Bluszcz - Emilia Kunbaszak

PATRONI

Ari - Agnieszka Opolska - patronaty

Bluszcz – Emilia Kubaszak

Beacie Kornickiej z pozoru niczego nie brakuje do szczęścia. Jest wyzwoloną singielką, która za nic ma uczucia innych, a w szczególności mężczyzn. Uwodzi ich, wykorzystuje i porzuca. Do czasu, gdy trafia na Mirka Tymańskiego — mężczyznę, który budzi w niej nieznane dotąd pragnienia. Beata wspina się na wyżyny swojej determinacji, by wreszcie zaznać prawdziwego szczęścia. Snute przez nią intrygi niczym bluszcz plączą ze sobą los wielu osób. Każda z nich ma swój własny cel i przeszłość, która nie da o sobie zapomnieć.

Daj się porwać zmysłowej i pełnej tajemnic opowieści o toksycznej miłości i ludziach, dla których liczy się tylko własne szczęście, nawet jeśli wiąże się ono z cierpieniem najbliższych. 

Czy Beata jest jak trujący bluszcz?

Informacje o książce

Rok I wydania: 2020
Format: 14.0×20.5 cm
Okładka: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 400

druk ISBN 978-83-7995-549-7
epub ISBN 978-83-7995-550-3

Ceny sugerowane:
książka: 34,99 zł
ebook: 29,99 zł

 

Gdzie kupić?
Kupując w MadBooks wspierasz Autora i Wydawnictwo
Kupując w MadBooks wspierasz Autora i Wydawnictwo
Fragment

1

Niewielu jest ludzi na świecie, którym niczego nie brakuje. Patrząc jednak na pięknego jak Adonis faceta, któremu wyrzeźbione mięśnie lekko drgały pod białą obcisłą koszulką polo, Beta utwierdziła się w przekonaniu, że stoi przed nią jeden z nich. Pewnie zamachnął się kijem i zmrużył oczy, obserwując trajektorię lotu piłeczki. Z zadowoleniem stwierdził, że choć dołek miał w odległości prawie dwustu pięćdziesięciu metrów, udało mu się trafić za pierwszym uderzeniem. W opinii innych sprzyjało mu dziś szczęście. W rzeczywistości osiągnięty wynik był rezultatem jego dążenia do perfekcji. Poza tym zawsze osiągał to, co sobie zamierzył.
Obserwowała go przez całą grę. Miał lekki, trochę nonszalancki sposób bycia. Kręciło się wokół niego mnóstwo kobiet, a on adorował je z gracją, choć Beta nie zauważyła, by którejś poświęcił więcej uwagi. Raz po raz spoglądał na telefon, podnosił przepraszająco rękę w stronę pozostałych golfistów i oddalał się, by odbyć krótką rozmowę. Po powrocie dawał dyskretnie znak kelnerowi, by w jego imieniu, w ramach przeprosin za przerwanie gry, przyniósł wszystkim po lampce szampana.
Beta czekała cierpliwie, aż zakończą partię. Podeszła do mężczyzny w momencie, gdy chował do torby ostatni z używanych dziś kijów.
– Świetnie ci poszło. Obserwowałam cię prawie przez godzinę, muszę przyznać, imponujące uderzenia.
Nadal kucał przy swojej torbie i z tej pozycji podniósł wzrok. Najpierw zobaczył długie, zgrabne nogi, potem jego oczy prześlizgnęły się po białej dopasowanej sukience uwydatniającej wspaniałą figurę kobiety. Na końcu spojrzał w twarz, którą odsłoniła, zdejmując duże okulary przeciwsłoneczne. Podniósł się w momencie, gdy wyciągnęła w jego kierunku rękę na powitanie.
– Beata. Dla przyjaciół Beta.
– Zatem szybko zdobywasz przyjaciół – rzucił ze śmiechem, ściskając delikatnie jej smukłą, wypielęgnowaną dłoń. – Mirek.
– Zdradzisz, jak długo trzeba grać w golfa, by osiągać takie rezultaty?
Na jego ustach pojawił się filuterny uśmiech. Z fałszywą skromnością odpowiedział:
– Kilka lat. Miałem dziś dobrą passę, choć bywało jeszcze lepiej.
Lubiła w mężczyznach pewność siebie graniczącą z próżnością. Jeśli dochodziły do tego zgrabny tyłek i szwajcar na przegubie, namierzała cel. Nie mogła przepuścić takiej okazji. Mirek był materiałem na romans, choć od takiego faceta mogłaby chcieć znacznie więcej.
Godzinę później leżała naga na swoim szalu przerzuconym przez skórzaną kanapę w vipowskim pokoju dla klientów klubu. Strzepnęła popiół z dopalanego papierosa w momencie, w którym Mirek wyszedł spod prysznica. Rzucił okiem na zegarek, zgarnął swoje rzeczy i po chwili był gotowy do wyjścia. Nie dała po sobie poznać, że jest zaskoczona tym pośpiechem. Wstała i nie zadając sobie trudu osłonięcia nagiego ciała, podeszła do okna. Wydmuchała dym przez uchylony lufcik. Pochwyciła spojrzenie Mirka i wzbierające w nim na nowo pożądanie. Rzuciła zmysłowo:
– Nie uważasz, że golf jest jednym z najbardziej erotycznych sportów? Pochylasz się delikatnie, gładzisz grafit kija, bierzesz lekki zamach i uderzasz. – Jej ciało poruszało się przy tym w rytm wypowiadanych słów.
Spojrzał na nią i oblizał wargi. Była niezła w te klocki. Nie miała w sobie ani grama wstydu, zapewne pomagało jej w tym idealne ciało. Nie mógł nazwać jej klasyczną pięknością, ale musiał przyznać, że umiała w siebie zainwestować. Droga bielizna, luksusowe perfumy i permanentny makijaż robiły swoje. Mirek stanął tuż za nią i szepnął w jej włosy:
– Zajmuję się tą grą od dobrych kilku lat. Praktyka czyni mistrza – rzucił lekko, a ona nie wiedziała, czy mówi o golfie, czy też o seksie.
– Lubię się uczyć – wymruczała, następnie zwinnie obróciła głowę i nim się zorientował, zaczęła pieścić językiem jego wargi.
Oderwał się od niej niechętnie. Zabrał ze stołu swój telefon. Gdy uchylił drzwi wyjściowe, dobiegł go jej niski głos:
– Mój numer znajdziesz pod „B”.
Odwrócił się na chwilę i pokręcił z niedowierzaniem głową. Miała tupet.

