Marcin - Patrycja Żurek

PATRONI

Marcin - Patrycja Żurek

Marcin – Patrycja Żurek

Opowieść, której bohaterowie zanurzeni są w beznadziejnej rzeczywistości jednego ze śląskich miast. Wychowani w „dzielnicy cudów” pragną ponad wszystko wyrwać się z przytłaczającej codzienności. Nie jest to jednak łatwe. Pochodzenie mają zapisane w DNA, krąży w ich żyłach, jest wypisane na ich twarzach.

Historia ludzi przegranych już na starcie. Choć różnią się od siebie bardzo, to jednak ich życie toczy się wedle podobnego schematu i zmierza w tym samym kierunku. Czy odnajdą w nim sens i siłę do walki o swoje? Czy może poddadzą się i popłyną z nurtem wydarzeń prowadzących do tragedii?

Czy niektórzy rodzą się skazani na porażkę?

Informacje o książce

Rok I wydania: 2020
Format: 14.0×20.5 cm
Okładka: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 282

druk ISBN 978-83-7995-486-5
epub ISBN 978-83-7995-487-2
mobi ISBN 978-83-7995-488-9

Ceny sugerowane:
książka: 34,99 zł
ePub: 29,99 zł
mobi: 29,99 zł

 

Gdzie kupić?
Kupując w MadBooks wspierasz Autora i Wydawnictwo
Kupując w MadBooks wspierasz Autora i Wydawnictwo
Fragment

Anna oderwała wzrok od szyby, na której osiadło kilka płatków mokrego puchu. Gwiazdki przy zetknięciu ze szkłem zmieniały się w krople wody. Przypominały łzy na twarzy Mariki, która przyszła godzinę temu.

– Mogę wejść? – spytała, stając w progu.

Anna na jej widok zakryła usta dłonią.

– Oczywiście – powiedziała. Zerknęła na drzwi do sypialni męża, ale pozostały zamknięte. Nawet jeśli je słyszał, niewiele go to obchodziło. I dobrze. Nie chciała, by oglądał jej przyjaciółkę w takim stanie. – Co się stało?

– Daj mi chwilę.

Marika poszła do łazienki, dziwnie wolno stawiając kroki, jakby się bała, że upadnie. Spędziła tam prawie trzy kwadranse. Anna w tym czasie przypatrywała się pogrążonej we śnie ulicy. Zauważyła tylko tego dziwnego Marcina, jak skradał się, szukał cienia, jakby światło mogło zrobić mu krzywdę. Poza tym chodniki pozostawały puste. Nie poświęciła mu jednak ani jednej myśli więcej, bo drzwi z łazienki skrzypnęły i Marika wróciła do pokoju.

Wyglądała trochę lepiej niż przed kilkudziesięcioma minutami. Uczesała potargane włosy, umyła twarz, jednak nawet staranny makijaż nie ukrył krwawych siniaków wokół oczu i ust oraz pękniętej wargi.

– Opowiesz mi? – Anna usiadła na kanapie i poklepała miejsce obok.

Marika przycupnęła na skraju fotela i poważnie spojrzała na przyjaciółkę. Przygryzła wargę, sycząc z bólu, bo strupek, który już zdążył się pojawić, właśnie pękł.

– Powiedz najpierw, jak się czujesz – wychrypiała z trudem i odkaszlnęła. – Mdłości minęły?

– To teraz nie ma nic do rzeczy. – Anna dotknęła wypukłego brzucha i spojrzała na Marikę z wyrzutem. – To nie popołudniowa herbatka. Nie wpadłaś ot tak, z wizytą, więc odsuńmy na bok bzdury.

Marika westchnęła, przymknęła obolałe powieki. Oczy piekły od niewylanych łez, które w tym momencie stoczyły się po policzkach.

– Nawet nie wiem, od czego zacząć, Aniu – powiedziała. – Jakiś czas temu straciłam pracę w tym cholernym sklepie. Nie, nie zwolnili mnie, jeśli o to chciałaś zapytać. Odeszłam, ale mniejsza o powody. Nie mówiłam, bo nie chciałam cię obarczać. Myślałam, że coś wykombinuję. Przez kilka tygodni zastanawiałam się, jak mam zarobić na cholerny czynsz i resztę rachunków.

Anna słuchała bez słowa, potakiwała jedynie skinięciami głowy.

