy się tragicznym wypadkiem. Pod wpływem tragedii Ari maluje cykl przejmujących obrazów, którym zainteresowany jest francuski agent sztuki. Mężczyzny skrywa jednak intencje, które nie są wyłącznie związanie ze sztuką.

Ari powoli odkrywa sekrety przeszłości, które przynoszą jej jeszcze więcej bólu. Dzięki nim jednak zrozumie, że nie da się uciec od własnej przeszłości i musi poznać do końca historię swojej matki. Inaczej nigdy nie będzie w stanie żyć własnym życiem, a brzemię tajemnic będzie z roku na rok cięższe.

Skomplikowane historie rodzinne, nienawiść i miłość – poznajcie do końca historię młodej malarki, Marion Girous. 

Chcesz wiedzieć jak potoczą się dalsze losy Marion ?

Informacje o książce

Rok I wydania: 2021
Format: 14.0×20.5 cm
Okładka: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 266

druk ISBN 978-83-7995-533-6
ebook ISBN 978-83-7995-536-7

Ceny sugerowane:
książka: 34,99 zł
ebook: 29,99 zł

 

Gdzie kupić?
Kupując w MadBooks wspierasz Autora i Wydawnictwo
Kupując w MadBooks wspierasz Autora i Wydawnictwo
Fragment

I: Za naszą przyjaźń!

Trzy lata później

Siedzieli przy dębowym stole. Cecylia przyglądała się palcom Ari, które rozdrabniały naleśnika na mniejsze kawałki.

– Myślisz, że nie widzę? – zapytała.

– Widzę, że widzisz, ale jak tak śledzisz każdy mój ruch, nie mogę jeść.

– Specjalnie pobiegłam do pani Danusi, żeby ze świeżych jajek zrobić… – mówiła z pretensją w głosie.

– Wiem, jesteś najlepsza na świecie. – Chciała ją udobruchać. – Dziękuję. Zjem, jak wrócę.

Cecylia westchnęła i sprzątnęła swój kubek z herbatą.

– Pewnie ten kot wszystko tu pozjada do twojego powrotu. O której będziesz? Wyglądasz jak hak! – Szkło brzęknęło o metalowy zlew.

– Mam malarstwo i rysunek, a potem pojadę do pracowni Lutka. – Tak pieszczotliwie nazywały z Cecylią profesora Nowakowskiego.

Nowakowski i Cecylia zaopiekowali się nią po śmierci Kamila. Dzień po wypadku profesor przyleciał do Paryża i zabrał ją. Nigdy nie zapomni chwili, w której wszedł do salonu Iana.

Jego twarz była blada i zmęczona. Czerwony nos Rudolfa nie miał nic wspólnego z katarem siennym. Ocierał chusteczką oczy i ledwie ją odsunął, znów jej potrzebował. Jego twarz była napuchnięta z bólu, którego nie udawało mu się ukryć. Nie próbował nawet tego robić. Profesor Nowakowski płakał jak dziecko. Ari podeszła do niego z obawą. Czuła, że to wszystko jej wina, czekała na oskarżenie. Otarł oczy i zaciągnął się bez kontroli powietrzem. Zacisnął pięści i patrzył. I w tym spojrzeniu nie było wyrzutu, tylko smutek, tak wielki jak wszystkie niewypowiedziane słowa człowieka, któremu odebrano mowę. I ten nieokreślony w czasie i przestrzeni żal był między nimi. Ari zaczęła się trząść, tonęła w morzu „niestety”, wszystkiego, co nie miało prawa się wydarzyć, w straconym życiu Kamila.

Nie mogła dłużej stać przed nim, więc przylgnęła do jego piersi. Jego chude kości przebijały się przez skórę, poczuła je przez marynarkę. Zawahał się, podniósł rękę i trzymał ją nad jej głową, nie wiedząc, co zrobić. Wtedy zdarzyło się w nim wszystko, wojna żalu i pretensji, ale potem powiedział:

– Zabieram was do domu.

– Gotowa? – Profesor stanął w drzwiach kuchni i uśmiechnął się nieporadnie.

– Nic nie zjadła! – naskarżyła Cecylia. – Mógłbyś na nią wpłynąć!

– Marion, powinnaś więcej jeść – upomniał Ari dla świętego spokoju, bo Cecylia gotowa była powtórzyć to jeszcze pięć razy.

Jedzenie, tak jak kwiaty w ogrodzie i uzdrawiające eliksiry, było obsesją Cecylii. Codziennie rano wypijała napar z miodu z cytryną, potem syrop z czosnku, a na noc miała miksturę z klonu.