*

Była pewna, że zadzwoni. Dawała mu trzy dni. Gdy telefon milczał od tygodnia, postanowiła zaaranżować kolejne spotkanie. Trochę ubodła ją cisza z jego strony, nie nawykła do zabiegania o względy mężczyzn. Z reguły to oni łasili się do niej, prosząc o następny raz. Niektórzy potrafili być tak nachalni, że Beta w końcu zaczęła posługiwać się wymyślonym nazwiskiem, by utrudnić natarczywym adoratorom jej namierzenie. Z czasem tak przyzwyczaiła się do niego, że dziwił ją widok napisu Matecka we własnym dowodzie. Dla świata byłą Beatą Kornicką – kobietą, którą wykreowała wiele lat temu i w skórze której czuła się prawdziwą sobą.
Mirek był inny, może to właśnie ten jego dystans tak na nią działał? Przyszła do klubu na kolejną partię golfa. Zaczęli bez niego, co wzbudziło w niej nutę niepokoju. Wyglądała dziś świetnie i żal jej było zmarnować taką okazję. Jednakże tego dnia Mirek się nie pojawił. Podeszła więc do starego znajomego i zapytała słodkim głosem:
– Cześć, Wojtuś. Nie gra dziś z wami ten facet, co ostatnio?
Mężczyzna obrzucił bezpardonowym spojrzeniem sylwetkę Bety. Następnie zawiesił wzrok na wysokości jej biustu, który wylewał się z ciasnego dekoltu sukienki.
– Tymański? – wycedził wolno. – Nie, poleciał w interesach do Bangladeszu czy tam innego Tajwanu.
Przez głowę przeleciało jej retoryczne pytanie, dlaczego kiedyś zadawała się z tym kolesiem? Potem przypomniała sobie o sukience od Wolińskiego, butach od Louboutina i oklaskiwaniu sławnych ludzi w programach telewizyjnych prowadzonych na żywo. Przyznała niechętnie, że ten związek miał jednak jakieś zalety.
– Bangladesz? To chyba dłuższa wizyta?
Spojrzał na nią, kręcąc z niedowierzaniem głową. Celowała coraz wyżej i nie traciła fasonu. Z Wojtkiem umawiała się kilka lat wcześniej. Po rozstaniu on zdążył dorobić się piwnego brzuszka, Beta natomiast wyglądała, jakby czas się dla niej zatrzymał.
– Trzy miesiące – poinformował ją sucho, ściskany żalem swojego mało atrakcyjnego życia towarzyskiego i straconych okazji.
Kiwnęła głową i nie zadała sobie trudu podtrzymywania rozmowy. Bangladesz wystarczył jej za wymówkę dla Mirka. Pamiętała maksymę swojej mamy, która mówiła, że cierpliwi zostaną wynagrodzeni.
Beta zamówiła dwumiesięczny pakiet zabiegów depilacji laserowej. Wykorzystała także dany jej czas na przegląd szafy i zakupy. Nadszarpnęła limit karty kredytowej, szukając luksusowej kreacji w Bazarze Poznańskim. Czuła, że dla Mirka warto się postarać. Wybrała długą, aksamitną, czerwoną suknię z koronkowymi plecami. Łudziła się, że po powrocie Tymańskiego spotka go na charytatywnym koncercie Lions Clubu. Była prawie pewna, że tam będzie. Mężczyźni jego pokroju lubili się pokazywać z dobrej strony. Biznesman musi mieć szlachetne oblicze – ot, złota zasada self-marketingu, na którym znała się jak nikt inny. Jedyny problem tkwił w braku zaproszenia. Usiadła w fotelu, by przeanalizować wpisy w swoim sekretnym notesie. Przesuwała wypielęgnowanym paznokciem pomalowanym lakierem koloru fuksji po liście nazwisk. W końcu postukała palcem w jedno z nich, zastanawiając się jednocześnie nad treścią SMS-a. Postawiła na krótkie, zaczepne pytanie. Odłożyła telefon na szklany stolik, aby już po chwili usłyszeć sygnał nadchodzącej wiadomości. Uśmiechnęła się do siebie z satysfakcją.

