Malgorzata Falkowska Bez gardy okladka

Bez gardy
Małgorzata Falkowska

On walczy o drugą szansę w oktagonie. Ona o spokój, którego dawno nie zaznała.
Jacob ma za sobą przeszłość, o której tabloidy nie dają zapomnieć. Dziś skupia się na jednym celu: wyrwać się ze świata freak fightów i dostać się do zawodowej ligi. Każdy trening to dla niego bitwa. Każda gala to kolejny test.
Lizzy trzyma się z dala od blasku fleszy i mężczyzn z przeszłością. Ale kiedy zawodowe obowiązki zmuszają ją do wspólnego występu z Jacobem, stary lęk miesza się z czymś, czego nie spodziewała się poczuć. Z fascynacją.
W świecie brutalnych walk, kamer i social mediów trudno znaleźć coś prawdziwego. Ale może właśnie tam, gdzie emocje sięgają zenitu, rodzi się coś więcej? „Bez gardy” to porywający romans sportowy o mocy drugich szans, uzdrawiającej pasji i uczuciu, którego nie da się kontrolować.

Gdzie kupić?
Kupując w tych księgarniach wspierasz Autora i Wydawnictwo
Kupując w MadBooks wspierasz Autora i Wydawnictwo
Informacje o książce

Rok I wydania: 2025
Format: epub
Liczba stron: 180

ebook ISBN 978-83-7995-850-4

Cena sugerowana:
ebook: 29,99 zł

 