Ari wróciła do swojego pokoju po telefon i teczkę. Przez okno wpadało ostre światło poranka. Farba, jej kotka, przemknęła przez ogródek, goniąc jakiegoś owada. Ari otworzyła okno i szepnęła konspiracyjnie:

– Farba! Wyłaź z tych róż! – Ale Farba, niewiele sobie robiąc z jej nakazu, biegła dalej. Gdyby Cecylia to zobaczyła, pewnie obie miałyby kłopoty. Na szczęście kobieta znajdowała się w kuchni, skąd nie było widać ogrodu.

– Farba! – szepnęła głośniej.

Po śmierci Kamila dużo się zmieniło. Cecylia zaproponowała, żeby Ari wprowadziła się do niej. Miała wygodny dom po mężu w Zabierzowie. Dojazdy były długie i męczące, ale lokalizacja rekompensowała wszystko. Budynek znajdował się przy ścianie lasu, wiosną każdego poranka budził ją śpiew ptaków. Oswojone wiewiórki podchodziły pod drzwi, gdzie Cecylia wystawiała im orzeszki. Mieli też zaprzyjaźnioną rodzinę jeży, odwiedzającą ich w ogrodzie. A ogród Cecylii był rajem. Przesiadywała z kotką na ławce wśród krzewów róż i zakłócała odbiór zapachów dymem papierosowym. Profesor zamieszkał z nimi w Zabierzowie zaraz po ich ślubie. Dochód z jego mieszkania w Krakowie stał się źródłem finansowania opieki dla ojca Kamila.

Ari wsiadła do samochodu i Lucjan ruszył z miejsca.

– Profesor Kowalski mówił, że ostatnio nie przychodziłaś na proseminarium.

– Byłam w Słonej. Pani Halina skarżyła się na tę nową opiekunkę.

– Mogłaś mi powiedzieć, sam bym się tym zajął, nie powinnaś…

– Nie martw się, nie opuszczam zajęć.

Na drugim roku z pomocą profesora Nowakowskiego Ari przeniosła się na malarstwo, miał tam więcej wpływów, wielu profesorów pod naporem jego próśb przymykało oko lub całkiem ślepło na jej nieobecności lub zaniedbania. Tamten rok po wypadku był odległym i bolesnym wspomnieniem.

– Wiem, że nie opuszczasz zajęć. Nie to chciałem powiedzieć… Powinnaś spotkać się z przyjaciółmi, zabawić trochę.

– Zastanowię się.

– Zadzwoń do Justyny, pójdźcie gdzieś razem.

Znów przyjaźniły się z Justyną, chociaż po rozstaniu z Pascalem bardzo się zmieniła. Dużo imprezowała i zdecydowanie za dużo piła. Często włóczyła się po klubach z Agatą, lesbijką, która ich zaatakowała w kamienicy na Kołłątaja. Brzmiało to raczej jak kiepski żart, ale Justyna i Agata mieszkały razem.

– Ok.

Dojechali do placu Matejki. W okienku portiera siedział młody mężczyzna i gapił się na wyświetlacz swojego telefonu. Pan Antoni odszedł na emeryturę rok temu. Nic wokół nie było już takie samo.

W pracowni nie zastała nikogo oprócz modelki, która zaczęła się przygotowywać do pozowania. Ari miała malarstwo pięć dni w tygodniu. Zajęcia prowadził pan Kapustka, który temperamentem przypominał ślimaka skrzyżowanego z misiem koala. Był flegmatyczny, a mówił tak powoli, że zanim skończył zdanie, sam gubił wątek. Niejednokrotnie powiedział coś tak głupiego, że jego teksty krążyły po akademii miesiącami, bawiąc studentów. Na przykład słynna wypowiedź: „Znajomość anatomii jest konieczna, żeby forma miała… (tu zgubił wątek) przerwę na papierosa”.

Wyjęła blejtram i czekała, aż zjawi się Kapustka i powie modelce, co ma robić. W międzyczasie dotarł Filip, kolega z roku, zaspany i na kacu. Usiadł na podeście obok nagiej modelki i jęknął:

– Marion…

Ari zaczęła wyciskać farby na paletę.

– Marion, powiedz… – zebrało mu się na pogawędki. Napił się piwa, które dosłownie znikąd pojawiło się w jego ręce. – Czy wszystkie kobiety są dziwkami?

Popatrzyła na jego zdewastowaną wczorajszą imprezą postać.

– Są takimi dziwkami jak faceci kurwiszonami. Potrzeba nakręca rynek – powiedziała i zakręciła tubę.

– Marion, jak ty wszystko wiesz. Jesteś jedyną kobietą, z którą mógłbym się ożenić.

Uśmiechnęła się. Filip wydoił do końca piwo i wydawało się, że znów jest pijany.

– Powinieneś wrócić do domu wytrzeźwieć.

– Nie. Przyszedłem malować. Kapustka się wkurwi, a wkurwiona kapustka to już prawie bigos.