2

Kolejne tygodnie Beta spędziła z Larsem – Duńczykiem mieszkającym od kilku lat w Polsce. Pewnej jesieni połączył ich gorący romans, który zakończył się bez określonego powodu. Lars był bajecznie bogaty, dość przystojny jak na jej wysublimowane gusta, a do tego obyty w świecie. Spełniał więc podstawowe kryteria, by znów wziąć go pod uwagę. Oboje nie oczekiwali od siebie więcej aniżeli kilku spotkań w wolne weekendy. Rozstali się w przyjaźni, zostawiając sobie otwartą furtkę. Beta właśnie postanowiła z niej skorzystać.
Lars wydawał się zadowolony z powrotu dawnej kochanki. Miewał romanse, jeden z nich właściwie cały czas trwał, ale czuł do Bety niewyjaśnioną słabość. Ta kobieta dokładnie wiedziała, czego pragnie. Potrafiła być wymagająca, ale warto było spełnić kilka jej zachcianek choćby po to, by złapać zazdrosne spojrzenia swoich ustatkowanych kolegów.
Nie nudziło im się w łóżku, oboje mieli temperament właściwy samotnym trzydziestolatkom. Ponadto Beta świetnie prezentowała się na firmowych bankietach, czarowała jego znajomych, uwielbiała spontaniczne wyjścia na miasto i bosko tańczyła. Umiała sprawić, by facet czuł się przy niej wyjątkowo, a Lars, jak każdy mężczyzna, czegoś takiego potrzebował.
Beta z radością przyjęła informację o tym, że Lars wybiera się na koncert Lions Clubu. Jego firma od lat wspierała fundację zbierającą pieniądze na cele charytatywne. Z niemniejszą satysfakcją przyjęła propozycję, by mu towarzyszyć. Przyjechał po nią punktualnie, Duńczycy chyba mieli tę cechę we krwi. Uznanie w jego oczach utwierdziło ją w przekonaniu, że debet na koncie spowodowany zakupem krwistoczerwonej kreacji okazał się w rzeczywistości dobrą inwestycją. Lars szarmancko otworzył przed kobietą drzwi najnowszego modelu mazdy i pomógł jej wygodnie rozsiąść się w skórzanym fotelu. Z zadowoleniem zauważyła, że podgrzał siedzenie.
Droga do celu upłynęła im w milczeniu. O ile Beta opracowywała w myślach plan uwiedzenia Tymańskiego, o tyle Lars rozpaczliwie próbował skupić się na prowadzeniu samochodu. Mimo najszczerszych chęci jego wzrok uparcie ześlizgiwał się na rozcięcie sukni, które odsłaniało zgrabne uda jego kochanki. Nie mógł nawet przypuszczać, że co prawda Beta tej nocy przeżyje nieziemską rozkosz, jednakże nie będzie ona również jego udziałem.
Zaparkowali w małej uliczce, by pieszo podążyć do restauracji mieszczącej się w centrum miasta. Beta zadygotała z przejęcia, że znów zobaczy Mirka. Lars objął ją ramieniem i spytał po angielsku:
– It’s really cold tonight, isn’t it?
Zanim ustosunkowała się do pytania o pogodę, pomyślała, że nie znała wcześniej nikogo, kto by używał tych krótkich pytań na końcu zdania. Widocznie Duńczycy potrzebowali potwierdzenia na wszystko.
– Yes, it is. But I’m fine – odpowiedziała z uśmiechem, nie siląc się na dalszą konwersację. Zresztą, co miała mu powiedzieć? To nie chłodny wieczór, a emocje wywołały u niej drżenie. Na samą myśl, że dziś spotka mężczyznę, o którym myśli od dłuższego czasu, dostawała dreszczy.
Obsługa przy wejściu do lokalu odebrała od nich płaszcze. Poczęstowali się powitalną lampką szampana i przeszli do sali głównej. Lars dotknął delikatnie pleców kobiety, czując pod koronką jej delikatną, ciepłą skórę. Nachylił się do niej i szepnął do ucha przeprosiny. Następnie odszedł na chwilę, by przywitać się z kilkoma ważnymi osobistościami. Becie było to na rękę. Rozejrzała się po sali w poszukiwaniu Tymańskiego. Lustrowała wzrokiem każdego z odświętnie ubranych mężczyzn, żaden z nich nie był jednak tym wypatrywanym przez nią. Z rozpaczą przechyliła kieliszek i zanurzyła usta w musującym płynie.
