Krew i noc
Agata Franczak
Miraya – dziewczyna z ludzkiej osady, z sercem większym niż świat, wierzy, że przeznaczenie można zmienić. Darren – wampir skazany na ciemność, od dawna nie szuka celu ani nadziei. Ich pierwsze spotkanie miało być końcem… a stało się początkiem.
W świecie intryg, żywych cieni i światła, które może ranić, jedno przypadkowe spotkanie może zmienić wszystko. Czy odwaga dziewczyny i serce stworzenia nocy wystarczą, by zniknęły wszelkie podziały?
Subtelna, emocjonalna historia o przyciąganiu nieznającym granic czasu ani krwi. Dla fanek romantasy, które kochają napięcie, niedopowiedzenia i bohaterów z przeszłością.
Informacje o książce
Rok I wydania: 2025
Format: epub
Liczba stron: 120
ebook ISBN 978-83-7995-855-9
Cena sugerowana:
ebook: 29,99 zł
Fragment
Rozdział 1
– Co robisz? – Głos dziewczyny dobiegał z niedaleka. Był tak zamyślony, że jej nie wyczuł.
– Umieram – odparł.
Pierwsze promienie słońca nieśmiało zbliżały się do niego. Promienie, które zwiastowały narodziny nowego dnia, a dla niego oznaczały śmierć. Jego wola życia słabła od tak dawna. Aż w końcu nie zostało już nic. I gdy niebo zaczynało się rozjaśniać, uznał, że to dobry dzień, żeby umrzeć. W promieniach słońca, które od zawsze były dla niego zakazane. Westchnął. Tak, to dobry dzień na śmierć.
– Nie możesz umrzeć. – Głos rozległ się bliżej. Wreszcie ją poczuł. Najpierw jej ciepło, potem zapach, bergamotki i jaśminu. Wciągnął go w płuca i coś zakłuło go w sercu, które od tak dawna było zimne. Odwrócił wzrok od ciemnych morskich toni i przeniósł go na dziewczynę. Szczupła, prawie chuda, wysoka, z wielkimi zielonymi oczami, jakich nigdy wcześniej nie widział.
– Dlaczego nie mogę umrzeć? – zapytał i przekrzywił głowę. W blasku świtu wyglądała, jakby przeżyła nie więcej niż piętnaście zim.
– Jesteś zbyt piękny, żeby umrzeć – oznajmiła z przekonaniem i podeszła jeszcze bliżej.
Miała na sobie brązową sukienkę, sięgającą jej za kolana, która wyglądała na za małą i mocno wysłużoną. Długie włosy były w nieokreślonym kolorze, ani mysie, ani brązowe, ani rude, a jednocześnie stanowiły mieszankę wszystkich tych kolorów. Mimo szarówki jego świetny wzrok dojrzał nawet masę piegów na nosie i policzkach dziewczyny.
– Sugerujesz, że piękne osoby nie powinny umierać? – zapytał z nutą niespodziewanego rozbawienia.
– Mówię tylko, że ty nie powinieneś umierać. Życie jest wspaniałe – powiedziała i znów zrobiła dwa kroki. Jej zapach go otoczył.
– Może zasłużyłem na śmierć – odparł ze znużeniem. – Powinnaś stąd odejść, to nie będzie ładny widok.
– Jaki widok? – zapytała i popatrzyła mu w oczy.
– Moja śmierć – powiedział i odwrócił od niej spojrzenie. Promienie słońca znów się przybliżyły.
– Nie chcę, żebyś umierał – oznajmiła zdecydowanie i opadła na kolana obok niego. Patrzyła na jego jasne włosy, opadające na czoło, krótko obcięte po bokach i dłuższe na górze. Na pełne wargi, prosty nos i jarzące się błękitem oczy. Poczuła nagłe łaskotanie w brzuchu, odruchowo wyciągnęła rękę i dotknęła opuszkami palców jego policzka. Mężczyzna drgnął i popatrzył na nią zaskoczony. Spłoszona od razu cofnęła dłoń.
– Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać – powiedziała.
– Zawsze mówisz, co myślisz? – zapytał i mimowolnie się uśmiechnął.
– Staram się tego nie robić, ale rzadko mi się udaje. Dlaczego chcesz umrzeć? – Usiadła na piętach.
– Nie chcę już żyć – odparł szczerze.
– Ale dlaczego? Jesteś młody, tyle szans przed tobą – zauważyła z powagą, która nie pasowała do jej młodego wyglądu.
– Ile właściwie masz zim? – Zobaczył, że dziewczyna przygryza wargi.
– Dziewiętnaście – odpowiedziała zbyt szybko.
– A tak naprawdę? – Uniósł sugestywnie brwi.
– Siedemnaście – odparła i zaczerwieniła się lekko – Ale to nie znaczy, że jestem głupia i…
– Niczego takiego nie sugeruję. Co właściwie robisz tu o tej porze? – Popatrzył na łunę powoli rozjaśniającą niebo.
– Czasem tu przychodzę, żeby pobyć w samotności. W osadzie zawsze ktoś jest obok, a ja lubię ciszę poranka.
Przez chwilę milczeli oboje. Promienie słońca znów nieśmiało się przybliżyły. Przechylił głowę, obserwując ich drogę ku niemu.
– Proszę, nie umieraj – odezwała się cicho. – Jest tak wiele rzeczy do zobaczenia.
– Tak myślisz? – Był szczerze ciekawy jej odpowiedzi.
– Myślę, że umrzeć to najłatwiejsze, co można zrobić. I stracić szansę na coś dobrego.
– Czasem umrzeć to najlepsze, co można zrobić – powiedział z rezygnacją.
– Życie jest krótkie, czemu chcesz je sobie odebrać? – zapytała.
– Życie ludzi jest krótkie, ale moje nie. Moje jest wystarczająco długie – odparł i odwrócił się do niej, po czym rozchylił lekko usta i dotknął językiem białych kłów.
Dziewczyna sapnęła głośno na ich widok, a jej oczy zrobiły się wielkie jak spodki.
– O bogowie, jesteś wampirem – szepnęła z przejęciem i nachyliła się do niego, jakby chciała przyjrzeć się z bliska jego zębom. Wyglądała na zafascynowaną, a nie przestraszoną.
– Nie boisz się mnie? – Mężczyzna zamrugał zaskoczony.
– Bać się? Oczywiście, że nie! O bogowie, wampir! I ty chcesz umrzeć? Ale jak? Wampiry nie umierają, a już na pewno nie od siedzenia na wydmach.
– Słońce mnie zabije – oznajmił.
– Nieprawda, widziałam, jak nasz Władca chodzi w ciągu dnia po naszej osadzie. – Zerknęła na niego z przyganą.
– Słońce nie szkodzi mojej rasie. Ale ja miałem pecha. Moja magia… traktuje je jak truciznę. – Sam nie rozumiał swojej szczerości.
– Och… – szepnęła przejęta. – Nie możesz wychodzić w ciągu dnia… to…
– Straszne – dokończył za nią, gdy ona w tym samym czasie oznajmiła:
– Niesamowite!
Otworzył szeroko oczy i popatrzył na nią, jakby straciła rozum.
– A co w tym niesamowitego? Że nigdy nie doświadczę jego ciepła? Że mogę funkcjonować tylko nocą, skazany na wieczną ciemność?!
– Jesteś stworzeniem nocy, księżyc wybrał ciebie. Według mnie to dar, a nie przekleństwo – powiedziała z takim uniesieniem, że z wrażenia otworzył usta. Chciał zaprzeczyć, ale z jakiegoś powodu nie mógł. Zawsze traktował swoją słabość jako karę od losu.
– To nie jest takie proste… – zaczął, ale machnęła ręką, uciszając go.
