Zaznacz stronę
Poskromić chłód - Agnieszka Zawadka

Poskromić chłód – Agnieszka Zawadka

Sienna wie, że nie pasuje do barwnego świata Pałacu Świtu. Ciesząc się przywilejami nieślubnej księżniczki, wiedzie prawdziwie niedworskie życie, spędzając dni na upijaniu się z przyjaciółmi oraz ćwicząc grę na skrzypcach. Czas beztroski dobiega jednak końca. W słonecznej stolicy Pałacu Świtu pojawia się mrok, a wraz z nim niespodziewani i niemile widziani goście. Odwieczny wróg, władca Pałacu Zmierzchu, żąda spełnienia pradawnej obietnicy.

Zagrożenie dla Pałacu Świtu, a nawet całego świata wydaje się realne. Dlatego Sienna wyrusza z siostrą na północ, nie wiedząc, że wprawia w ruch misterny plan ułożony przed wielu laty.

Czy Sienna będzie tylko pionkiem w rozgrywce potęg, czy może sama zasiądzie do gry o najwyższą stawkę?

Czy Sienna całe życie będzie grać "drugie skrzypce"?

Informacje o książce

Rok I wydania: 2022
Format: 14.0×20.5 cm
Okładka: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 412

książka ISBN 978-83-7995-575-6
ebook ISBN 978-83-7995-576-3

Ceny sugerowane:
książka: 49,99 zł
ebook: 34,99 zł

 

Gdzie kupić?
Kupując w tych księgarniach wspierasz Autora i Wydawnictwo
Księgarnia naszego wydawnictwa
Kupując w MadBooks wspierasz Autora i Wydawnictwo
Fragment

Część I

Errel zatrzymała się po nagłym ślizgu, pozostawiając za sobą wyraźny, długi ślad we wciąż schnącym błocie. Nocna ulewa sprawiła, że cała arena pokryła się płytkimi kałużami oraz smugami lepiącej się mazi. Wystarczył jednak jeden rzut oka na czwórkę walczących przeciwników, by zorientować się, że wątpliwa jakoś podłoża ani trochę nie przeszkadzała w treningu.

Dłoń Errel powędrowała za plecy, wracając po chwili z wydobytą bronią. W jej oczach pojawił się błysk satysfakcji. Doskonale wiedziała, że ścigający ją Meren nie miał szans, by powtórzyć ten manewr. Na śliskiej powierzchni prędko stracił równowagę i tylko cudem utrzymał się na nogach. W gruncie rzeczy Errel liczyła na to, że mężczyzna runie na ziemię, ozdabiając swój zielony strój plamami z błota, ale chwilowa dekoncentracja również była jej na rękę.

— To niesprawiedliwe! — wykrzyczał zajadle.

Jego dłoń powędrowała za pas ciemnych spodni, ale Errel nie zamierzała dłużej marnować zdobytej przewagi. Rzuciła przyjacielowi pogardliwe spojrzenie, którego przekaz był jasny i prosty — na arenie obowiązywało bardzo mało zasad i żadna z nich nie zabraniała wykorzystywać otrzymanych przez naturę darów.

Meren długo nie zamierzał pozostawać dłużny, ale nie miał nawet czasu na nabranie głębszego wdechu, gdy z przystawionego do ust Errel fletu wydostały się pierwsze dźwięki piskliwej, rytmicznej melodii. Mieniące się złotem, pomarańczem i czerwienią iskry buchnęły w jego stronę, odrzucając go kilka kroków do tyłu — wprost na drewnianą barierę ochronną, która odgradzała arenę od widowni. Gwałtowna, szybka muzyka nie ustawała, posyłając w przeciwnika wystarczająco silny podmuch wiatru, by przygwoździć go do miejsca, z którego nie było ucieczki.

Refleksy o barwach wstającego słońca bez wysiłku osaczyły młodego mężczyznę, nie pozwalając mu na żaden ruch. Meren był pewien, że przez tornado szalejącej siły potrafi dostrzec błyskające rozbawieniem oczy Errel, która nie przestawała wygrywać na swoim instrumencie inwazyjnej melodii.