Jakoś sobie nie wyobrażała profesora Kapustki w stanie wkurwienia. Jego intonacja nigdy się nie zmieniała, zawsze brzmiała jak usypiająca mantra. O wilku mowa. Kapustka wolnym i sennym krokiem wszedł do sali i powiedział rozciągającym się jak guma do żucia głosem:

– Dzień dobry.

Modelka stała w kontrapoście, jej ustawienie było identyczne jak ostatnio. Kapustka się nie wysilił albo w ogóle zapomniał, jaka poza była wcześniej. Ari przeciągnęła sztalugę i zaczęła malować z innej perspektywy. Filip stanął tuż obok i zaczął mówić:

– Może wpadniesz do akademika? Wieczorami u nas się dzieje, ludzie wpadają z alkoholem, czasami ktoś robi zadanie…

Jego potok przerwał ochrypły głos Justyny:

– Słyszałam, że potrzebujesz rozrywki, ale tutaj już ktoś ci jakąś proponuje! – Ari odwróciła się.

Dziewczyna miała na nosie przyciemniane okulary. Poprawiła włosy, które aktualnie sięgały jej do ramion. Po rozstaniu z Pascalem rytualnie obcięła je na krótko. W uchu miała tunel rozmiaru małego guzika, a na ręce nowy tatuaż przedstawiający czarny kwiat .

– Dzwonił do ciebie Rudolf? – zapytała Ari, zdziwiona jej nagłą obecnością.

– Przypadkiem wpadłam na niego na korytarzu i zgadaliśmy się… A skoro dawno cię nie widziałam, postanowiłam zaszczycić cię swoją obecnością.

Filip odchrząknął, żeby go przedstawić. Justyna zerknęła na niego i uśmiechnęła się kącikiem ust, którym wydawała się mówić: „Czego chcesz, żałosna kreaturo płci męskiej?”.

– To Filip… – Chłopak wyciągnął rękę, którą po chwili opuścił z braku zainteresowania nią Justyny.

– Wychodzimy do klubu w piątek… – powiedziała.

– Może mógłbym się przyłączyć? – wtrącił się Filip.

– My lesbijki wychodzimy do klubu – poprawiła się i kontynuowała. – Zadzwonię do ciebie, żeby potwierdzić godzinę i miejsce.

– Nie jestem w nastroju na kluby. Poza tym mam sporo pracy.

– Jasne – prychnęła. – To odwiedź mnie chociaż wieczorem, obiecałam Rudolfowi, że cię gdzieś wyciągnę. Możesz zostać na noc, jak zechcesz.

– Zobaczę…

– Przestań to powtarzać. I przestań myśleć tylko o sobie! Mam ci przypomnieć?!

Patrzyła na Ari wściekła, jakby wszystkie tamte dni wydarzyły się wczoraj.

– Będzie Agata?

– Nie. Wyjechała na konferencję. – Puściło ją. Znów była obojętna.

Agata studiowała na wydziale porównawczych studiów cywilizacji na UJ, robiła doktorat i dość często wyjeżdżała.

– Dobrze, przyjadę.

Justyna odwróciła się i odeszła bez pożegnania.

 – Fajna jest – rozmarzył się Filip.

– Podobno ze mną chciałeś się żenić – przypomniała mu Ari.

– Oczywiście, Marion, tylko z tobą… – Popatrzył swoimi mętnymi od piwa oczami. – Naprawdę jest lesbą? – Zerknął na sylwetkę Justyny znikającą w korytarzu.

– Nie widać?

– Nie. Uśmiechnęła się do mnie tak zalotnie.

Ari prawie się roześmiała. Gdzie on widział zalotny uśmiech Justyny?

Dość tego gadania! Ari zanurzyła pędzel w farbie, rozcieńczony olej skapnął na jej nowe spodnie. Wyjęła chusteczkę z kieszeni i tarła nią po plamie.

– To jak, może nie dziś, ale kiedy indziej wpadniesz do nas do akademika? – zapytał.

– Filip, skup się na malowaniu – mówiła rozdrażniona, widząc, że plama staje się coraz większa.

Bardzo czekałam na kontynuację historii płomiennorudej malarki Ari. Jej losy opisane są tak plastycznie, że tę opowieść odbiera się niemal wszystkimi zmysłami. Mimo to autorka wciąż pozostawia czytelnikowi pole do wyobraźni. Podsuwa wskazówki, ale pozwala na snucie własnych teorii. Jest to jeden z powodów, dla których cenię twórczość Agnieszki Opolskiej. Zapewniam, że przy tej książce nie można się nudzić, a klimat suspensu utrzyma napięcie do ostatniej strony. 
Ada Johnson, autorka powieści „Kalendarz z Dziewuchami” oraz „Kronika Strasznego Dworku, czyli Wakacje z Dziewuchami”

Jesteś moja zgubą