Marika przez chwilę rozplatała i zaplatała chude palce. Po chwili jednak znów zaczęła mówić:

– W końcu trafiłam na ogłoszenie w gazecie. Niby nic wielkiego, jakiś facet szukał osoby do towarzystwa dla syna. Na bal maturalny. Posłałam zgłoszenie ze zdjęciem i jakoś poszło. To przywiodło mi na myśl pewien pomysł…

– Chyba nie chcesz powiedzieć…? – Anna urwała w pół słowa, nie wiedziała, jak dokończyć myśl. Przez jej szyję i ramiona przebiegł nieprzyjemny dreszcz.

Marika spuściła wzrok, próbowała połamanymi paznokciami oderwać od kciuka zadraśniętą skórkę.

– Sama nie wiem, czego się spodziewałam, ale na pewno nie tego – mruknęła w końcu, gdy milczenie zaczęło jej ciążyć. – To miał być eksperyment. W sumie dość udany.

– Co masz na myśli? – Głos Anny rozbrzmiał ostro, nieprzyjemnie i Marika skuliła ramiona.

– Facet, z którym się umówiłam, to jakiś bogaty dupek. Biznesmen pełną gębą i nawet nie wiem, jak go opisać. Z wyglądu całkiem fajny, wysoki, ciemnowłosy i postawny. Elegancki, pełen dobrych manier…

– Właśnie widzę – wtrąciła Anna, wykonując dłonią gest w stronę twarzy przyjaciółki. – Gentleman jak chuj.

– Nie oceniaj zbyt pochopnie. – Marika wstała i zaczęła niespokojnie krążyć po pokoju. Na jej czole to pojawiała się, to znikała zmarszczka, jakby dziewczyna biła się z myślami.

– Opowiadaj dalej. Nie będę oceniać, przynajmniej się postaram, ale musisz być szczera.

– Tak, wiem. – Usiadła i znów wstała. – Na razie mam taki mętlik, że nie jestem pewna, co chcę powiedzieć.

– Najlepiej wszystko. Jak na spowiedzi. – Anna usiłowała się uśmiechnąć, co wyszło nieco sztucznie, ale Marika nie odwzajemniła grymasu.

Nawet go nie zauważyła, wpatrzona w tańczące za oknem płatki śniegu.

– W sumie to nie planowałam zostać dziwką.

Anna wciągnęła ze świstem powietrze.

Marika uparcie unikała jej wzroku.

– To miało być czysto biznesowe spotkanie. Chociaż nie, okłamuję i ciebie, i siebie. Byłam nastawiona na to, że może się to tak skończyć. Powiedziałam, że nigdy czegoś takiego nie robiłam i nie jestem pewna, czy się nie wycofam. Zabrał mnie na obiad do restauracji w Katowicach i długo rozmawialiśmy. Ujął mnie swoją historią – zakpiła.

– O okrutnej żonie, która go nie kocha, i o tym, jaki to jest samotny? – prychnęła Anna.

Marika zerknęła na nią, ale kiedy zauważyła zmarszczone brwi i zaciśnięte usta przyjaciółki, powróciła do obserwacji ulicy. Jedna z latarni migała miarowo i było w tym widoku coś kojącego.

– Prawie. To bardziej skomplikowane, ale nie będę o tym mówić. Nie chcę naruszać jego zaufania.

– Jak sobie życzysz.

– Nie gniewaj się. To, co powiedział, poruszyło mnie. Chociaż nie w takim kontekście, o jakim myślisz. Facet, wyobraź sobie, nie miał orgazmu od kilkunastu lat!

– I niby z tego powodu mam mu współczuć? – Anna skrzywiła usta. – Chyba żartujesz?

– Problem jest o wiele głębszy, niż ci się wydaje. – Marika zdawała się nie zauważać ironicznego tonu przyjaciółki. – Byłam pewna, że mogę mu pomóc.

– Dając się katować? – prychnęła Anna, nerwowo obgryzając paznokcie.

Marika słyszała, jak delikatna płytka trzaska pomiędzy twardymi zębami, i poczuła przebiegające po plecach dreszcze obrzydzenia.

– Wręcz przeciwnie – kontynuowała, starając się zagłuszyć okropny dźwięk, który przywodził na myśl łamane kości. – Poszliśmy do łóżka. Nie bardzo wierzył w powodzenie tego eksperymentu, ale pozwoliłam mu robić ze sobą wszystko, na co tylko miał ochotę…

– Faktycznie jak rasowa kurwa – wtrąciła złośliwie Anna.

