Na przekór przeszłości
Maja Kotwicka
Malutkie miasteczko w Teksasie, gdzie stetson jest obowiązkowym elementem ubioru, a rodeo największą lokalną rozrywką, to dobre miejsce, żeby zacząć od nowa.
Isabella, ku zaskoczeniu wszystkich, postanawia zerwać zaręczyny, odejść z pracy i przeprowadzić się do Roaring Springs. Tam szybko wpada w kłopoty, które kończą się bójką dwóch kowbojów. Jeden z nich, David, już dawno zrezygnował z zawodowego ujeżdżania byków, lecz w tym sezonie został zmuszony do powrotu na arenę. Isabella nie ma pojęcia, że łączą ich pewne wydarzenia sprzed lat.
Roaring Springs skrywa rodzinne tajemnice. Kiedy wyjdą na jaw, pozostanie jedno pytanie: czy na przekór przeszłości można się zakochać i odnaleźć dom?
Informacje o książce
Rok I wydania: 2025
Format: epub
Liczba stron: 180
ebook ISBN 978-83-7995-838-2
Cena sugerowana:
ebook: 29,99 zł
Fragment
1
– Już za moment w pojedynku z nieokiełznanym Mad Eyes stanie powracający w tym roku do gry nieustraszony David Turneeer! – Głos komentatora aż zadźwięczał mi w uszach.
Jeszcze nie zagłębiłam się w zasady ujeżdżania byków i nazwiska osób biorących udział w tych zawodach. Sądząc jednak po okrzykach, jakie się wzniosły, przyszła pora na gwiazdę wieczoru. A to z kolei oznaczało chwilę spokoju w budce, którą obsługiwałam. Nikt nie chciał przegapić najważniejszego starcia.
Podałam ostatniemu klientowi piwo i oparłam się o kontuar. W kieszeni moich spodni zawibrował telefon. Znałam treść kilku wiadomości, jeszcze zanim je odczytałam. Tata i moi znajomi z Florydy namawiali mnie do powrotu do domu. Ten pierwszy sądził, że popełniłam ogromny błąd, a drudzy – że oszalałam, bo zerwałam zaręczyny i przeprowadziłam się do Teksasu, gdzie rozpoczęłam dorywczą pracę na rodeo.
– Pewien przystojniak mnie o ciebie pytał. W dodatku zawodnik! – Emma pojawiła się obok i sprawiła, że przestałam się zastanawiać, co im odpisać.
– Tak? – zapytałam, sama nie wiedziałam, czy mnie to cieszy.
– No, totalnie genialna informacja! Gdybyś tylko bardziej zwracała uwagę na otoczenie, sama byś zauważyła, że cię obserwował. Opowiedziałam mu o tobie same boskie rzeczy – paplała podekscytowana. – Później zajrzy do naszego stoiska. Ma na imię Nathaniel, ładnie, prawda?
– Emma, ja raczej nie szukam chłopaka – wtrąciłam szybko, gdy nabierała tchu.
– Oj, Isabella, sądzisz tak tylko dlatego, że jeszcze nie zobaczyłaś z bliska naszych boskich ujeżdżaczy byków.
Znałam ją od tygodnia, ale już zdążyłam się przekonać, że kiedy sobie coś wymyśli, jest jej to równie trudno wyperswadować, jak przerwać słowotok dziewczyny. W ciągu następnych kilku minut dowiedziałam się całkiem sporo o Nathanielu i przyznaję, sama zaczęłam być nim odrobinę zainteresowana. Zwłaszcza po zobaczeniu jego zdjęć.
Wkrótce znowu miałyśmy z Emmą pełne ręce roboty. Sprzedałyśmy morze napojów i przekąsek. Choć zdecydowałam się na tę pracę, bo nie miałam innego wyboru, to ją polubiłam. Jako fotograf nie znalazłabym w tej okolicy wielu zleceń. Rodeo w Lubbock odbywało się raz w tygodniu i tylko przez miesiąc, ale lepsze to niż nic. Dostawałam tu wysokie napiwki, a atmosfera dzikiego zachodu była nie do podrobienia.
Gdy zbliżała się godzina zamknięcia, poszłam na tyły areny, by wyrzucić śmieci. Tuż przy kontenerach usłyszałam za sobą kroki. Odwróciłam się i dostrzegłam zmierzającego w moją stronę mężczyznę. Dawno zapadł już zmrok, a w dodatku nie było tutaj nikogo innego. Nieco zaalarmowana wrzuciłam worki do śmietnika i ruszyłam w drogę powrotną. W świetle kilku lamp widziałam, że nieznajomy ma na sobie typowy dla ujeżdżaczy byków strój.
Kiedy już prawie się minęliśmy, niespodziewanie złapał mnie za ramię. Gwałtownie się cofnęłam i wyrwałam z jego lekkiego chwytu.
– Isabella? – zapytał.
Twarz mężczyzny kryła się w cieniu stetsona, który nosił, ale mimo to byłam pewna, że jest mi obcy.
– Nie sądzę, że się znamy.
– No tak, gdzie moje maniery. Nathaniel Johnson.
Uścisnęłam jego wyciągniętą rękę. Mógł podejść do naszej budki, a nie czaić się na mnie w odludnym miejscu.
– Isabella, ale to już wiesz. Wybacz, spieszę się, zaraz zamykamy.
Chciałam go minąć, ale stanął mi na drodze.
– Obserwowałem cię cały wieczór.
W ustach Emmy brzmiało to pochlebnie, w jego – złowieszczo.
– Tak, słyszałam od koleżanki.