– By poczuć smak wytrawnego szampana, trzeba próbować go małymi łyczkami. – Usłyszała tuż za sobą. Uśmiechnęła się lekko i wolno odwróciła w stronę rozmówcy. Mirosław Tymański nachylił się z gracją nad wysokim kieliszkiem. – Należy pozwolić, by bąbelki rozpryskiwały się po podniebieniu, uwalniając aromat najlepszych białych gron.
Beta przywołała na twarz wyraz zainteresowania, by ukryć jak bardzo ucieszył ją widok przystojnego znajomego. Uniosła kieliszek w jego stronę i niemal niezauważalnie skinęła głową. Złożyła usta w mały dzióbek i musnęła czerwonymi wargami alkohol. Następnie rzuciła Mirkowi przeciągłe spojrzenie i powiedziała:
– Nie spodziewałam się, że spotkamy się w takim miejscu. – Kłamstwo zgrabnie wysunęło się z jej ust. Tymański podjął grę:
– A ja po cichu na to liczyłem.
Beta poczuła ulgę. Złapał haczyk, sukienka warta była swej astronomicznej ceny. W tym momencie podszedł do nich Lars.
– Beta. – Ukłonił się swej partnerce, po czym przeniósł wzrok na stojącego obok mężczyznę. – Let me introduce myself. Lars Johansen.
Speszony Tymański chwycił wyciągniętą dłoń i ścisnął ją szybko.
– Mirosław Tymański. Old friend of Beta.
Lars ufnie wyszczerzył ku niemu zęby. Już miał zagadać nowego znajomego, gdy ten wymamrotał słowa przeprosin i oddalił się ku bufetowi.
Kobieta wzruszyła tylko ramionami, zachwycona wyczuciem czasu swego partnera. Duńczyk przyszedł w odpowiednim momencie. Nic tak nie motywuje faceta jak godny przeciwnik. A Larsa zdecydowanie nie należało się wstydzić – dobrze sytuowany obcokrajowiec, władający kilkoma językami, o nienagannym wyglądzie i wspaniałych manierach. Liczyła po cichu, że w Tymańskim siedzi duch rywalizacji, który niedługo da o sobie znać. Nieraz była świadkiem, jak faceci wiedzeni samczym instynktem, walczą o wybrankę tylko dlatego, że pojawiając się u boku innego zyskała dodatkowy walor. Od wieków mężczyźni lubili wygrywać, a ona sprytnie to wykorzystywała. Cały wieczór starała się być jak najbardziej uwodzicielska. Kokieteryjnie szeptała Larsowi do ucha komentarze na temat wydarzeń, które się wokół nich rozgrywały, a podczas wolnych tańców ufnie tuliła się do jego klatki piersiowej. Sączyła z gracją wino, zaśmiewała się z żartów kolegów Duńczyka. Brylowała w towarzystwie, wzbudzając zazdrość pań, które z niepokojem patrzyły na swoich mężów. Ci natomiast chętnie kierowali wzrok ku atrakcyjnej, pewnej siebie kobiecie w czerwieni. Ona zaś wiedziała, co i kiedy robić, by ściągnąć na siebie spojrzenia niemal wszystkich uczestników balu. Szczególnie tego jednego, który stał się od pewnego czasu jej obsesją i bynajmniej nie mógł się poszczycić obywatelstwem Danii.
Tymański czekał, aż Beta zostanie sama. Złapał ją w drodze do łazienki. Widząc go z daleka, upuściła na podłogę kopertówkę od Coco Chanel. Schylił się po nią, muskając dłonią zgrabną łydkę kobiety. Postanowiła działać od razu. Pociągnęła go w stronę ciemnego korytarza. Rzucili się na siebie jak wygłodniałe zwierzęta. Sięgnęła dłonią do jego rozporka. Nie zdziwiło jej, że oboje są gotowi. Ukradkowe spojrzenia, które rzucali sobie mimochodem przez cały wieczór, wystarczyły im za grę wstępną. Spełnienie nadeszło szybko i niespodziewanie. Mirek po wszystkim odgarnął włosy z jej karku i pocałował szyję tuż za uchem. Po plecach Bety przeszedł dreszcz, pozostawiając pod koronką sukienki gęsią skórkę. Doprowadziła do ładu swój strój i spojrzała w lustro. Następnie włożyła w usta wsuwkę, którą po chwili upięła kosmyk wyślizgujących się z fryzury włosów. Posłała Mirkowi całusa i oddaliła się w kierunku sali. Odprowadził ją wzrokiem nienasyconego kochanka.