Popatrzyła na Marikę ze ściągniętymi brwiami. Noga podskakiwała jej nerwowo, ale zdawała się tego nie zauważać, wytrącona z równowagi tą rozmową.

– Daj spokój. – Marika uniosła głos i położyła zaciśnięte pięści na biodrach. – Jeżeli masz tak reagować, nie będziemy więcej rozmawiać. Myślałam, że powstrzymasz się od ocen chociaż do momentu, aż skończę mówić.

– Dobrze, już dobrze. – Anna spuściła wzrok, jakby zawstydzona. – Przepraszam. Mów.

– Dzięki.

Marika znów odwróciła się od okna. W szybie widziała zniekształconą sylwetkę przyjaciółki. Okrągły brzuch, który gładziła bezwiednym gestem każdej ciężarnej. Ciężkie piersi okryte tylko cienkim materiałem bluzki, z wyraźnie sterczącymi sutkami. Twarz opuchniętą i zmęczoną, jakby nie przespała kilku nocy z rzędu. Postanowiła zapytać później o powody jej zmęczenia, ale myśl uleciała, zanim zdążyła ubrać ją w słowa. Teraz najważniejsze było to, co zdarzyło się kilka godzin temu, a co odczuwała nie tylko boleśnie na twarzy, ale także, a może przede wszystkim, jako pulsujące zadowolenie u złączenia ud.

– Sama nie wiem, Anka, skąd we mnie taka odwaga. Dobrze wiesz, że mam dość skromne doświadczenia seksualne. Kiedy odpowiadałam na to ogłoszenie, nie miałam zamiaru z nim spać. – Zamilkła na chwilę, analizując to, co powiedziała. Brzmiało jak tania wymówka. – Jednak ten człowiek w jakiś sposób jest mi bliski. Może to zabrzmi dziwnie – zaśmiała się chrapliwie, bez radości – ale go rozumiem. Jest samotny, nieszczęśliwy i zagubiony.

– A nie wydaje ci się, że sprzedał ci tanią bajeczkę, by móc cię przelecieć? – Anna nie wytrzymała, musiała skomentować.

Marika popatrzyła na nią przelotnie. Też się nad tym zastanawiała.

– Być może. W końcu jest bogaty, a oni chyba nie mają problemów. Chociaż pewnie mają, tylko inne niż nasze. Jego frustracja rosła z każdym seksualnym niepowodzeniem i nie ma się czemu dziwić. To chyba normalne, że facet jest zirytowany, kiedy nie może spuścić z krzyża.

– Jesteś ordynarna. Zlituj się nade mną. – Anna pochyliła się, chowając twarz w dłoniach. – Niedobrze mi się robi na samą myśl. Chcę to mieć za sobą, więc przejdź do sedna.

– Jasne. – Marika wzruszyła ramionami. Nigdy nie potrafiła zrozumieć niechęci Anny do spraw cielesnych. Dla niej ciało było czymś wyjątkowym i dbała o siebie najlepiej, jak potrafiła. Przyjaciółka wręcz przeciwnie. Nawet teraz Marika dostrzegała na jej piżamie ciemne plamy potu. Czuła też specyficzny, lekko duszący zapach niemytego ciała.

– Więc? – ponagliła Anna, patrząc wyczekująco. W jej wzroku było coś chorobliwego, ciekawość pomieszana z lękiem i obrzydzeniem.

– Na początku wszystko odbyło się standardowo. Wynajęliśmy pokój w hotelu, apartament raczej, bardzo elegancki i na poziomie. Wzięliśmy kąpiel, żeby się odświeżyć, bo wiesz, jak to jest po całym dniu.

Anna wzruszyła ramionami, nie zrozumiała aluzji, na co Marika westchnęła w duchu.

– Później gra wstępna, podczas której rozgrzał mnie do czerwoności, jak to się mówi – relacjonowała z wyczuwalną satysfakcją. – No i sam seks, który trwał i trwał, aż zaczęłam czuć ból. Widziałam jego twarz pełną napięcia. Zamknął oczy, jakby chciał zapomnieć o tym, gdzie się znajduje, i wywołać orgazm samą siłą woli.

– Nie udało się? Dlatego cię pobił? – zapytała domyślnie Anna, kiwając głową w pozornym zrozumieniu. Jej twarz zdawała się zrobiona z gazetowego papieru, który ktoś pogniótł i wyrzucił do kosza. Pełna cieni, załamań i zmarszczek wyglądała w tamtym momencie jak twarz starej kobiety.