– Naprawdę? – zapytał z zadowoleniem.
Ponownie spróbowałam przejść obok, ale mi nie pozwolił.
– Przepuść mnie.
– Jesteś taka śliczna – kontynuował, nic nie robił sobie z mojego polecenia. – Chodź, skoczymy do mnie.
– Nie – odpowiedziałam już słabszym ze strachu głosem.
Nim się spostrzegłam, popchnął mnie i przyparł do ściany areny. Nawet nie krzyknęłam. Panika ścisnęła mi gardło.
– Kotku, wiem, że tego pragniesz – wyszeptał i przesunął kciukiem po moim policzku.
Chciał jeszcze coś dodać, ale wtedy ktoś go ode mnie odciągnął.
– Pani powiedziała „nie”.
Szeroko otwartymi oczami wpatrywałam się, jak nieznajomy wymierza Nathanielowi cios. Niestety na tym się nie skończyło, bo ten nie pozostał mu dłużny.
Nigdy nie sądziłam, że z mojego powodu pobije się dwóch kowbojów. Obaj byli wysocy i silni, a do tego zwinni. Nie potrafiłam stwierdzić, który z nich ma przewagę. Mój wybawca wydawał się niepokojąco spokojny, skupiony na każdym ruchu przeciwnika. Nathaniel w tym czasie obrzucał wyzwiskami nas oboje. Jego agresja i złość kojarzyły mi się z bykami, które zawodowo ujeżdżał. Z nosa zaczęła mu się sączyć krew, ale on zdawał się tym nie przejmować albo nawet tego nie zauważać.
Przecież jeśli zaraz tego nie przerwę, oni się pozabijają.
Krzyknęłam najgłośniej, jak potrafiłam:
– Dość!!!
Ten, który stanął w mojej obronie, na moment na mnie spojrzał. To kosztowało go uderzenie w twarz. Skrzywiłam się, musiało naprawdę zaboleć. W końcu zamieszanie zwróciło uwagę trzech pracowników areny. Rozdzielili kowbojów, a po krótkich wyjaśnieniach wyprowadzili Nathaniela.
Drugi z mężczyzn podniósł z ziemi swój kapelusz. Otrzepał go i wsunął na głowę. Miał rozciętą dolną wargę. Wyglądał tak… mrocznie. Może to dlatego, że od stetsona po czubki kowbojek był ubrany na czarno. Do tego dochodziły ciemny zarost i uważne spojrzenie zielonych oczu, którym mnie obrzucił.
– Dobrze się czujesz? – zapytał. – Jesteś śmiertelnie blada.
– Chyba tak. – Przyłożyłam dłoń do piersi, jakbym sprawdzała, czy wciąż bije mi serce. Mój wzrok padł na jego rozchełstaną po walce koszulę. – Czy coś cię boli? Potrzebujesz czegoś? Może apteczki?
– Nie – rzucił krótko.
– Dziękuję. – Wyciągnęłam do niego rękę. – Mam na imię Isabella.
– David. – Przytrzymał moją dłoń nieco dłużej, niż to konieczne. – Nie jesteś stąd, co?
– Nie do końca. Muszę wreszcie kupić kapelusz, by aż tak się nie wyróżniać.
– Nie masz stetsona? – zdziwił się.
Pokręciłam głową.
– Kowbojek też nie.
Zrobił taką minę, że nie mogłam się nie uśmiechnąć. Moje braki w garderobie wywołały w nim niepokój.
– Isabello, co ci tyle schodzi z tymi śmieciami? – Emma znalazła się obok i uważnie mi się przyjrzała. – Co jej zrobiłeś, David? – zapytała oskarżycielsko.
Najwidoczniej wciąż musiałam wyglądać na przestraszoną.
– Ja? Nic.
– Jakoś ci nie wierzę. – Chwyciła mnie pod rękę. – Nie przejmuj się nim. Jest gburem.
– Wyjaśnię ci wszystko, ale czy możemy już iść? – poprosiłam. Pragnęłam się znaleźć w swoim łóżku, w bezpiecznym domu ciotki Joe.
Emma pokiwała głową.
– Jeszcze raz dziękuję za pomoc.
Kowboj już mi nie odpowiedział. Odwrócił się i poszedł w swoją stronę.
Zabrałyśmy z Emmą torebki i skierowałyśmy się na parking. Wciąż pod wpływem silnych emocji opowiedziałam jej o spotkaniu z przeklętym Nathanielem. Bardzo się przejęła. Zaczęła zapewniać, że nie słyszała o nim podobnych historii.
– Czuję się winna. Próbowałam was ze sobą umówić. – Ukryła twarz w dłoniach.
– O nie. Ani ty, ani ja nie zrobiłyśmy nic złego. To on jest kretynem, który nie rozumie słowa „nie” – odpowiedziałam z zawziętością.
– Masz rację. Na pewno jesteś cała?
– Tak. Powinnyśmy już wracać. Obie nas czeka długa droga do domu.
– W razie czego dzwoń.
Emma mnie objęła, a potem wsiadła do samochodu i ruszyła. Dobrze było mieć w tym jeszcze obcym miejscu koleżankę.
Wyszukałam w telefonie moją ulubioną playlistę i dopiero wtedy wyjechałam na drogę. Odetchnęłam głęboko i wsłuchałam się w pełen pozytywnego przekazu tekst pierwszej z piosenek. Nie chciałam teraz myśleć o tym, jak mógłby się potoczyć wieczór, gdyby nie pomoc Davida. Najpierw musiałam dotrzeć do domu.