Dziewczyna jednak nie mogła utrzymywać tak natarczywego tempa przez dłuższy czas. Powoli przeszła do o wiele spokojniejszej partii, co Meren skwapliwie wykorzystał. Odskoczył na bok, ze stęknięciem przedzierając się przez zasłonę z migoczących iskier, po czym — nie czekając na reakcję Errel — przystawił do ust srebrną harmonijkę i zaczął atakować przeciwniczkę urywanymi dźwiękami. Wysokie tony, przez specyfikę instrumentu, nacierały dwoma oktawami naraz.

Moce Errel i Merena uderzyły w siebie, tworząc całą gamę barw, które wiły się pomiędzy nimi pod postacią migoczących wstęg. Na krótki moment światło przysłoniło sylwetki walczących, odizolowało ich od reszty areny. Wokół przenikały szczątki magii, które wirowały w rytm wygrywanego zaklęcia. Agresywne, świszczące tony harmonijki próbowały przedrzeć się przez usypiający szept fletu. Walka trwała w najlepsze i stanowiła prawdziwy pokaz dla postronnych, nielicznych świadków, którzy zawędrowali aż na arenę, by móc podziwiać niepowtarzalną Drużynę Świtu.

Zwarci w pojedynku przyjaciele nie odczuwali mijających minut. Trwał właśnie wyścig o najsprawniejsze dłonie, o najwytrzymalsze usta i o największy talent, który w połączeniu z magią potrafił dokonywać zarówno brutalnych, jak i wspaniałych rzeczy. Iskrowładni — mimo dość niechlubnej sławy, jaką cieszyli się wśród kasty rantyjskich wojowników — mieli w swoim arsenale kilka niezwykle przydatnych sztuczek.

— Errel, szybciej! — Rozkazujący głos trzeciej osoby przebił się przez burzę szalejących, lśniących iskier i dotarł do uszu dziewczyny, na co ta tylko sapnęła z przejęciem. W kilka sekund zmieniła natężenie, przechodząc do urywanych, rytmicznych dźwięków. Przez chwilę jej magia zastygła w bezruchu, a bezużyteczne już iskry opadły na ziemię. Errel cofnęła się przed siłą uderzającego natarcia, praktycznie tracąc cały dech.

Wtedy jednak do pojedynku dołączyła trzecia osoba. Natarczywe dźwięki skrzypiec stawały się coraz głośniejsze, by w końcu przebić swoją napastliwością tony harmonijki i fletu. Do prawdziwego huraganu złota i czerwieni doleciała pojedyncza wstęga srebrnej mocy, która w mig rozbiła ofensywne nuty Merena. Mężczyzna przez chwilę walczył z ogarniającym jego moc chłodem, ale intensywność kontrataku stała się nie do wytrzymania. Przerwał grę i dysząc głośno, podniósł ręce do góry. Iskry w mig rozpłynęły się w powietrzu, nie pozostawiając po sobie nawet najdrobniejszego śladu.

— Miały być pojedynki w parach! — zdołał w końcu wysapać. Rzucił zirytowane spojrzenie w stronę niechcianego gościa, który odwzajemnił się tym samym.

— No zgadza się. Ja i Errel to para — stwierdziła skrzypaczka, wzruszając ramionami.

Meren skrzywił się, chowając harmonijkę za pas.

— Drogie koleżanki, jestem rozczarowany waszymi manierami — odparł z udawaną kurtuazją i kiwając głową w stronę Errel, ruszył do wbudowanych we wschodnią ścianę areny pomieszczeń. Na skrzypaczkę nawet nie spojrzał, zbyt obrażony wcześniejszym zagraniem.

Obie obserwowały, jak niknie w głębi drewnianego tunelu. Wyglądało na to, że Meren zakończył już trening.

— Co za baran — podsumowała Sienna, zatykając smyczek i skrzypce na specjalnej, lekkiej konstrukcji na plecach. Czarny instrument w niczym nie przypominał już rozszalałej broni, która posyłała na pole walki wstęgi srebrnej mocy.

Errel tylko wzruszyła ramionami, chowając flet. Kątem oka dostrzegła, że zabrakło czwartego członka drużyny.