– Wręcz przeciwnie. Powiedziałam, że ma zrobić to, na co ma ochotę. Więc odwrócił mnie tyłem i zaczął bić. Początkowo były to przyjemne, bardzo podniecające klapsy. Jęczałam, bo mi się to naprawdę podobało. Ale mu nie wystarczyło, więc znów zmieniliśmy pozycję. Na misjonarską tym razem. I wtedy mnie uderzył. Raz, drugi i trzeci. Za każdym razem coraz silniej. Czułam, jak bardzo blisko jest, więc wysunęłam biodra i krzyczałam z rozkoszy i bólu, kiedy wymierzał mi kolejne razy.

– To straszne. – Anna poszarzała na twarzy i wyglądała, jakby miała zemdleć.

– Ale doszedł! – Marika klasnęła w dłonie, pełna wewnętrznej dumy. Oczy jej lśniły i Anna pomyślała, że dawno nie wyglądała tak pięknie. – Leżeliśmy później w ciemnościach, a ja starałam się nie płakać. Chociaż nie wiem, czy łzy ciekły, bo bolało, czy dlatego, że byłam szczęśliwa.

– Co jest z tobą nie tak? – Przyjaciółka poderwała się z kanapy i tym razem to ona wyjrzała przez okno. Śnieg przestał padać i tylko mokry asfalt lśnił w pomarańczowej poświacie latarni. Próbowała uspokoić oddech, ale wzburzenie nie chciało minąć. Marika czekała spokojnie, siedziała na fotelu i machała nogą. W końcu powiedziała:

– Gdybyś mogła zobaczyć jego twarz po wszystkim. Chyba nigdy nie widziałam niczego tak pięknego.

– Bredzisz – warknęła Anna.

– Nie. Nieraz zastanawiałam się, skąd twoja awersja do seksu i wszystkiego, co się z nim wiąże. Przecież, na miłość boską, masz męża! I będziesz mieć dziecko, a ono raczej nie powstało przez cudowne zapłodnienie bez zbliżenia.

– Jesteś okropna. – Anna skrzywiła usta w grymasie, odsłaniając krzywe zęby. – Ordynarna. Taka… obrzydliwa. Nie rozumiem twoich słów. Niby pojmuję sens, ale nie jestem w stanie ogarnąć go rozumem. Chcesz się pieprzyć za kasę z nieznanymi facetami, bo to wydaje ci się odpowiednim wyjściem z sytuacji?

– Tak.

– Słyszysz samą siebie? – Anna wyrzuciła w górę dłonie. Skóra ramion, poprzecinana jasnymi rozstępami, zafalowała. Kwaśny odór potu podrażnił czuły węch Mariki. Anna zdawała się go nie zauważać. – Od zawsze chciałaś się stąd wyrwać. Uciec od dzielnicy, która nie oferuje niczego innego niż kradzieże czy puszczanie się. I co? Nagle zamieniasz się w kogoś, kim nigdy nie chciałaś być!

– To zupełnie inna sytuacja. – Marika wstała i podeszła do przyjaciółki. Zauważyła, że piżama Anny jest uwalana jedzeniem. Porzuciła więc pomysł, by ją przytulić, i tylko chwyciła jej lodowate dłonie. – Myślałam o tym, by zacząć tak zarabiać, ale Wiktor…

– Więc potwór jednak ma imię – weszła jej w słowo Anna, ale Marika ją zignorowała.

– Ale Wiktor zapłacił tak dużo, że przez jakiś czas nie muszę robić nic i mogę pomyśleć co dalej.

– Przyznaj, masz nadzieję, że się jeszcze odezwie. – Anna wyszarpnęła ręce i usiadła na kanapie. Oddech miała przyspieszony, na twarz wyległy czerwone plamy. – Prawda? Chciałabyś złapać go za jaja i trzymać, dopóki nie wydusisz ostatniego grosza.

– Musiałabym długo ściskać. – Marika zaśmiała się szczerze. – Facet jest obrzydliwie bogaty.

– Nie wiem, kiedy stałaś się aż tak pusta – powiedziała Anna drewnianym, pozbawionym emocji głosem. – Znam cię całe życie, a jakbym nie znała w ogóle.

– Nie oceniaj zbyt surowo. Naprawdę mam już dosyć tego wszystkiego. Próbowałam tak wielu rzeczy, że ta wydaje się błahostką.

– Poddajesz się zbyt łatwo. – Anna westchnęła.