Podeszła do Larsa i powiedziała mu, że źle się czuje. Spojrzał na jej rozmyty, nieobecny wzrok i zaproponował powrót do domu. Uśmiechnęła się z wdzięcznością. Gdy opuszczali budynek, śledziła ich para błękitnych oczu Mirosława Tymańskiego.
Lars z żalem wysadził Betę na parkingu przed blokiem. W drodze powrotnej liczył jeszcze na poprawę jej samopoczucia. Chciał, by koniec wieczoru okazał się mniej banalny. Został jednak odprawiony z kwitkiem. Zanim ponownie odpalił silnik, zadzwonił do kochanki, której dotychczas nie poinformował o zakończeniu romansu. Już po godzinie dał upust fantazjom, które męczyły go, odkąd zobaczył Betę w lejącej, czerwonej sukience z koronką na plecach.
Beta rzuciła się na łóżko, gładząc materiał kreacji, która przyniosła jej szczęście. W tej chwili nie liczyło się nic ponad to, że osiągnęła swój cel. Nie zmartwił jej nawet fakt, że w tym stroju widziało ją wielu ludzi, więc nie będzie mogła sobie pozwolić na ponowne założenie go przez najbliższych kilka lat. W konsekwencji oznaczało to jednorazowy debiut kosztownego łaszka. Teraz jednak nic nie było w stanie przysłonić blasku tego wieczoru. Czuła niedosyt dotyku Mirka, ale spodziewała się rychłego kontaktu z jego strony. Przez ostatnie miesiące bała się, że już go więcej nie zobaczy. Nie chciała przyznać przed sobą, że już dawno nikt w tak dużym stopniu nie zawładnął jej myślami. Po części usprawiedliwiała to zwykłą ambicją. Zawsze dostawała to, czego chciała. Nauczyli ją tego jej rodzice, którzy ofiarowywali swej długo wyczekiwanej jedynaczce wszystko, co tylko wskazała drobnym dziecięcym paluszkiem. A dalsze lata życia konsekwentnie to potwierdzały. Była szczęściarą, dziewczyną, którą inne chciały naśladować. Choć nie była najładniejsza w klasie, to właśnie ona zostawała królową balów, dostawała główne role w przedstawieniach, podrywała najprzystojniejszych chłopaków. Nie miało dla niej znaczenia, czy byli wolni, czy może też spotykali się z jej najlepszymi przyjaciółkami. Te, mimo że były na nią złe, nie odsuwały się, bo tylko jej aura i blask dawały im poczucie przynależności do elity. Podczas gdy inni pracowali na efekty latami, Beta uśmiechała się i brała. I nikt nie miał jej tego za złe, przynajmniej oficjalnie. Jej się po prostu należało. Choć nie była świętoszką, trzeba jej było oddać, że nie wykorzystywała swojej pozycji do dręczenia słabszych. Potrafiła stanąć w obronie brzydszych dziewczyn, z których ktoś się nabijał, choć czyniła to nie tyle ze szlachetności, co bardziej w geście podbudowania ego. Lubiła myśleć o sobie, jak o pięknej, zdolnej, ale i dobrej dziewczynie. Według swojego zdania spójna, dla innych wewnętrznie sprzeczna Beta intrygowała dosłownie wszystkich.
Zasnęła z obrazem Mirka pod powiekami. Wiedziała, że kiedyś przyjdzie moment, w którym trafi na tego jedynego. Dotychczas wykorzystywała dany jej czas na zabawy i beztroskę. Nie chciała, niczym jej znajomi, harować godzinami i ledwo wiązać koniec z końcem. Wiedziała, jak przyciągać do siebie pieniądze i nie umiała zrezygnować z poziomu życia, do którego przywykła. Cieszyła się, że Tymański nie należy do biedoty. I pierwszy raz musiała przyznać, że zależy jej bardziej niż zwykle.