— Gdzie jest Hiwen?

Uświadomiła sobie, że od dawna nie słyszała jednostajnych, rytmicznych uderzeń w bęben, które wcześniej rozchodziły się po całej arenie.

— Skończyłam z nim o wiele szybciej. — Błysk satysfakcji w oczach Sienny był doskonale widoczny. Najwyraźniej nie zamierzała z pokorą podchodzić do swojego zwycięstwa. — Wszystko w porządku?

Errel nabrała głębszego wdechu i wzruszyła ramionami. Bolały ją palce i usta, a od braku powietrza lekko zakręciło jej się w głowie, ale właśnie dlatego tutaj trenowały. Iskrowładny był przydatnym wojownikiem tylko wtedy, gdy znał granicę swojej wytrzymałości.

Nie musiała tłumaczyć tego Siennie. Cała Drużyna Świtu dzień w dzień spotykała się na arenie, ćwicząc coraz nowsze sztuczki z użyciem instrumentów. Errel nie chciała wspominać również o kilku nocach, podczas których widziała, jak skrzypaczka wymyka się ze swojej komnaty i rusza w stronę lasu, w którym zapewne potajemnie trenowała. Nie, Sienna była z pewnością ostatnią osobą, której wypadało wyjaśniać, że po każdym, nawet najbardziej wymagającym treningu Errel zawsze czuła się w porządku.

— Robicie dzisiaj ognisko? — zapytała skrzypaczka, marszcząc nos.

Młodą, łagodną twarz Errel rozjaśnił uśmiech, w którym kryła się radosna obietnica. Trening to jedno, ale… Dziewczyna uwielbiała się bawić, a nocne ognie stwarzały ku temu świetną okazję. Cała drużyna zazwyczaj spotykała się wtedy na polanie poza miastem, z dala od ciekawskich spojrzeń mieszkańców Anh Sang. Było w tych spotkaniach coś z dzikości, której wychowanej w mieście Errel zawsze brakowało.

— No pewnie. Po tym mancie, które spuściłaś Merenowi i Hiwenowi, zapewne będą musieli się trochę pożalić i jakoś spróbować odzyskać swoją męską dumę.

— Męskie co? — Uśmiech, który zakwitł na ustach Sienny, prędko się zmył. — Mogę się trochę spóźnić. Księżniczka mnie wzywała.

Errel skinęła, dając znak, że rozumie, po czym ruszyła w stronę zabudowanej części areny. Ona również musiała się odświeżyć i wrócić do własnych obowiązków. Czasami żałowała, że oprócz drużyny ma również własne życie, męczące i wyjątkowo nudne. Tylko podczas gry na flecie czuła się inaczej. Lepiej.

Drewniane drzwi zaskrzypiały niemrawo, gdy obie wmaszerowały do wewnętrznej zbrojowni areny, która równie dobrze nadawała się na zwykłą rupieciarnię. Errel podniosła z pobliskiego stołu swoje kolorowe palto, zarzuciła na plecy futerał z instrumentem, po czym pomachała z miłym uśmiechem i ruszyła ku wyjściu.

— Do zobaczenia! — zawołała jeszcze na koniec i zaraz zniknęła za drzwiami.

Sienna przez chwilę wpatrywała się w młodą flecistkę, ciesząc się w duchu, że to właśnie jej zaproponowała dołączenie do drużyny. Dziewczyna nie tylko okazała się zdolną artystką, ale i zaradną iskrowładną, która z treningu na trening powiększała zakres swoich umiejętności. I pomyśleć, że na początku Sienna obawiała się, że smarkula będzie pyskować.

Westchnęła i pokręciła głową. Zacisnęła wargi, wiedząc, że nie ma już żadnej wymówki, by odwlekać czas wykonania rozkazu.

Pora odwiedzić siostrzyczkę, pomyślała z niesmakiem, próbując się przy tym za bardzo nie krzywić.

 

Poskromić chłód - Agnieszka Zawadka

Pozostań z nami w kontakcie!

Zapisz się na nasz newsletter. Raz w tygodniu otrzymasz informacje o naszych książkach i promocjach na nie!

Dziękujemy, że jesteś z nami!