Fragment

Jacob

Leo leżał na łóżku niczym kłoda, uśmiechając się głupkowato. Nie wyglądał tak źle, jak się spodziewałem po rozmowie z Nickiem, co mnie ucieszyło.
– Witaj, ofermo – przywitał go Nick, a ja się cicho zaśmiałem za jego plecami.
– Powinniśmy się ponumerować, bo na tytuł ofermy zasługuje każdy z nas – rzuciłem całkiem szczerze.
Jak podczas drogi wspomniał sam Nick, ja również nie należałem do poukładanych i uważnych, a i jemu często zdarzały się różnego rodzaju wtopy. Chyba właśnie to pomogło nam znaleźć wspólny język, co w sumie dawało pozytywny obraz naszej relacji.
– Wiecie, czego najbardziej żałuję w tej całej sytuacji? – Leo nie odpowiedział na przywitanie, tylko rzucił pytanie. – Nie tego pieprzonego guza, którego mi wykryto, bo widać karma wraca i mnie też dopadła, ale tego, że nie będę mógł zobaczyć, jak mój przyjaciel rozwala kolejnego gnoja i zdobywa angaż do profesjonala.
Zatkało mnie. Owszem, Nick wspomniał, że coś znaleziono u naszego kumpla, ale nie padło hasło „guz”, które kojarzyło się jednoznacznie.
– Co ty pierdolisz, stary? Jaka karma? Jaki guz? – dopytywałem.
– Nie powiedziałeś mu? – Spojrzał na Nicka, który zaprzeczył ruchem głowy. – Spoko, też mogłem zamknąć ryj, bo jeszcze Jacob zacznie się przejmować, a nie ma przecież czym. W gwiazdach zapisany jest koniec każdego z nas, a mój po prostu jest bliższy, niż sądziłem jeszcze tydzień temu. Traktowanie ludzi z góry, bujanie się przez lata z nieodpowiednimi ludźmi i wykorzystywanie naiwnych lasek wyszło mi bokiem. Karma, Jacob, i ja to rozumiem. Matka tyle gadała o tarocie, astrologii i jakichś tam księżycach, że potrafię sobie wytłumaczyć to wszystko jako wyrok pieprzonego wszechświata.
Na widok szczerego uśmiechu na twarzy kumpla nie mogłem nie zrobić tego samego.
– Ale nie gadajmy o tym, niech zbadają tego skurczybyka dokładnie i powiedzą, ile mi zostało, a potem obmyślimy, co dalej. Teraz jedyny plan, jaki mamy, to zniszczyć gnojka i cieszyć się na twój angaż – zwrócił się ponownie do mnie.
W relacji z nimi doceniałem najbardziej to, że cieszyliśmy się ze swoich wzajemnych sukcesów. Bez zbędnej zazdrości, użalania się czy podkładania świń, jak niestety bywało u wielu „przyjaciół”. Pamiętam, że kiedyś w jakimś podcaście gość wspomniał, że nieprawdą jest, że przyjaciół poznaje się w biedzie, bo wtedy poznajemy po prostu dobrych ludzi. Przyjaciół poznajemy, gdy odniesiemy sukces, a oni mimo wszystko przy nas zostaną. Zgadzałem się z nim i wiedziałem, że Nicka i Leo mogę nazwać właśnie przyjaciółmi.
– Zdajesz sobie sprawę, że to, że na gali będą właściciele „zawodówki”, nie znaczy, że przyjdą tam dla mnie, a już na pewno nie to, że mnie zechcą? – zapytałem.
Nick trzepnął mnie otwartą dłonią w głowę. Dość mocno, bym to poczuł i aż się odchylił.
– A dla kogo innego niby? Wskaż mi na karcie innego gościa, który się nadaje. Prócz ciebie w main evencie, sorry, stary, ale są tam sami popierdoleńcy – wyjaśnił krótko. Nie komentowałem tego, bo znałem opinie przyjaciela o ludziach, którzy pozorowali konflikty, aby zyskać dla siebie kilka minut sławy. Ja traktowałem to naprawdę poważnie, bo treningi pomogły mi wyjść z największego bagna.
Na samo wspomnienie tych czasów przeszywał mnie dreszcz żenady, że doprowadziłem się do takiego stanu tylko po to, by pokazać, że potrafię się wyrwać z mroku i trafić do anielskiego raju. Jakże inaczej wyglądały różne części tego samego miasta…
– Kieruj się logiką mojej matki, Jacob – wtrącił entuzjastycznie Leo, po którym zupełnie nie było widać choroby, na pewno nie tak poważnej, wręcz śmiertelnej. – Co sobie wymyślisz, to się wydarzy. Jesteś władcą swojego życia i kształtujesz rzeczywistość. Jak idę do klubu, patrzę na laskę i mówię „będziesz moja”, to jest moja. I też tak rób. Tylko nie z laskami, a z walką i wygraną. Przecież to twoje marzenie, zwizualizuj je i idź po swoje.
Przełknąłem ślinę, bo dziwnie się czułem z tym, że pociesza mnie kumpel, który sam tego potrzebuje. Nawet gdy leży na szpitalnym łóżku, nadal nie brakuje mu determinacji, by być moim coachem czy po prostu przyjacielem.
– Nie przejmuj się, ja będę kibicował za nas dwóch, a żebyś mógł tam być na żywo, połączymy się na WhatsAppie. – Nick klepnął Leo w ramię, chyba po to, aby ten skończył z mentoringowymi gadkami, za którymi Nick nie przepadał.
– Będę darł się tak, że mnie cały szpital usłyszy. – Podniósł dwa palce w geście obietnicy, na co wszyscy się roześmialiśmy.
– Totalni popierdoleńcy – rzucił Nick i żaden z nas nie musiał nic dodawać, bo miał rację.
Pojedynczo byliśmy walnięci, ale całą trójką tworzyliśmy już naprawdę mocno rąbniętą drużynę. Czułem z tego powodu ogromną wdzięczność, bo nigdy wcześniej nie miałem wokół siebie takich ludzi.

Malgorzata Falkowska Bez gardy okladka

Pozostań z nami w kontakcie!

Zapisz się na nasz newsletter. Raz w tygodniu otrzymasz informacje o naszych książkach i promocjach na nie!

Dziękujemy, że jesteś z nami!