Bluszcz” to powieść, przy której nie można się nudzić. Autorka snuje intymną intrygę, plącze losy bohaterów, trzymając w napięciu do samego końca. Dasz się porwać tej zmysłowej grze pozorów?
Ewelina Nawara, autorka powieści Melodia serc

,,Bluszcz” przedstawia opowieść między innymi o miłości – wcale nie takiej pięknej i kolorowej – oraz dążeniu do szczęścia w sposób nie zawsze właściwy. Niewolną od tajemnic, intryg i namiętności, zwieńczoną zaskakującym finałem historię Beaty, kobiety, która lubi pogrywać, szczególnie z mężczyznami, czytałam z zainteresowaniem i na pewno nie bez emocji. A czy Wy jesteście gotowi ją poznać?
Katarzyna Ewa Górka, @katherine_the_bookworm

Emilia Kubaszak długo kazała czekać na swój powrót do gry, ale wraca z nową powieścią i po raz kolejny zaskakuje. Ta historia cię zaskoczy, osaczy niczym tytułowy bluszcz i nie pozwoli o sobie zapomnieć.
Justyna Leśniewicz, Książko, miłości moja

Bluszcz” jest historia, którą każda kobieta powinna przeczytać! Ta książka pokazuje naszą siłę, zmysłowość i przede wszystkim – pomysłowość. Przeczytałam ją w jeden wieczór i już chciałabym więcej! Jeśli szukacie lektury, która zrobi na Was wrażenie i sprawi, że będziecie żałować, że to już koniec – trafiliście idealnie!
Agnieszka Nikczyńska-Wojciechowska, Książki takie jak my

Bluszcz - Emilia Kunbaszak