– Chyba żartujesz? – Marika uniosła głos, niesiona na fali gwałtownego gniewu, który wznieciły słowa przyjaciółki. – Zrezygnowałam ze szkoły, bo ciotka była tak chora, że nie poradziłaby sobie sama. Pochowałam rodziców, gdy zmarli, a później ją i mam wrażenie, że to najlepiej mi w życiu wychodzi. Nie było mowy o powrocie do nauki, nie miałam możliwości, jeśli chciałam się utrzymać! Dobrze o tym wiesz. Próbowałam wszystkiego, do jasnej cholery, ale zawsze było za mało.

– Marika…

– Nie, Aniu, nic nie mów. Patrzyłaś na to wszystko z perspektywy domowego ogniska, otoczona opieką i zawsze mająca co jeść. Może i cię strofowali, ale w moim odczuciu wynikało to z miłości, niczego innego. Mogłaś osiągnąć tak wiele, ale zamiast tego osiadłaś na laurach. Poznałaś Tomka i ułożyłaś sobie życie. A ja nadal harowałam. Ty mieszkasz w pięknym mieszkanku, które ma centralne ogrzewanie, panele i wannę. Ja gnieżdżę się w klitce cztery na cztery, gdzie ubikacja jest na klatce schodowej, i muszę palić w piecu, by się choć trochę ogrzać. A jedynym moim towarzyszem w tym syfie jest grzyb pokrywający ścianę, pod którą śpię na rozlatującym się łóżku! – Zabrakło jej tchu.

– Jesteś niesprawiedliwa.

– Tak jak ty. – Marika prawie wypluła te słowa.

– Ciebie przynajmniej nikt nie nazywał grubą, śmierdzącą świnią.

– Za to przed chwilą od najlepszej przyjaciółki usłyszałam, że jestem kurwą. – Marika wstała, założyła kurtkę i wcisnęła szpilki, które nagle stały się zbyt małe. – Dziękuję za taką pomoc. – Wyszła, trzaskając drzwiami.

Książka Patrycji Żurek to powieść obdzierająca z iluzji, jaką nakłada na nas świat każdego dnia. „Marcin” to lektura mocna, grająca na czułych strunach ludzkiej duszy, sprawiająca, że przystaniemy na moment i zastanowimy się, co tak naprawdę stanowi o człowieczeństwie, a co o byciu diabłem w ludzkiej skórze.
Alicja Wlazło, autorka powieści „Nim nadejdzie świt”

„Marcin” to książka, która pozostanie we mnie na dłużej. Trudno powiedzieć coś więcej niż, że było to wielkie, pełne emocji WOW. Polecam z całego serca!
Małgorzata Falkowska, autorka powieści „Spełniacze” i „Na lodzie”

Patrycja Żurek nie boi się poruszać tematów trudnych, brudnych i owianych tabu. To odważna opowieść o tym, jak wielki wpływ ma na nas środowisko, w którym dorastamy i jak wielkie piętno na nas odciska. To walka przeszłości z teraźniejszością, pytanie tylko która z nich wygra…
Justyna Leśniewicz, Książko, miłości moja

Czasem marzenia rozbijają się z hukiem o szarą rzeczywistość życia, bywamy samotni wśród ludzi, odtrącamy pomocną dłoń i nie chcemy słyszeć bolesnej prawdy. Przeszłość to coś, co nie daje nam uciec, szczególnie kiedy teraźniejszość to walka o każdy dzień. Książka Patrycji Żurek jest mocna, emocjonalna i po prostu bardzo dobra. Powinniście ją przeczytać.
Agnieszka Caban- Pusz, Papierowe strony

Poruszająca historia o chęci wyrwania się z życiowej monotonii i beznadziei. Do bólu prawdziwa, ukazująca ludzkie tęsknoty oraz słabości, które często okazują się największą przeszkodą na drodze do szczęścia, spełnienia i poczucia sensu życia. To książka, którą trzeba przeczytać!
Monika Halman, Halmanowa

Historia autorki ocieka dramatem, smutkiem, a czasem i brakiem zrozumienia człowieka. Mogłabym powiedzieć, że jest do bólu prawdziwa. Bo na świecie są takie osoby jak nasi bohaterowie. Ludzie, którzy doświadczają biedy, choć pragną wieść lepsze życie, ale nie mają perspektyw. To historia, która otworzy nam oczy na wiele istotnych spraw. Zachęcam do przeczytania.
Grażyna Wróbel, Czytaninka

 

Marcin - Patrycja Żurek