– Oczywiście, że nie. Jesteś wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Masz coś, czego nie ma nikt inny. Wiem, że blask księżyca wzmacnia waszą rasę. Najwyraźniej księżyc wybrał cię, abyś zawsze był potężny, nigdy słaby. Musiał mieć w tym swój cel, choć może ty jeszcze o tym nie wiesz. Ale masz cały czas tego świata, żeby się przekonać! Nie poddawaj się.
Popatrzyła, jak promienie słońca znów przysunęły się po piasku, coraz bliżej miejsca, gdzie siedzieli. Morze szumiało cicho, fale obmywały brzeg.
Spojrzał w jej zielone oczy, pełne wiary we własne słowa, i znów odezwało się to kłucie gdzieś w okolicy serca. Dziwne, ale nagle poczuł się tak, jakby był niewdzięcznikiem. Oto dziewczyna, która miała przed sobą ledwie kilkadziesiąt zim, jeśli los jej będzie sprzyjał, tak pełna wiary, że warto żyć. I on, wampir, który może wszystko, bo ma nieskończenie dużo czasu, odrzuca to, bo jest zmęczony i samotny…
– Naprawdę wierzysz w to, co mówisz? – Jego głos nagle zadrżał, jakby jej odpowiedź miała znaczyć wszystko.
– Oczywiście! Ja… uważam, że jesteś niesamowity i powinieneś odkryć, dlaczego zostałeś wybrany, aby iść przez życie tylko nocą. Poza tym noc jest piękna, mistyczna, tajemnicza. Tak samo jak ty…
Wampir zobaczył w jej oczach niekłamany podziw, który go zawstydził. Nie zasłużył na to. Ale nagle nie był już taki pewny, że to dobry dzień na śmierć. Nagle w jego głowie pojawiła się dokuczliwa myśl, że jeśli to ona ma rację, on zaprzepaści szansę, aby się o tym przekonać.
– Dlaczego tak ci na tym zależy – zapytał – żebym nie umarł?
Dziewczyna otworzyła usta i zaraz je zamknęła. Na jej policzki wypłynął rumieniec, ale w oczach zabłysły złote iskry. Jej ładne usta rozciągnęły się w uśmiechu.
– Bo gdy będę już dorosła, wyjdę za ciebie za mąż – powiedziała i uniosła podbródek, jakby prowokując go, aby zaprzeczył.
Był tak zaskoczony, że przez długą chwilę nie mógł wydobyć z siebie słowa. Gdy się w końcu odezwał, w jego głosie nie było rozbawienia, jedynie paląca ciekawość.
– Chcesz wyjść za mnie za mąż? – upewnił się.
– Nie tylko chcę, ale i to zrobię. Jak masz na imię? – zapytała i rozchyliła usta w oczekiwaniu na jego odpowiedź.
– Darren. Mam na imię Darren – odparł i wyciągnął do niej swoją bladą rękę. – A ty, moja przyszła żono?
Uśmiech na ustach dziewczyny śmiało mógł konkurować ze słońcem.
– Miraya. – Ujęła jego ciepłą dłoń i zacisnęła na niej swoje szorstkie od pracy palce. Od tego dotyku zamrowiła ją skóra i szybko cofnęła rękę. – A teraz czas na ciebie, Darrenie. Słońce prawie już tu jest.
Spojrzała na niego z taką prośbą w oczach, że zaschło mu w ustach. Powoli wstał i cofnął się do cienia.
– Spotkamy się znów, Mirayo, gdy będziesz dorosła. Wtedy się z tobą ożenię. – Mrugnął do niej i uśmiechnął się lekko. – Uratowałaś mi dziś życie. Mam u ciebie dług, którego nigdy nie uda mi się spłacić.
Dziewczyna patrzyła oniemiała, jak z pleców wampira rozwijają się mgliste, czarne skrzydła. Poruszył nimi i po chwili już nie stał obok niej, tylko unosił się wśród wierzchołków drzew, które zapewniały mu ochronny cień.
– Będę czekać! – zawołała za nim. Po chwili już go nie było.

